Nigdy więcej!

Kiedy wziąłem do ręki wspomnienia krakowianki Lidii Maksymowicz, jednej z najmłodszych osób, które doczekały wyzwolenia obozu KL Auschwitz-Birkenau w 1945 r., spodziewałem się, że będzie to przejmująca historia. Nie myślałem jednak, że będzie tak wyjątkowa, niesamowita, niepowtarzalna. Czytając, czułem się jak sparaliżowany.

Łzy same płynęły z oczu. Przyznałem się do nich pani Lidii od razu. „No tak, to jest taki wyciskacz łez” – skwitowała serdecznym głosem. Musiałem spytać o to, w jaki sposób – mimo tego wszystkiego, co przeżyła – zachowała w swoim życiu pogodę ducha. Odpowiedź zdumiała: „Nie potrafiłam nienawidzić. Nie znając innego życia niż w Auschwitz, godziłam się z tym wszystkim, co mnie spotyka, a uczucie nienawiści u takiego dziecka, przynajmniej ja tak uważam, jeszcze nie istnieje. I tak mi zostało. To jest moje motto. Jak już żyłam nowym życiem, to nie miałam powodu mieć w sercu nienawiści. Zdałam sobie sprawę, że jeżeli będę myślała o zemście i nienawiści, to będę cierpiała bardziej. Będę zgorzkniała”. Mimo 81 lat Lidia Maksymowicz wciąż spotyka się z młodzieżą i niestrudzenie opowiada historię trzylatki, która trafiła do obozu, gdzie stała się obiektem pseudomedycznych eksperymentów dr. Mengele. Wspomina, jak od czasu do czasu przychodziła do jej dziecięcego baraku matka, łamiąc obozowy regulamin.

Czołgając się po ziemi, gdy reflektor nie oświetlał drogi, przynosiła kawałek chleba albo cebulę. Szeptała do ucha: „Nazywasz się Ludmiła Boczarowa. Pochodzisz z Mińska…”. Mirosław Krzyszkowski i Bogdan Wasztyl opowiedzieli mi historie równie wstrząsające. O ucieczkach z KL Auschwitz. Tych udanych, jak rtm. Witolda Pileckiego, i tych częstszych, zakończonych schwytaniem śmiałków. Jeśli miałeś odrobinę szczęścia, oprawcy nie zabili cię przy pierwszej okazji. Ale jeśli uciekłeś, ginęli twoi towarzysze i bliscy. W tym piekle na Ziemi nie było dobrych wyborów. Czytelnik może spytać, po co to wszystko znów przypominamy, po co tyle miejsca w magazynie na kolejną rocznicę wyzwolenia obozu w Oświęcimiu. Przecież minęło już 77 lat, to coraz bardziej odległa historia, świat ma wystarczająco dużo bieżących problemów. Najlepiej puentuje to pani Lidia. „Wiedząc o tym, coście usłyszeli, co się działo w Auschwitz, nie dopuście do tego nigdy więcej!”. Trywialne, wyświechtane, może wręcz nudne. Ale trzeba wciąż powtarzać jak mantrę, bo świat jakby o tym zapominał: Nigdy więcej wojny!


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 4(12) 29/01-04/02/2022