W tych wszystkich powtarzanych do bólu oklepanych szablonach, w tych ahistorycznych oskarżeniach i zupełnie odrealnionym pięknoduchowskim bronieniu demokracji, tak jakby procedura była wartością samą w sobie, brakuje dyskusji rzeczywiście rzetelnej i operującej faktami. Dyskusji nie w imię „odbrązowienia” (jakże obłudne i pustackie jest to hasło!), ale w imię prawdy, wyciągnięcia wniosków i budowy przyszłości lepszej, niż była przeszłość. Budowy mądrzejszej.
Zamach majowy nie nastąpił w pustce, tylko w określonej rzeczywistości. Polska była targana wojenkami partyjnymi, których uczestnikom losy kraju umykały konkretnie. Budowa portu w Gdyni utknęła z braku pieniędzy. Te jednak pojawiały się, kiedy trzeba było zabezpieczyć interesy „CK mafii”, czyli coraz bezczelniej poczynających sobie w wojsku generałów austriackich, jak Malczewski, Rozwadowski czy Zagórski. Czystki personalne czy ustawienie przetargów (jak choćby na zakup silników do samolotów, który wygrała firma gen. Władysława Zagórskiego – a który to wydatek upośledził rozwój polskiego lotnictwa na lata) były na porządku dziennym. Podobnie codziennością była cenzura: na osobisty rozkaz premiera Wincentego Witosa skonfiskowany został cały nakład gazety, w której Józef Piłsudski krytykował partiokrację.
Przykłady można mnożyć; nie po to, żeby usprawiedliwiać czy umniejszać patologie, jakie później zapanowały podczas rządów sanacji, tylko dla pełnego obrazu rzeczywistości. O jakości przedzamachowych rządów świadczy przecież też to, że część oddziałów, początkowo wiernych rządowi (jak choćby Władysław Anders), zmieniła stronę po tym, jak generałowie Malczewski i Rozwadowski nakazali mordowanie żołnierzy strony przeciwnej, co uznano za szczególnie niehonorowe.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” ” Nr 19 (53) 16-22/05/2026

