Lucjan Rydel – wraz z żoną i siostrą byli oni pierwowzorami postaci Pana Młodego, Panny Młodej i Haneczki – biegał po krakowskich Plantach, grożąc, że Wyspiańskiemu „pyski spierze”, jak żalił się autor sztuki. Tej nie rozumiała też część aktorów, którzy odmawiali zagrania zaproponowanych ról. Mimo to Józef Kotarbiński, dyrektor teatru, sztukę zdecydował się wystawić, bo choć sam miał nie być przekonany do tekstu, liczył, że skandalizujące wątki przyciągną widzów do teatru. Najlepszy to dowód, że nie w naszych czasach wymyślono wywoływanie skandali jako źródło dobrego zarobku.
Widzowie sztukę faktycznie kupili. Po zakończeniu premiery najpierw zapanowała zupełna cisza, a potem wybuchły ogłuszające brawa. Z teatralnego afisza spektakl nie schodził do końca 1927 r. Później wracał i wraca do dziś w przeróżnych inscenizacjach i na różnych scenach. Andrzej Wajda, którego stulecie urodzin właśnie obchodzimy, w 1972 r. dramat zekranizował. Na marginesie, szkice, notatki i rysunki Wajdy odnoszące się do twórczości Wyspiańskiego do 28 czerwca można oglądać w Krakowie na ekspozycji „Taki mi się marzy dramat” w Pawilonie Wyspiańskiego.
„Wesele” wciąż pozostaje i zapewne już na zawsze pozostanie spektaklem nieustająco aktualnym. Wyspiański doskonale zdiagnozował w nim polskie podziały, kompleksy, nieumiejętność zjednoczenia. Wystarczy spojrzeć na współczesną scenę polityczną, by zrozumieć, że w tym względzie nic się nie zmieniło. Właśnie dlatego sztuka wraca i będzie wracać na afisze, wywołując kolejne skandale i żywe dyskusje. Jak w wypadku najgłośniejszej inscenizacji ostatnich lat w reżyserii Jana Klaty, który „Weselem” żegnał się z Teatrem Starym w Krakowie i witał z dyrektorowaniem w warszawskim Narodowym. Uwypuklił w nim nieustająco rezonujące z polską rzeczywistością uniwersalne napięcia i narodowe schematy, a krytycy nieprzypadkowo uznają, że to jeden z najważniejszych spektakli dziesięciolecia.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 11 (31) 21-27/03/2026

