Od ciepła głowa nie boli

Wileńskie sieci ciepłownicze mają poważny problem. Jak wynika z listu spółki do mera Wilna Remigijusa Šimašiusa, firmie wystarczy środków finansowych do końca stycznia.

Przyczyną jest skokowy wzrost cen gazu, spowodowany przez Rosję, która zgromadziła w swoich rękach wszystkie instrumenty do szantażowania Europejczyków. Czyli nas. Co nie oznacza, że nie mogliśmy się do tej sytuacji przygotować. Bank odmówił udzielenia dalszych kredytów Wileńskim Sieciom Ciepłowniczym (Vilniaus šilumos tinklai, VŠT), gdyż osiągnęły już pułap swojej zdolności kredytowej. Teoretycznie gwarancji takiego kredytu mógłby udzielić sam samorząd, ale tutaj pojawia się problem: stadion narodowy. Bo czy nie było mowy o tym, że podejmując ten projekt, wileński samorząd na długie lata utraci poważną zdolność kredytową? Czy nie podjęto się tego projektu właśnie chwilę przed skokiem cen gazu? Czy 100 milionów euro – bo o takim deficycie się mówi w kontekście VŠT – tu nie jest kwota, która wymaga poważnej zdolności kredytowej? Problemem wileńskiej energetyki jest nie tylko płytkość rezerw finansowych. W przypadku gdy koszt surowca skacze o kilkaset procent (ze średnio 17 euro/MWh w ciągu ostatnich pięciu lat do ponad 140 euro/MWh obecnie), trudno być spokojnym, trudno też wymagać, by firma posiadała takie rezerwy gotówkowe (chociaż w dojrzalszej gospodarce – przypomnijmy, że nasza ma zaledwie trzy dekady – powinna mieć rezerwy ulokowane we własnych funduszach inwestycyjnych i hedgingowych właśnie na okoliczność takich brutalnych wstrząsów).

Problem ten próbował rozwiązać poprzedni mer Artūras Zuokas, prywatyzując VŠT. Wówczas faktycznie francuski właściciel mógł kredytować spółkę ze swoich środków, ale oskarża się go, że nie dokonał obiecanych inwestycji w modernizację i że zabrał sobie środki z handlu emisjami. Brak inwestycji to zaś rzecz, o którą każdą władzę Wilna i można, i trzeba oskarżyć. Gaz ziemny stanowi bowiem ponad 80 proc. miksu energetycznego wileńskiego ciepłownictwa. Właśnie w obecnych okolicznościach byłoby chyba bardzo miło, gdyby był wzbogacony biomasą czy biopaliwem z rzepaku (byle nie oleju palmowego!). Bardzo racjonalnym źródłem ciepła w miastach są też nowoczesne spalarnie śmieci, które rozwiązują problem nie tylko odpadów (nie wszystkie są możliwe do ponownego wykorzystania!), ale i ciepła. Wilno taką spalarnię mogło mieć już dawno. Komu teraz dobrze, że nie ma?


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 2(6) 15-21/01/2022