Moja szkoła była fajna

A dokładniej szkoły. Zarówno Lipówkę, jak i Gimnazjum im. św. Jana Pawła II wspominam bardzo mile. Nie należę do ludzi, którzy mówią, że szkoła to najlepszy czas życia – ufam, że ten jeszcze mam przed sobą, a nie traktuję beztroski jako wartości samej w sobie.

Czas Wielkanocy, rozważania tajemnicy Zmartwychwstania, stał się też okazją do wyrażenia nadziei, że naprawdę jeszcze wszystko przed nami. Także możliwość osobistego podziękowania tym pedagogom, których już z nami nie ma. Śp. pani Stefania Kuźmo była osobą, dzięki której się w ogóle znalazłem w szkole na Lipówce, więc kojarzyłem ją od samego początku, chociaż jako nauczycielka geografii uczyć mnie zaczęła dopiero później. Wszędzie jej było pełno, była bardzo energiczna, z talentem organizacyjnym i ogromnym optymizmem, którego nie straciła nawet po pożarze domu wraz z ogromną biblioteką. Organizowała szkolny zespół i jego wyjazdy do Polski, współpracę ze szkołą – też numer 28 – sióstr felicjanek w Warszawie, a uczniów uczyła nie tylko rzek i stolic, lecz także czytania polskiej prasy i kojarzenia ze sobą faktów z różnych dziedzin życia, jak dobrze żyć z przyrodą i ludźmi.
Moją wychowawczynią w klasach starszych na Lipówce była śp. Helena Gierasimowicz. Osoba szczera i szczerze oddana swojej pracy, z racji na bycie jej pierwszą klasą wychowawczą traktująca nas bardziej jak własne dzieci niż uczniów, starająca się zapewnić nie tylko wiedzę (uczyła matematyki), lecz także zajęcia pozalekcyjne w postaci udziału w olimpiadach, konkursach, przedsięwzięciach szkolnych i projektach. Żywo interesowała się losami swoich wychowanków lata po ukończeniu przez nas szkoły. Już w gimnazjum uczyła mnie przez rok fizyki śp. pani Mieczysława Pietkiewicz – mimo mojego oporu na wiedzę wspominam ją również bardzo dobrze, ze względu na wysoką kulturę osobistą i rzadko spotykaną, zwłaszcza w tak frontowym zawodzie, pogodę ducha i spokojne usposobienie, subtelny żart i umiejętność poważnego potraktowania niepoważnych ludzi, jakimi wówczas byliśmy, bez upokarzania, ale z delikatnym – i zrozumiałym! – zwróceniem uwagi na tę niepowagę. Żywych nauczycieli ze swojej drogi życia uspokajam – Wam również jestem wdzięczny, może nie zawsze w sposób oczywisty, ale mam nadzieję na okazje do tego wyrażenia. Za zmarłych zaś – proszę o modlitwę.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 15(42) 10-16/04/2021