Więcej

    „Solidarność”. Krótka historia wielkiego ruchu społecznego

    „Solidarność” to nazwa Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego, który powstał w 1980 r. w Polsce. Był to nie tylko związek zawodowy, lecz także masowy ruch społeczny, który odegrał ważną rolę w obaleniu komunizmu i przywróceniu demokracji w Polsce.

    Czytaj również...

    Co więcej, NSZZ „Solidarność” odegrała też kluczową rolę w zapoczątkowaniu przemian w Europie Środkowo-Wschodniej. Jej powstanie i działalność w latach 80. były inspiracją dla innych ruchów opozycyjnych w krajach bloku wschodniego, w tym na Litwie. Tym samym otworzył się nowy rozdział w dziejach Europy, a jego finałem był demontaż systemu komunistycznego i koniec podziału Europy ustalonego w Jałcie w 1945 r.

    W tym roku, 31 sierpnia, mija 45. rocznica podpisania porozumień sierpniowych, zakładających możliwość powoływania niezależnych związków zawodowych. Dzień ten został ustanowiony świętem państwowym przez Sejm RP w 2005 r. jako Dzień Solidarności i Wolności.

    Narodziny „Solidarności”

    „To, co świat zobaczył w 1980 r., zaczęło się znacznie wcześniej” – mówi prof. Andrzej Friszke, historyk specjalizujący się w historii najnowszej i autor licznych książek, m.in. „Rewolucja Solidarności 1980–1981”. Faktycznie Polacy sprzeciwiali się komunizmowi od momentu jego zainstalowania po II wojnie światowej. Już w czerwcu 1956 r. mieszkańcy Poznania wyszli na ulice, domagając się „chleba i wolności”. Brutalne stłumienie protestu wcale nie wyciszyło sytuacji, wrzenie ogarnęło całą Polskę, a ówczesne władze z I sekretarzem PZPR Władysławem Gomułką na czele musiały pójść na znaczne ustępstwa.

    Rok 1968 to był zaś rok studenckich strajków zapisanych jako wydarzenia marcowe. A zapalnikiem było zdjęcie z afisza spektaklu „Dziady” w Teatrze Narodowym w Warszawie, ponieważ władze PRL uznały to przedstawienie wedle dramatu Mickiewicza za antyrosyjskie, antysowieckie i „religianckie”. Decyzja ta spotkała się z silnym sprzeciwem środowiska akademickiego i kulturalnego. Strajki objęły nie tylko Warszawę, lecz także inne miasta, jak Kraków, Radom, Poznań, Łódź. Studenci domagali się przywrócenia spektaklu na deski teatru, ale też protestowali przeciw ograniczaniu swobód obywatelskich i represjom wobec opozycji, którą współtworzyli wówczas m.in. Jacek Kuroń, Karol Modzelewski czy Adam Michnik.

    Potem była Grudzień 1970. Na Wybrzeżu doszło do krwawych zamieszek, będących reakcją na podwyżki cen żywności. Protesty robotników, szczególnie w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie, zostały brutalnie stłumione przez milicję i wojsko, co spowodowało śmierć kilkudziesięciu osób i przyniosło około tysiąca rannych. Doprowadziło to do dymisji Władysława Gomułki z funkcji I sekretarza PZPR (jak w większości krajów satelickich ZSRS najwyższą władzę w kraju sprawowały ograny partyjne). Nastał Edward Gierek.

    Aby dojść do Sierpnia 1980, trzeba się cofnąć jeszcze do lipca. Od 8 do 25 lipca 1980 r. przez Lublin i Lubelszczyznę przeszła fala strajków określanych mianem lubelskiego lipca. Był to odzew na podwyżkę cen mięsa i wędlin. Protesty objęły ponad 150 zakładów pracy, z czego większość, bo ok. 90, miała miejsce w Lublinie. Polska burzyła się wzrastającą drożyzną, niskimi płacami, ograniczeniem wolności i atmosferą zastraszania, tych którzy się przeciw temu buntowali. Sekretarz KC, wtedy Edward Gierek, wił się jak piskorz i uspakajał schorowanego przywódcę ZSRS Leonida Breżniewa podczas urlopu na Krymie pod koniec lipca 1980 r.: „Towarzyszu Breżniew, cała nasz opozycja jest w naszej garści (…). Ich wszystkich można na palcach policzyć”.

    To nie była prawda. Opozycja się rozrastała. A niezadowolenie społeczne rosło. Przywódca PRL, wypowiadając te słowa, nie mógł wiedzieć, że wkrótce historia nabierze ogromnego przyspieszenia, doprowadzając zaledwie pięć tygodni później do jego politycznego upadku, poprzedzonego niewyobrażalnym wcześniej przełomem w dziejach Polski, którym było zezwolenie na swobodny rozwój niezależnego od władz ruchu związkowego i odzyskanie wolności słowa.

    Wydarzenia w Gdańsku, które zmieniły Polskę

    Zapalnikiem był strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, który zaczął się 14 sierpnia 1980 r. Bezpośrednim powodem było wyrzucenie z pracy usuniętej za działalność opozycyjną Anny Walentynowicz, popularnej wśród załogi pracownicy stoczni. Atmosferę protestu podnosił fakt, że została ona zwolniona pięć miesięcy przed osiągnięciem wieku emerytalnego.

    Inicjatorami strajku byli działacze WZZ (Wolnych Związków Zawodowych), kierowani przez Bogdana Borusewicza – oni też odegrali w jego przebiegu zasadniczą rolę. Nawiązano do tradycji Grudnia 1970, czego wyrazem było wysuniecie żądania budowy pomnika ofiar tamtych wystąpień́.

    Wypadki nabrały tempa wraz z wejściem na teren stoczni, wyrzuconego w 1976 r. za krytykę stoczniowej administracji, Lecha Wałęsy, który stanął na czele protestu.

    Wydarzeniem o ogromnym znaczeniu było powołanie 16 sierpnia Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Do prezydium MKS wybrano Lecha Wałęsę jako przewodniczącego oraz Andrzeja Gwiazdę i Bogdana Lisa jako wiceprzewodniczących. Spisano 21 postulatów MKS, a pierwszym z nich było żądanie przyznania prawa do tworzenia niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych. W dalszych punktach żądano m.in.: zagwarantowania prawa do strajku, wolności słowa i druku, nierepresjonowania wydawnictw, zniesienia represji za przekonania. Te spisane postulaty przybrały nazwę porozumień sierpniowych (31 sierpnia 1980 r.).

    „Strajk był bardzo dobrze przygotowany – w stoczni sformowano straż̇ porządkową, panowała wzorowa dyscyplina. Silne podczas strajku akcenty religijne, msze święte, modlitwy, krzyże, portret Jana Pawła II na bramie stoczni, były ważnym elementem integracji, pozwalały nawiązać do tradycji narodowych i nastroju papieskiej pielgrzymki w 1979 r. Biało-czerwone opaski i flagi narodowe przypominały o narodowym, patriotycznym charakterze ruchu” – wspomina prof. Friszke.

    Strajkujący mieli też od pierwszych godzin niekwestionowanego charyzmatycznego przywódcę, którym okazał się Lech Wałęsa.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo
    Widok na bramę nr 2 Stoczni Gdańskiej im. Lenina i tłumy solidaryzujących się ze strajkującymi mieszkańców Gdańska, sierpień 1980 r.
    | Fot. Zenon Mirota, ECS, domena publiczna

    O „Solidarności” mówił cały świat

    Już w pierwszych godzinach protestu informacja o jego rozpoczęciu wydostała się poza mury stoczni. Stało się to za sprawą żony Bogdana Borusewicza, pielęgniarki w Stoczni Gdańskiej, która niemal w ostatniej chwili przed zerwaniem łączności z resztą Polski przekazała informacje Jackowi Kuroniowi. Ten zaś dostarczył je Radiu Wolna Europa i w ten okrężny sposób o sytuacji dowiedziała się nie tylko Polska, lecz także cały świat.

    Radio Wolna Europa i brytyjskie BBC codziennie przez wiele godzin przynosiły relacje o przebiegu strajku. Do stoczni zaczęli docierać także dziennikarze zagraniczni, którzy komentowali na żywo wydarzenia. Strajk porywał swoim romantyzmem, a zarazem imponował dyscypliną, horyzontem żądań i spokojną determinacją. Zyskał więc poparcie nie tylko środowisk wcześniej zdeklarowanych opozycyjnie, lecz także wielu ludzi nieskłonnych dotąd do gestów źle przyjmowanych przez władze. W dniach gdańskiego strajku rodziła się owa solidarność robotników i inteligencji, która była fundamentem solidarności obywatelskiej, która rozniosła się na cała Polskę.

    Strajk gdański stał się przykładem i wzorem dla innych ośrodków robotniczych. 18 sierpnia przerwała pracę Stocznia Szczecińska, a w ślad za nią inne zakłady. Stopniowo protest robotniczy ogarniał następne miasta w Polsce centralnej i na południu kraju. Nigdy wcześniej nie doszło do takiego wielkiego strajku jednocześnie. Było to wydarzenie zupełnie niezwykłe.

    Władza nie przypuszczała, że tworzący się związek to będzie taki moloch. Sądzono, że to będą związki skupione wokół zakładów, branż. A tu do „Solidarności” zapisywali się wszyscy, kto tylko chciał i czuł, że musi tam być!

    „Władza wpadła w panikę, Biuro Polityczne zbierało się niemal codziennie. Szukano wszelkich sposobów do zlikwidowania strajku. Uciekano się do tradycyjnych metod ataków propagandowych, szukano możliwości złamania solidarności strajkujących, podzielenia ich, pozyskania części… Bezskutecznie. »Solidarność« rosła w siłę (pod koniec sierpnia 1980 r. strajkowało ok. 700 tys. ludzi w ponad 700 zakładach), i zyskała wpływ na rzeczywistość” – twierdzi prof. Friszke.

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Ta rzeczywistość stawała się sprzyjająca.

    Porozumienia sierpniowe

    31 sierpnia 1980 r. w sali BHP Stoczni Gdańskiej Lech Wałęsa wraz z wicepremierem Mieczysławem Jagielskim podpisał porozumienia gdańskie, a bezpośrednią transmisję telewizyjną z tego wydarzenia oglądała cała Polska. W pierwszym punkcie porozumienia gdańskiego stwierdzono, że działalność́ związków zawodowych w PRL nie spełniała oczekiwań pracowników, celowe jest zatem powołanie nowych samorządnych związków zawodowych. Uznawano kierowniczą rolę PZPR „w państwie” (co oznaczało, że niekoniecznie w społeczeństwie).

    Rząd zobowiązał się do poszanowania niezależności związków oraz stworzenia warunków ich rejestracji. Zapowiedziano przygotowanie ustawy o związkach zawodowych, która m.in. miała określić warunki organizowania strajków. Rząd zobowiązał się też do wniesienia do Sejmu projektu ustawy o cenzurze, chroniącej interesy państwa, jego tajemnice i ważne interesy międzynarodowe (po raz pierwszy od 1944 r. miały być prawnie uregulowane status i zakres kompetencji cenzury).

    Władze zobowiązały się do rewizji wyroków w procesach sądowych i przywrócenia do pracy osób zwolnionych z przyczyn politycznych. Nim podpisano porozumienie, z aresztów wyszli zatrzymani działacze opozycji. To były bardzo ważne postulaty.

    Jednak sama „Solidarność” w tym czasie nie była na tyle mocna, aby pozbawić komunistów władzy, natomiast tę władzę skutecznie osłabiała – tak bardzo, że ludzie zaczęli to dostrzegać.

    Dostrzegł to również Wojciech Jaruzelski, członek Biura Politycznego PZPR, od lutego 1981 r. premier PRL, dlatego zdecydował się rok później, w grudniu 1981 r., wprowadzić stan wojenny. Uznał, że tylko w ten sposób jest w stanie odzyskać pełną kontrolę nad Polską. Tym samym pokazał, że komuniści mają tylko jeden sposób na utrzymanie władzy – represje.

    Słynny plakat „Solidarności” z Garym Cooperem z wyborów 4 czerwca 1989 r., do których środowisko związane z tym masowym ruchem poszło jeszcze zjednoczone
    | Fot. domena publiczna

    Wkład w historię

    Dla społeczeństwa kolejnych kilkanaście miesięcy od Sierpnia 1980 było okresem społecznego entuzjazmu wobec „S”, nazywanego dziś karnawałem „Solidarności” .

    WIĘCEJ NIŻEJ | Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    W szczytowym okresie swojego funkcjonowania w latach 1980–1981 do związku zawodowego „Solidarność” należało ok. 9,5 mln członków, co czyniło go największą w historii organizacją w Polsce. Pod koniec 1981 r., tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, liczba członków sięgała niemal 10 mln osób.

    Z powstaniem „Solidarności” w 1980 r. wiąże się fenomen, który został zapamiętany jako – bycie razem. Bycie razem ludzi różnych branż, różnych powołań, których połączył sprzeciw wobec dyktatury komunistycznej i którzy pragnęli być wolni niezależnie od wyznawanych poglądów politycznych i przekonań.

    Kolejne lata to były transformacje, często bolesne. W latach 90. doszło do podziałów politycznych wewnątrz „Solidarności”, które przyczyniły się do rozpadu pierwotnej koalicji. Związek nadal funkcjonuje w wolnej Polsce jako organizacja związkowa z setkami tysięcy członków i działaniami skoncentrowanymi na obronie interesów pracowniczych.

    A historycznie? Sama nazwa „Solidarność” może być wybitnym wkładem Polski w historię świata. Doświadczenie „Solidarności” może być dzisiaj przykładem drogi do przezwyciężania obecnych kryzysów w Europie. Może być przydatne w relacjach międzynarodowych, zwłaszcza w obliczu toczącej się wojny w naszym rejonie. To, co wydarzyło w latach 80. ub.w. może być wzorem dla innych, przykładem, że mimo różnic można tworzyć wspólne dzieło, wielki ruch patriotyczny, wolnościowy solidarnościowy.


    Przy pisaniu artykułu korzystano z publikacji Andrzeja Friszkego oraz okolicznościowych rozmów z profesorem. Prof. dr hab. Andrzej Friszke (ur. 1956) – historyk specjalizujący się w historii najnowszej, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności. Autor wielu książek, m.in.: „Opozycja polityczna w PRL 1945–1980”; „Oaza na Kopernika. Klub Inteligencji Katolickiej 1956–1989”; „Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi”; „Polska. Losy państwa i narodu 1939–1989”; „Rewolucja Solidarności 1980–1981”. W 2025 r. nadano mu honorowe obywatelstwo m.st. Warszawy.


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 35 (98) 30/08- 05/09/2025

    Reklama na podst. ust. użytkownika.; Dzięki reklamie czytasz nas za darmo

    Afisze

    Więcej od autora

    Jakub Józef Orliński, supergwiazda opery, niebawem zaśpiewa w Wilnie

    Utalentowany kontratenor ma rzesze wielbicieli. Młody, pełny energii, pozytywnie nastawiony do świata, zaraża optymizmem. Jest mieszanką skromności i przebojowości. Nie sposób go nie lubić. Choć dopiero niedawno skończył trzydziestkę, może...

    Niemiecka – dawne City Wilna

    To była ważna i nowoczesna na owe czasy ulica. To właśnie jej poświęcił cały długi rozdział drugiej części „Wileńskiego ABC” dr Waldemar Wołkanowski, znany i ceniony przez wilnian, i...

    Koło gospodyń wiejskich na litewskiej ziemi

    Brenda Mazur: Skąd pomysł na promowanie idei kół gospodyń wiejskich na Litwie? Alina Kuźmina: To jest niezwykle atrakcyjna idea! Dowodem na to jest 150 lat działalności kół gospodyń wiejskich (dalej:...