Poezja zmieniająca życie

„Czym jest poezja, która nie ocala narodów ani ludzi?”, pytał zaraz po zakończeniu II wojny światowej Czesław Miłosz w swym wierszu „Przedmowa” z tomu „Ocalenie”. To pytanie przypomniało mi się, gdy usłyszałem historię Anieli Woronieckiej z Czartoryskich. Wydarzyła się ona niedługo przed napisaniem przez poetę wspomnianego utworu w okupowanej Polsce.

Ulicą Marszałkowską w Warszawie Niemcy pędzili konwój Żydów. Każdy niósł ze sobą niewielki tobołek z majątkiem. Idąc w pośpiechu, popychani kolbami karabinów i ponaglani przez konwojentów, niekiedy gubili swoje rzeczy. Żandarmi nie pozwalali im jednak się zatrzymywać i pędzili do przodu. Przechodząca obok Aniela Woroniecka zauważyła, że pewnej Żydówce wypadła torebka. Podbiegła, by podać kobiecie jej zgubę. Została jednak odepchnięta przez żandarma i rozdzielona przez tłum. Pozostała sama z cudzą torebką w ręku. Po powrocie do domu znalazła w środku karteczkę, a na niej napisany wiersz: „W Twojej ojczyźnie karki się zgina/przed każdą władzą/Dla zwyciężonych wzgarda i ślina/gdy ich na kaźń prowadzą/w Twojej ojczyźnie do obcych w wierze/Bóg się nie zniża/Ojczyzna moja świat cały bierze/w ramiona krzyża/Jeśli Ci sprzyja ten wieczór mglisty/i noc bezgwiezdna –/jakże mnie wygnasz z ziemi ojczystej/jeśli jej nie znasz?”. Żaden utwór nie zrobił na Woronieckiej takiego wrażenia, jak ów wiersz Antoniego Słonimskiego, polskiego poety żydowskiego pochodzenia, znaleziony w takich właśnie okolicznościach. Ta chwila przesądziła, że od tej pory postanowiła zaangażować się w pomoc prześladowanym Żydom. Dostarczała im żywność, odzież i lekarstwa. Wyszukiwała schronienie u zaufanych osób w mieście i na wsi. Sama nawet – wbrew woli rodziny – w swoim warszawskim domu na rogu ulic Nowogrodzkiej i Kruczej urządziła dla Żydów specjalną kryjówkę, która znajdowała się za szafą. Ukrywała tam m.in. doktora Edwarda Reichera z rodziną. Dzięki niej przeżył on wojnę i w swoich wspomnieniach tak pisał: „Aniela Woroniecka była aniołem w ludzkiej postaci. Kobieta bez najmniejszych wymagań. Żyła, poświęcając się dla innych. Sama niczego nie potrzebowała. Była najlepszym człowiekiem, jakiego spotkałem w życiu”. I pomyśleć, że pierwszy impuls, by ratować bliźnich, narażając przez to swoje życie, pojawił się u niej w momencie obcowania z wierszem. To naprawdę była poezja, która ocala ludzi.  


Grzegorz Górny

Reklama

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 1(1) 02-08/01/2021