Dobra wola dyktatora

Zmuszenie do lądowania samolotu linii lotnicznych Ryanair w Mińsku i aresztowanie opozycjonisty oraz niezależnego białoruskiego dziennikarza Ramana Pratasiewicza, który był na pokładzie samolotu, z pewnością należy do najszerzej omawianych wiadomości ostatnich dni.

Nie wiem i nie chcę prognozować, jaka będzie reakcja społeczności międzynarodowej na to wydarzenie. Mnie bardziej interesuje inny aspekt tej sprawy. Można usłyszeć głosy mówiące, że polityka Litwy lub Polski względem Mińska po wyborach prezydenckich z sierpnia ubiegłego roku była błędna. Stawianie tylko na opozycję zniszczyło nawet najmniejszą możliwość wpływania na decyzje w Mińsku. Częściowo chyba tak jest.
Rozumiem, że polityka jest cyniczną grą interesów poszczególnych graczy. Ci silniejsi bardzo często manipulują tymi słabszymi uczestnikami gry. Czy jednak można układać się z każdym i zawsze? Nie sądzę. Gra dyplomatyczna z Hitlerem w latach 30. doprowadziła do II wojny światowej, brak stanowczej reakcji na konflikt rosyjsko-gruziński doprowadził do aneksji Krymu i wojny na Donbasie. Rozumiem, że nikt nie chce, ani w Berlinie, ani w Warszawie, ani w Wilnie umierać „za umowny Gdańsk“. Jednak ostatnie wydarzenie pokazało, że zagrożeni są nie tylko obywatele Rosji lub Białorusi, lecz my wszyscy. Bo to, że pasażerowie samolotu opuścili Mińsk po kilku godzinach, zależało tylko od dobrej woli Łukaszenki.