Więcej

    Europa jest bałwanem

    W kultowym sowieckim serialu „17 mgnień wiosny” jest taka scena: Max Otto von Stirlitz, SS-Standartenführer pracujący w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy (sowiecki agent „Justas”), mówi do Heinricha Müllera, SS-Gruppenführera, szefa Gestapo...

    „Ja nie jestem bałwanem w starym polskim preferansie. Jestem graczem”. Bałwan to osoba, który nie bierze udziału w licytacji i tylko rozdaje karty albo przygląda się rozgrywce, siedzi po to, aby pozostali mogli w ogóle zasiąść do gry.

    W tym tygodniu odbyła się kolejna runda rozmów o możliwości zakończenia wojny na Ukrainie. W Moskwie przebywali wysłannicy prezydenta USA, Steve Witkoff oraz Jared Kushner. Pierwszy jest biznesmenem i partnerem Trumpa w golfie, poznali się kiedyś, gdy Witkoff zapłacił za Trumpa kanapkę (ham & swiss) w delikatesach (miliarder przecież nie nosi przy sobie gotówki), stanowisko drugiego w amerykańskiej administracji jest proste – zięć prezydenta. Obaj dyletanci w kwestiach stosunków międzynarodowych, czego świadectwem jest słynny „plan 28 punktów”, okrzyknięty w Europie jako wybitnie prorosyjski, chociaż w istocie każdy orientujący się w tematyce wie, że Putin go nigdy nie podpisze. Nie podpisze, bowiem w punkcie pierwszym się zakłada, że Ukraina pozostaje suwerennym państwem. Nie po to została rozpętana przez niego ta krwawa wojna, aby Ukraina pozostała niezależna — celem jest opanowanie całej Ukrainy i stworzenie z niej prorosyjskiej parodii państwa.

    Negocjacje w Moskwie, jak oczekiwano, zakończyły się bez rezultatu; Rosji jest potrzebna kapitulacja Ukrainy, a nie zaprzestanie mordowania ludzi. Kreml traktuje negocjacje jako narzędzie propagandowe i możliwość gry na czas, unikając ostrzejszych sankcji, jest to typowa gra pozorów. Trump zaś chce zakończyć wojnę za wszelką cenę i przejść do współpracy gospodarczej z moskiewskim reżimem. Przyszłość Ukrainy go nie obchodzi.

    A gdzie w tym procesie jest Europa? Wojna przecież toczy się akurat w Europie i przyszłość kontynentu jest uzależniona od tego, na jakich warunkach ta wojna zostanie zakończona. Czy agresor zostanie wynagrodzony, czy też ukarany, czy otrzyma możliwość do odbudowy militarnej potęgi i rozpoczęcia w bliskiej przyszłości nowej agresji, czy też zrozumie, że napadać na inne państwa się nie opłaca. Okoliczności wymagają, aby to europejscy politycy grali pierwsze skrzypce w tej partyturze. Tymczasem przy stole negocjacyjnym Europy nie ma. Europa jest bałwanem w tej grze.


    Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 49 (140) 06-12/12/2025