Śmieciowy model utylizacji

Zapowiada się kolejna podwyżka kosztów utylizacji śmieci – tym razem na wysypiskach. Zapłacą ostatecznie sami mieszkańcy, którzy i tak za wywóz śmieci płacą z roku na rok coraz więcej, za to jakość usługi wcale nie wzrasta, a miejscami się wręcz pogarsza.

Problem ma tutaj naturę systemową – i nie da się go rozwiązać, jak to mówią niezorientowani, „poprzez zmianę nawyków obywateli”. Pożar składowiska opon w Olicie zdążył już się ulotnić zarówno z nagłówków prasy, jak i pamięci społeczeństwa, bo w międzyczasie i pandemia wybuchła, i kolejne jej fale przeszły, i atak przy użyciu tysięcy oszukanych i wykorzystanych przez Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenkę ludzi na nasze granice przypuszczono. A ten przykład, pożaru w Olicie, jest bardzo ważny nie tylko dlatego, że był medialny, ale też dlatego, że odzwierciedla on zarówno skalę, jak i sedno problemu śmieciowego na Litwie.

To, że system jest niedorobiony, a zatem – nie działa. Obowiązek utylizacji opon nakłada na sprzedawców ustawa. Jak ktoś sprzedaje klientowi opony, to musi przyjąć od niego tyle samo opon zużytych. Ustawa wymaga, by sprzedawca miał podpisaną umowę z firmą, która te opony od niego zabierze. Takiej firmie płaci za ich zabranie. Problem się pojawia na etapie, kiedy trzeba opony utylizować – bo to się po prostu nie opłaca. Są więc sobie składowane po różnych byłych fabrykach, kołchozach i innych nieużytkach, od czasu do czasu się palą. Jakimś rozwiązaniem byłby ustawowy nakaz wykorzystania surowców wtórnych pozyskanych z takiej utylizacji, przykładowo, do budowy dróg. Na to się z kolei godzić nie chce inna grupa interesów – silna na Litwie od czasów sowieckich mafia drogowców, która najchętniej by robiła najniższym kosztem po najwyższej cenie. Tak więc państwo ingeruje tam, gdzie jest to zbędne, a w miejscu, w którym jego udział byłby konieczny, zasłania się wolnym rynkiem. Zadowoleni są „przetwórcy” opon, bo nie muszą inwestować w rzeczywiste przetwórstwo, i zadowolona jest mafia drogowców, bo nie musi niczego. Koszt ponoszą, jak zwykle, obywatele, w dodatku płacąc podwójnie: za utylizację opon i za to, że mają później do czynienia z brakiem ich utylizacji, czy to poprzez natykanie się na nie w lasach, czy też wdychanie dymu z kolejnych, mniej lub bardziej przypadkowych pożarów mniej lub bardziej zgodnie z prawem działających składowisk.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 37(106) 11-17/09/2021