Kamieniołom

Casa Milà, czyli Dom Milów, to ostatni budynek mieszkalny, który stworzył kataloński architekt Antoni Plàcid Guillem Gaudí i Cornet. Budynek, zwany ze względu na piaskowcową elewację „La Pedrera” – czyli „Kamieniołom” – to dzieło ludzkiego geniuszu.

Jego ażurowa konstrukcja bez ścian nośnych pozwala na dowolne gospodarowanie przestrzenią: łączenie pokojów, mieszkań i pięter, umieszczanie gdzie bądź przegród czy ścian. Co ciekawe, słupowo-belkowa konstrukcja w znacznym stopniu wykorzystywała powtórnie materiały z odzysku, co wynikało zarówno z oszczędności, jak i dbałości o to, by nic się nie zmarnowało. „Kamieniołom” był ostatnią „świecką” budowlą Gaudíego, też najdojrzalszą. Sam Gaudí, który był architektem i inżynierem (w tamtych czasach było to jeszcze tożsame, trzeba podkreślić), nie tylko zadbał o monumentalność bryły budynku czy projekt charakterystycznych kominów, lecz także projektował wnętrza. Każdy sufit ma indywidualną gipsową formę. Twórca zostawił swój sznyt nawet w mozaikach czy elementach drewnianych, projektował klamki i płytki (nimi zainspirowane zostały m.in. współczesne, charakterystyczne barcelońskie płytki na chodnikach miasta), meble, a nawet systemy inżynieryjne. Chciał, by jego dzieło służyło ludziom w stopniu najpełniejszym.

Тa motywacja artysty i rzemieślnika spowodowała, że po upływie stu lat w Casa Milà niczego nie brakuje i życie byłoby tam wygodne także według standardów XXI w. Architekt wyposażył tę monumentalną kamienicę w dziedzińce, strychy z pralniami, pomieszczenia komercyjne i wypoczynkowe, taras na dachu, a nawet… podziemny garaż mogący pomieścić kilkadziesiąt samochodów. W 1906 r. nie było rzeczą dla wszystkich oczywistą, że samochód tak się upowszechni, zaś w budynku z 21 mieszkaniami wydawać by się to mogło planowaniem nadmiernym. Gdy zachwycamy się bazyliką Sagrada Familia, najbardziej znanym dziełem Sługi Bożego Antoniego Gaudíego, warto pamiętać też o Casa Milà w kontekście architektonicznym. Oczekiwalibyśmy, żeby budynek ten poznawali deweloperzy – próbujący sprzedać najdrożej możliwie najciaśniejsze klitki z najtańszym projektem, wykończeniem i meblami ze sklepu z tandetą, żądający dodatkowych opłat za rzeczy, które są zwyczajnym elementem godnego życia. A przede wszystkim – żeby poznawali go samorządowcy pozwalający na architektoniczną fuszerkę i bylejakość.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 6(18) 12-18/02/2022