Wojna hybrydowa przeciwko WXL

Federacja Rosyjska stała się mistrzem w prowadzeniu wojen hybrydowych. Ostatnio na całego zaangażowała do tego satelicki reżim Aleksandra Łukaszenki. Wojnę hybrydową Kreml prowadzi na wielu frontach i na różne sposoby.

Zielone ludziki bez znaków rozpoznawalnych na umundurowaniu, jak to było na Krymie i Donbasie, to jeden sposób. Drugi – nasyłanie na sąsiednie kraje (Polskę, Litwę, Łotwę) nielegalnych uchodźców. Jeszcze inną odsłoną hybrydowej wojny są hakerskie ataki w cyberprzestrzeni, gdy rosyjscy cyberżołnierze włamują się np. do skrzynek pocztowych ważnych polityków innych państw i potem upubliczniają zawarte w nich poufne informacje. Ale wszystkie te przejawy wojny hybrydowej łączy ze sobą jeszcze jedna jej odmiana – wojna propagandowa. Poprzedza, a potem towarzyszy tym wszystkim innym odsłonom wojny hybrydowej.

W ostatnim czasie Rosja za środek w tej propagandowej wojnie obrała historię. Coraz częściej odwołuje się do odległych od nas okresów. Rosyjscy ideolodzy i propagandyści szukają argumentów dla tezy, że Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini są jednym narodem. Start tej kampanii przed miesiącem osobiście dał Władimir Putin. W obszernym artykule, o czym już pisałem poprzednio, przedstawił własną wizję historii Ukrainy jako składowej części Rosji. Z kolei w minionym tygodniu „historyczną Rosję” powiększono o… Litwę. Jeden z czołowych ideologów współczesnej rosyjskiej polityki imperialnej, Aleksander Dugin, uderzył na portalu Zavtra.ru w Wielkie Księstwo Litewskie.

Związany z rosyjskim blokiem siłowym profesor bez ogródek Wielkie Księstwo Litewskie nazywa Litewską Rusią. Wedle Dugina było to przez dłuższy czas… państwo rosyjskie. Zwrot rozpoczął się w momencie, gdy Wielkie Księstwo Litewskie przyjęło katolicyzm i zawarło w Krewie unię z Polską. „Litwie pozostawała jeszcze szansa znowu stać się Rusią – niech nawet litewską” – pisze Dugin, ale wedle niego ostatecznie tą szansę pogrzebała unia lubelska. Gwoli ścisłości, Aleksander Dugin, syn generała sowieckiego Głównego Wywiadu Wojskowego, przynajmniej jak na razie nie proponuje odbudowywać Litewskiej Rusi. Ale pytanie, jak długo będzie tak łaskaw. W 2014 r. podczas wojny na Ukrainie ten moskiewski profesor zasłynął wypowiedzią: „Ukraińców trzeba zabijać, zabijać i zabijać”. Czy rosyjscy politycy posłuchali „intelektualisty”? Odpowiedź jest bardzo prosta. Od tego czasu na Ukrainie zabito ponad 14 tys. ludzi.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 36(103) 07-10/09/2021