Tranzytu nie będzie

W dyktaturze za wszystko ponosi odpowiedzialność dyktator. U Ajschylosa przyczyną klęski Persów w wojnie z Grecją jest sam Kserkses – w słowach jego matki Atossy: „Popędliwy Kserkses w pustkę zmienił całą lądu równię”. Chór w tragedii nie zostaje w tyle: „Kserkses na zgubne odmęty/Pchnął drogocenne okręty!”. Tyle antyk, ale i dzisiaj dyktatorzy nie mają szans na spokojną emeryturę.

Styczniowe zamieszki w Kazachstanie pokazały, że mozolnie budowany przez Nursułtana Nazarbajewa mechanizm sprawowania władzy i jej tranzytu nie zadziałał. Konsekwencje tego mogą być istotne dla podobnych państw, przede wszystkim Rosji i Białorusi. Kazachstan był długo widziany na terenach byłego ZSRS jako oświecona autokracja, kraj niebiedny, z zachodnimi inwestycjami, oaza stabilności w posowieckiej Azji Centralnej. Uważało się, że kontrolowane przekazanie władzy od starzejącego się prezydenta do dokładnie sprawdzonego i dostatecznie słabego następcy może być wzorem dla innych dyktatorów; model ten był poważnie analizowany w Moskwie i Mińsku. Teraz wszystko legło w gruzach. Podstawowym hasłem rebelii było „Szał, ket” (Starcze, precz), w istocie więc nie chodziło o cenę paliwa; ludzie żądali zakończenia epoki Jełbasy (Przywódcy Narodu). W systemie demokratycznym jest założony mechanizm niwelowania napięcia społecznego – są nim wybory, istnieje kanał dialogu ze społeczeństwem, dzięki któremu władza nie odlatuje w kosmos. Dyktatura jednak, nawet jeśli na pierwszym etapie wychodzi z ludu, z czasem traci kontakt ze społeczeństwem. Obsadzanie stanowisk nienasyconymi krewnymi osłabia system zarządzania, wzbudza nienawiść innych.

Z czasem prowadzi to do dużej dysproporcji dochodów ludności, jak się stało w Kazachstanie, gdzie pierwsze protesty wybuchły w mieście Żangaözen. Jest to potencjalnie bogaty region, którego podstawą gospodarki jest wydobycie ropy i gazu, ludność jednak z trudem wiąże koniec z końcem. Wszystkie naftowe dochody regionu są wypompowywane do kieszeni klanu rządzącego, w tym przypadku Nazarbajewa. Dyktator musi zapewnić sobie lojalność otoczenia oraz dobrobyt rodziny, na wynalezienie innej drogi niż obdarowywanie stanowiskami i profitami dotychczas fantazji nie wystarczyło. Kiedy dochodzi do wybuchu, nawet własne służby bezpieczeństwa zawodzą i okazuje się, że nie ma miejsca, gdzie starzejący się dyktator może w spokoju dożyć swych dni. Dyktator ponosi odpowiedzialność za wszystko i zawsze. I dlatego Putin z Łukaszenką będą rządzić do końca dni swoich…


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 2(6) 15-21/01/2022