Śladami Polaków nad Adriatykiem. Historia Abacji i Lovrany wraca do życia

A dzieje się to dzięki książce autorstwa Jana Skłodowskiego, który zabiera nas w podróż do zapomnianych dziś miejsc w Chorwacji. Książka nosi tytuł „Abacja i Lovrana perły Adriatyku. Sławni Polacy na Riwierze Opatijskiej” – i została zaprezentowana w Ambasadzie RP w Wilnie 23 kwietnia br., gromadząc wielu miłośników książki, podróży i historii.

Czytaj również...

Brenda Mazur: Zacznijmy od prostego pytania: co Pana „zaprowadziło” do Abacji i Lovrany i czy pamięta Pan moment, w którym uznał, że to temat na książkę…

Jan Skłodowski: Aby być ścisłym, to powiem, że o Abacji i Lovranie słyszałem od dawna, bo po lekturze „Słówek” Tadeusza Boya-Żeleńskiego, wiedziałem, że Stefania „jeździła aż do Abacji po temat do konwersacji”, wiedziałem też o Stanisławie Witkiewiczu, że ostatnie lata swego życia spędzał w Lovranie. I ja chciałem te rozsławione miejsca zobaczyć, jako że oba, w tamtych czasach przełomu XIX/XX w., były popularnymi kurortami często odwiedzanymi przez polską arystokrację i inteligencję.

Odbyliśmy więc przed laty z żoną podróż na kilka tygodni, chcąc zobaczyć na własne oczy, co pozostało ze świetności tych miejsc. Po tej wizycie nabrałem przekonania, że to jest tak ciekawe miejsce, iż warto zagłębić się i poznać szczegóły, jak funkcjonowały te ośrodki, kto tam bywał, jaka jest historia tych miejscowości. I tu skorzystałem z rady przedwojennego profesora krakowskiego Stefana Szumana, który powiadał, że jak ktoś chce jakieś zagadnienie poznać, a jeszcze go nie zgłębił, to najlepszym sposobem na to jest pisać książkę.

I tak też się stało. Efektem moich podróży, jest wydana w 2025 r. „Abacja i Lovrana – perły Adriatyku. Sławni Polacy na Riwierze Opatijskiej”, pozycja, o której dziś mówimy.

W swojej książce wraca Pan do świata, którego już właściwie nie ma. Czy podczas pracy zdarzały się momenty „czucia” tamtej dawnej atmosfery?

Mimo zawieruch geopolitycznych ten klimat wciąż można poczuć, ponieważ wiele elementów, które go tworzyły, pozostało nienaruszonych – mimo zmieniających się rządów i systemów politycznych. Trzeba powiedzieć, że zarówno dawna Abacja, czyli dzisiejsza Opatija, jak i Lovran, to zjawisko, które warto rozpatrywać na kilku płaszczyznach.

Po pierwsze, geograficzno-przyrodniczej. Oba miasta leżą nad Adriatykiem, mają wyjątkowy klimat, bujną roślinność, góry schodzące niemal wprost do morza i wodę mieniącą się całą paletą barw. Co więcej, dzięki wysokiemu zasoleniu była ona wykorzystywana w balneologii.

Po drugie, historycznej. Dzieje tych ziem sięgają starożytności, a prawdziwą perełką jest Lovran. To jedna z najstarszych miejscowości regionu, znana jeszcze w czasach rzymskich jako Lauriana, której nazwa wywodzi się od wawrzynu (laur). Później pojawiły się wpływy weneckie, następnie austro-węgierskie, epizod napoleoński na początku XIX w., okres włoski w dwudziestoleciu międzywojennym, potem Jugosławia, aż wreszcie od lat 90. XX w. – Chorwacja.

I wreszcie trzeci wymiar – kulturowy. To miejsce przyciągało ludzi z całej Europy: artystów, pisarzy, poetów, malarzy, polityków, przedstawicieli świata nauki, finansjery, arystokracji czy ziemiaństwa. Wielu z nich zostawiło po sobie wspomnienia, zapiski, ślady obecności.

Co więc przetrwało? Przede wszystkim niezwykła przyroda, ale też cały sztafaż kulturowy: imponująca architektura, hotele i wille z końca XIX i początku XX w., projektowane przez wybitnych wiedeńskich architektów. Budowano je solidnie, dlatego zachowały się do dziś: odrestaurowane, zadbane, z zachowaną dawną elegancją. Ich historie są fascynujące, choć czasem trudne do odtworzenia, bo zmieniali się właściciele, nazwy, adresy, w zależności od tego, czy były to czasy austriackie, włoskie, jugosłowiańskie, czy chorwackie.

A jednak ten klimat pozostał. Jest tam tak silnie zakorzeniony, że nawet bez znajomości szczegółów historycznych czuje się, iż to miejsce, gdzie kultura, elegancja i sztuka życia odcisnęły swoje trwałe piętno i gdzie wciąż można odnaleźć ślady dawnego, wytwornego świata.

Adriatyk-2026-05-09-3-PORTAL
Abacja – park kuracyjny, karta pocztowa z 1915 r. | Fot. archiwum prywatne

Pamięta Pan swoje pierwsze wrażenie z Opatii? Czy dzisiejsze miasto ma wciąż w sobie coś z tej dawnej elegancji? A Lovran – to bardziej miejsce na ciszę i refleksję czy na zachwyty i zdjęcia?

Lovran jest osadzony w historii zupełnie inaczej niż Opatija. Dawna Abacja była początkowo skromną wsią rybacką. Owszem, zawijały tam statki, ale głównie w celach handlowych czy połowowych – turystyka właściwie nie istniała. Jeszcze w połowie XIX w. funkcjonowały tam jedynie skromne gospody prowadzone przez miejscowych. Dopiero pod koniec stulecia zaczęła się rozwijać jako kurort.

Natomiast Lovran ma znacznie głębsze korzenie. Już w czasach rzymskich powstawały tam wille; jedną z nich miał posiadać Marek Wipsaniusz Agrypa. Był to również ważny ośrodek morski z portem, rozwiniętym szkutnictwem i zapleczem remontowym dla statków.

Miasteczko do dziś szczyci się piękną starówką, której początki sięgają XII i XIII w. Kościół św. Jerzego w Lovranie – jak podają zapiski – powstał na miejscu dawnej świątyni z czasów rzymskich. Później miasto rozwijało się w obrębie murów, zachowując średniowieczny układ. Oczywiście budynki były przebudowywane w kolejnych wiekach – XVI, XVII czy XVIII – ale daty na fasadach wciąż przypominają o ich wielowiekowej historii.

To miejsce jest więc idealne zarówno do kontemplacji, jak i do artystycznego utrwalania. Przyjeżdżali tu artyści, m.in. Stanisław Witkiewicz, a także jego syn, znany nam jako Witkacy, który nie tylko malował, lecz także fotografował.

I naprawdę jest się czym zachwycić: architekturą, wybrzeżem, światłem. Do tego dochodzi zmienna pogoda – raz słońce, raz chmury, czasem silny wiatr i fale rozbijające się o brzeg. To wszystko tworzy niezwykłą atmosferę.

Nic dziwnego, że artyści znajdowali tam inspirację i mieli poczucie wyjątkowej twórczej energii. To miejsce po prostu sprzyjało powstawaniu sztuki.

A jak Pan dziś widzi te miejsca?

Ponieważ miejsca są nadal geograficznie i przyrodniczo piękne, to oczywiście i współcześnie powstaje tam wiele hoteli i nowych budynków. Kiedyś było tam więcej przestrzeni, więcej naturalnej swobody. Wiadome jest, że ziemia w takich kurortach jest coraz droższa, a możliwości techniczne konstrukcji budynków coraz większe, więc powstają hotele o kilku kondygnacjach, z betonu, szkła czy innych nowoczesnych materiałów, bardzo nowatorskie konstrukcje, przy których te dawne, stare – na szczęście – jeszcze nie „utonęły”. Nadal dominują secesja i eklektyzm przełomu wieku XIX i XX.

Wróćmy do intrygującego tytułu książki: „Sławni Polacy na Riwierze Opatijskiej”. Brzmi to trochę jak kronika towarzyska sprzed lat. Który z naszych twórców najlepiej się tam odnalazł? Kto okazał się najbardziej intrygującą postacią?

Nasi rodacy przyjeżdżali tam z różnych powodów. Przyciągały ich oczywiście piękno krajobrazu, łagodny klimat, ale też pewna atmosfera południa, coś na kształt włoskiego dolce far niente, zanurzonego w wakacyjnym entourage’u.

Niektórzy przyjeżdżali dla zdrowia, jak Stanisław Witkiewicz. Był człowiekiem schorowanym i liczono, że śródziemnomorski klimat pomoże mu w walce z artretyzmem i gruźlicą. Ale nie ograniczał się tylko do leczenia – poznawał okolice, zbierał przedmioty etnograficzne. Jednym z nich było choćby wrzeciono kupione od Chorwatki schodzącej z gór, które przypominało mu ukochane Podhale. Jego syn, Stanisław Ignacy Witkiewicz, również bywał w tych stronach na początku XX w. – malował, fotografował, chłonął atmosferę miejsca.

Dla wielu była to przestrzeń twórczej inspiracji. Henryk Sienkiewicz, zapalony podróżnik, odwiedzał kurorty całej Europy, także Riwierę Opatijską. To właśnie nad Adriatykiem pracował nad „Panem Wołodyjowskim”, tworzył pierwsze szkice do „Quo Vadis”.

Podobnie Maria Konopnicka – niezwykle odważna jak na swoje czasy podróżniczka. Warto pamiętać, że wyjeżdżała z zaboru rosyjskiego, nie była osobą zamożną, a jako kobieta i matka ośmiorga dzieci musiała pokonywać dodatkowe bariery, choćby formalne. Mimo to wielokrotnie odwiedzała te miejsca, zwracała uwagę na specyfikę języka chorwackiego i wszędzie, gdzie przebywała, tworzyła.

Ciekawą postacią był też Michał Elwiro Andriolli – artysta związany z Wilnem, uczestnik powstania styczniowego, później mieszkający w Warszawie. Był niestrudzonym podróżnikiem, swoje wrażenia utrwalał zarówno w rysunkach, jak i w relacjach publikowanych m.in w „Tygodniku Ilustrowanym”. Gdziekolwiek się pojawiał, szybko nawiązywał kontakty z artystami, podróżnymi, mieszkańcami – i chłonął świat.

Na Riwierze bywali też politycy. Józef Piłsudski odwiedzał te okolice kilkakrotnie przed I wojną światową, łącząc sprawy niepodległościowe z chwilami odpoczynku i spotkaniami z rodakami, m.in. ze Stanisławem Witkiewiczem i Stefanem Żeromskim.

Z kolei w 1938 r. dawną Abację odwiedził prezydent Ignacy Mościcki. Spędził tam kilka tygodni; były to jednak, jak wskazują źródła, wakacje dalekie od beztroski. W obliczu napiętej sytuacji międzynarodowej prowadził rozmowy polityczne, rozważając różne scenariusze na wypadek wybuchu przeczuwalnej wojny.

Trudno więc wskazać jedną postać, która „najlepiej się tam odnalazła”. Każdy przywoził ze sobą własne doświadczenia, potrzeby i wrażliwość. Ale jedno jest pewne – to miejsce sprzyjało zarówno odpoczynkowi, jak i twórczości. I chyba właśnie dlatego przyciągało tak różnorodne, fascynujące osobowości.

Nie była to więc tylko kurortowa beztroska czy praca twórcza, ale także czas, w którym nie przestawano myśleć o Ojczyźnie…

Zdecydowanie nie. Ci wszyscy wybitni Polacy, którzy spędzali w podróżach tygodnie, a czasem miesiące, nie zapominali o Polsce. W pewnym sensie żyli jej sprawami na co dzień. Dla niektórych, jak Józef Piłsudski czy Ignacy Mościcki, kwestie państwowe wręcz przysłaniały wypoczynek, nawet w tak wakacyjnym miejscu jak Opatija.

Wszyscy oni zostawili po sobie ślady pobytu. W przypadku Michała Elwiro Andriollego czy Henryka Sienkiewicza były to artykuły prasowe i korespondencje. Ogromną wartość mają też listy, choćby te pisane przez Stanisława Witkiewicza do rodziny w Zakopanem czy przez Sienkiewicza do córki, szwagierki i przyjaciół.

To właśnie te materiały jak listy, artykuły, wspomnienia, a także bogata ikonografia z czasów świetności Abacji i Lovrany stały się dla mnie niezwykle cennym źródłem przy pracy nad książką.

Warto dodać, że już przed I wojną światową w Europie Zachodniej poligrafia i wydawnictwa kart pocztowych stały na bardzo wysokim poziomie. Kolorowe widokówki są dziś bezcennym dokumentem epoki, pokazują nie tylko architekturę i krajobrazy, ale także sceny uliczne, warunki atmosferyczne, ukształtowanie terenu.

Dzięki nim możemy zobaczyć również, jak wyglądało podróżowanie: statki, parowce, łodzie, a nawet tramwaje kursujące wzdłuż wybrzeża. Z kolei z plakatów reklamujących podróże kolejowe na Riwierę Opatijską dowiadujemy się, że podróż pociągiem z Petersburga trwała ok. 55 godzin…

To wszystko pozwala dziś nie tylko odtworzyć obraz tamtych miejsc, ale wręcz poczuć rytm życia epoki.

Adriatyk-2026-05-09-2-PORTAL
Hotel „Kvarner” w Opatii, jeden z najpiękniejszych i najbardziej znanych hoteli nad Adriatykiem | Fot. Jan Skłodowski

Czy dziś łatwo trafić na ślady obecności Polaków w Lovranie i Opatii?

Przy odrobinie wysiłku jest to jak najbardziej możliwe, choć nie zawsze proste. Gdybyśmy chcieli kierować się dawnymi adresami z kart pocztowych czy korespondencji, mogłoby to być trudne – na przestrzeni ostatnich 120–130 lat ulice wielokrotnie zmieniały nazwy i numerację, a wille oraz hotele funkcjonowały pod różnymi szyldami, w zależności od tego, czy był to okres austriacki, włoski, czy jugosłowiański.

Na szczęście nasi wielcy rodacy nie pozostali tam bez śladu. W Opatii, w parku Angiolina, znajduje się popiersie Henryka Sienkiewicza – upamiętnienie jego pobytu, ufundowane z inicjatywy środowiska poznańskiego pielęgnującego pamięć o nobliście.

Upamiętniono też wizyty Józefa Piłsudskiego. W 1998 r., z inicjatywy Ambasady RP w Chorwacji oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP, ustawiono w nadmorskim parku tablicę pamiątkową. Niestety, z czasem uległa ona zniszczeniu pod wpływem warunków atmosferycznych. Nowe upamiętnienie odsłonięto w 2007 r. przy promenadzie Lungomare.

Z kolei Stanisław Witkiewicz, który szczególnie ukochał sobie Lovran i tam zmarł w 1915 r., został upamiętniony tablicą umieszczoną na murze willi „Atlanta”, miejscu jego pobytu podczas pierwszej wizyty. Tablica ta powstała dzięki staraniom Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP.

Tak więc choć odnalezienie wszystkich dawnych adresów bywa trudne, pamięć o obecności Polaków jest tam nadal widoczna. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie jej szukać.

Czy zamierza Pan jeszcze wracać do tych miejsc jako turysta?

Tak, mamy z żoną takie plany, być może nawet jeszcze w tym roku, jesienią, wybrać się ponownie na Riwierę Opatijską.

Tym razem byłby to już wyjazd bardziej turystyczny, pozwalający spojrzeć „z boku” na wszystkie badania i poszukiwania, które prowadziłem podczas pracy nad książką. Ale nie ukrywam, że takie powroty rzadko są tylko wypoczynkiem, bo pewnie pojawi się okazja, żeby wrócić do pewnych wątków rozpoczętych wcześniej, takich, które nie zostały jeszcze do końca domknięte. Dlatego nawet jeśli będzie to podróż turystyczna, to w pewnym sensie nadal pozostanie ona odkrywcza.

I na koniec: gdyby miał Pan zabrać czytelników w jedno konkretne miejsce do Opatii i do Lovranu – gdzie by to było?

Gdybym miał zabrać czytelników do Lovranu, to byłaby tamtejsza starówka. To niezwykła perełka i miejsce niezwykle urokliwe. Choć żyje współczesnym rytmem, w gruncie rzeczy niewiele się tam zmieniło – zachował się klimat dawnych wieków, układ wąskich uliczek i charakter zabudowy, który przetrwał stulecia w zadziwiająco nienaruszonej formie.

Natomiast jeśli chodzi o Opatiję, czyli dawną Abację, zaprosiłbym do hotelu „Kvarne”, jednego z najpiękniejszych i najbardziej znanych hoteli nad Adriatykiem, wręcz kultowego. Powstał w latach 80. XIX w. i w zasadzie nie został istotnie przebudowany. Zachował swoją pierwotną bryłę, nastrój i elegancję epoki. Ogromne wrażenie robi też jego położenie – tuż nad samym morzem, bez drogi czy alei pomiędzy budynkiem a wodą. Taras niemal dotyka Adriatyku. W takim miejscu naprawdę można poczuć się jak gość z epoki fin de siècle…


Chorwacja to wakacyjny klasyk

Jeśli jedziemy tam na wakacje, to wybieramy zwykle wyspy albo urokliwą dla nas Dalmację. Ale czy ktoś słyszał o Abacji, Lovranie? Chyba tylko nieliczni!

Na początku XXI w. Czesław Miłosz wspominał: „Nazwy Abacji nikt, ale to już nikt nie pamięta i brakuje jej nawet w encyklopediach”. Dzięki książce dr. Skłodowskiego nazwa kurortu nie odejdzie w zupełne zapomnienie. A może nawet zostanie przywrócona pamięci.

Abacja to obecnie Opatija. A Lovrana ? To malowniczy teren, którego nazwa pochodzi od małego miasteczka, właściwie wioski – Lovran, niedaleko Opiatii. Są to jedne z najciekawszych miejsc w tym regionie, które kuszą elegancją dawnych kurortów.


Jan Tadeusz Skłodowski

Polski historyk, dr nauk humanistycznych Uniwersytetu Warszawskiego, fotografik, pisarz, podróżnik, badacz Kresów. Autor 13 książek i albumów oraz ponad 130 artykułów. Założyciel i prezes Stowarzyszenia „Res Carpathica”. Odbył ponad 50 podróży badawczo-inwentaryzacyjnych na tereny Litwy, Łotwy, Słowacji i Ukrainy. Uczestnik i autor referatów na międzynarodowe kongresy.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 18 (50) 09-15/05/2026

Afisze

Więcej od autora