Niebezpieczne schematy

W setną rocznicę zamachu majowego pojawił się wysyp komentarzy, właściwie pod jeden schemat krytykujących samo wydarzenie, jak i jego animatorów. Oczywiście, nie dziwi to w wykonaniu środowisk nacjonalistycznych, endeckich – ani też ze strony zaskakująco zbliżonych narracji środowisk postkomunistycznych i prorosyjskich. Dziwić może jednak, kiedy osoby i środowiska z jednej strony ubolewające nad zamordowaniem pierwszego prezydenta Polski Gabriela Narutowicza, z drugiej strony – w kwestii zamachu majowego przyznają rację jego mordercom. Rację i słuszność postępowania.

W tych wszystkich powtarzanych do bólu oklepanych szablonach, w tych ahistorycznych oskarżeniach i zupełnie odrealnionym pięknoduchowskim bronieniu demokracji, tak jakby procedura była wartością samą w sobie, brakuje dyskusji rzeczywiście rzetelnej i operującej faktami. Dyskusji nie w imię „odbrązowienia” (jakże obłudne i pustackie jest to hasło!), ale w imię prawdy, wyciągnięcia wniosków i budowy przyszłości lepszej, niż była przeszłość. Budowy mądrzejszej.

Zamach majowy nie nastąpił w pustce, tylko w określonej rzeczywistości. Polska była targana wojenkami partyjnymi, których uczestnikom losy kraju umykały konkretnie. Budowa portu w Gdyni utknęła z braku pieniędzy. Te jednak pojawiały się, kiedy trzeba było zabezpieczyć interesy „CK mafii”, czyli coraz bezczelniej poczynających sobie w wojsku generałów austriackich, jak Malczewski, Rozwadowski czy Zagórski. Czystki personalne czy ustawienie przetargów (jak choćby na zakup silników do samolotów, który wygrała firma gen. Władysława Zagórskiego – a który to wydatek upośledził rozwój polskiego lotnictwa na lata) były na porządku dziennym. Podobnie codziennością była cenzura: na osobisty rozkaz premiera Wincentego Witosa skonfiskowany został cały nakład gazety, w której Józef Piłsudski krytykował partiokrację.

Przykłady można mnożyć; nie po to, żeby usprawiedliwiać czy umniejszać patologie, jakie później zapanowały podczas rządów sanacji, tylko dla pełnego obrazu rzeczywistości. O jakości przedzamachowych rządów świadczy przecież też to, że część oddziałów, początkowo wiernych rządowi (jak choćby Władysław Anders), zmieniła stronę po tym, jak generałowie Malczewski i Rozwadowski nakazali mordowanie żołnierzy strony przeciwnej, co uznano za szczególnie niehonorowe.


Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński”  ” Nr 19 (53) 16-22/05/2026