Kto dezinformuje nasze dzieci?

Dużo się mówi o potrzebie walki z dezinformacją, jaka się rozlewa za sprawą internetu i stała się szczególnie widoczna w takich kontekstach, jak: pandemia, rasizm prawdziwy i zmyślony, fake newsy i innych.

Pojawiają się tutaj pomysły zwalczania fejków przez „sprawdzaczy faktów” na portalach społecznościowych (którzy w praktyce jedynie są ideologicznymi cenzorami, mało mającymi wspólnego z faktami), zakazywania dezinformacji ustawą czy wprowadzenia przedmiotu „nauczanie medialne” do szkół. Jedni straszą ograniczeniem wolności słowa, inni się boją, że ogarnięte dezinformacją masy ludzkie staną się aspołeczne. Zupełnie przy tym się zapomina, że wolność słowa nie jest wartością absolutną, tylko służebną – podporządkowaną prawdzie i dążeniu do niej.

Stąd wykrzykiwanie wobec kogoś obelg nie jest korzystaniem z wolności słowa, ale jej wynaturzaniem. Problem się pojawia w momencie, w którym uwierzyliśmy ideologom ponowoczesności, że „każdy ma swoją prawdę”, w związku z czym prawda – a za nią i logika – zniknęły z programów szkolnych i akademickich, zaś pozbawiona pierwotnego celu istnienia wolność słowa wyrodziła się w histeryczne wykrzykiwanie wszystkiego, przeważnie bredni.

Drugim poważnym mankamentem liberalnego systemu edukacji – a pożywką dla dezinformacji – było wyrzucenie ze szkół wiedzy i jej stosowania, a zastąpienie tego formułką: „Najważniejsze to umieć znaleźć potrzebne informacje”. Człowiek pozbawiony właśnie wiedzy – i logicznych mechanizmów jej weryfikacji – będzie znajdował takie „informacje”, które będą najłatwiej dostępne, atrakcyjnie podane lub najwygodniejsze emocjonalnie, co oznacza, że wcale niekoniecznie prawdziwe. A można wręcz z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, że częściej nieprawdziwe.

Szkoła, która zamiast uczyć, bawi, z testami, do których zdania nawet umiejętność czytania i pisania nie jest obowiązkowa (można przecież zaznaczać odpowiedzi na chybił-trafił), skutkuje właśnie takimi sytuacjami. Nie ma wątpliwości, że istnieje celowa, politycznie motywowana i ukierunkowana dezinformacja, że są prowadzone wobec nas wrogie działania na tym polu, istnieją portale tworzone wyłącznie do rozsyłania fejków, a wszystko to bywa robione przez konkretne instytucje, ugrupowania i kraje. Ale dlaczego kolejne reformy naszego systemu oświaty ułatwiają prowadzenie takich działań wobec nas, zamiast je utrudniać?


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 29(82) 17-23/07/2021