Nieprzyjemna strona aktywizmu

Pokazanie kilku obrazków tak, żeby nie pokazać za dużo. Dodanie wyciskającego łzy z oczu opisu. Podanie numeru konta i adresu zbiórki pieniędzy na końcu, obowiązkowo. Zgodność z prawdą czy prawem? Nieobowiązkowe.

Obrońcy zwierząt zakładają drelichowe „mundury” i wchodzą na prywatną posesję, wywożą od zdezorientowanych mieszkańców zwierzęta. Sąd później orzeka, że postąpili bezprawnie, ale zwierzęta pod opieką samozwańczych „inspektorów” już zdechły. Teoretycznie, w razie krzywdzenia zwierzaków, od tego są policja i instytucje państwowe, ale wówczas nie zbierze się pieniążków na fundację. Organizacja podobno świadcząca pomoc medyczną migrantom na granicy (poza informacjami podanymi przez nią samą w internecie nie ma danych ani możliwości ich weryfikacji) opowiada, jak to żołnierze podobno spuścili powietrze z kół jej pojazdu. Dowodów brak, zgłoszenia na policję brak, numeru samochodu żołnierzy (podkreślają, że wojskowy) brak. Jest za to adres zbiórki pieniędzy i hejt wylewający się w internecie pod adresem mundurowych. Kolejna organizacja, kolejna historia: poranieni migranci, którym podobno udzielono pomocy, historia o utracie rocznego dziecka i obarczenie odpowiedzialnością państwa polskiego, mimo że to reżim białoruski ludziom zgotował ten los.

Brak weryfikacji czegokolwiek – poza opcją dokonania wpłaty na aktywizm. Rosyjska agresja migracyjna na naszą granicę zaowocowała wysypem różnych inicjatyw mających nieść pomoc. Problem w tym, że wiele z nich podważa zasadność wprowadzenia stanu wyjątkowego czy prowadzenia kontroli granic w ogóle, mimo iż publicznie znane są informacje o operacji „Śluza”, której celem jest rozwalenie systemu ochrony granic Europy, żeby pod przykrywką migracji móc do niej przerzucać agentów, narkotyki i broń, także chemiczną czy radiologiczną. Aktywizm, wyzuty z przejrzystości i odpowiedzialności za działania, skory do uderzania się w cudze piersi, jest tutaj typowym przykładem prywatyzacji zysków i uspołecznienia kosztów. Niesienie pomocy jest jedną z najszlachetniejszych rzeczy. Parafrazując Samuela Johnsona – może być też schronieniem łajdaków. Granicę wyznaczają właśnie przejrzystość i odpowiedzialność aktywizmu – nie można uprawiać anarchizmu i podnosić politycznych postulatów, żeby chwilę potem stwierdzać: „Niech politycy coś zrobią”, i uważać, że się jest w porządku. I podawać numer konta.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 49(141)04-10/12/2021