Odbrązowiona Maria Konopnicka. Nowe spojrzenie na narodową wieszczkę

Oficjalny wizerunek Marii Konopnickiej przypomina raczej pomnik niż portret osoby z krwi i kości. Pamiętamy jej wizerunek z lat szkolnych: szarą kobietę piszącą smutne nowelki, jak „Dym” czy „Nasza szkapa”, w których z wielką empatią opisywała tragedie życiowe, nędzę i niesprawiedliwość. 23 maja przypada 184. rocznica urodzin tej wcale niebanalnej pisarki.

Czytaj również...

Choć pisała weselsze utwory, np. „Na jagody”, czy dostojne wiersze patriotyczne, jak „Rota”, i była twórczynią wszechstronną, to w pamięci wielu zapisała się jako pisarka smutna, wręcz przygnębiająca. I tak też wyobrażamy sobie jej życie – nad wyraz smutne i nudne. Nic bardziej mylnego! O czym zapewnia Magdalena Grzebałkowska, autorka książki „Dezorientacje. Biografia Marii Konopnickiej”.

Autorka wprowadziła do tytułu intrygujące słowo „dezorientacje”, bo jak tłumaczy – i ona przed napisaniem biografii Konopnickiej miała w głowie same stereotypy. Wydawało się, że Maria musiała być oddana wierze, bo dużo Boga w jej wierszach. Tymczasem nawet nie ochrzciła dzieci; swoją córkę oddała do szpitala dla obłąkanych, no i ponad 20 lat żyła w związku z kobietą. Wiele w jej życiorysie sprzeczności.

Z perspektywy XXI w. postępowanie Marii jako matki jest nie do obronienia. Ale, jak twierdzi Magdalena Grzebałkowska, nie powinniśmy na ludzi patrzeć jednoznacznie. Musimy poznać konteksty, spróbować myśleć tak jak oni, tak jak Konopnicka. Musiała więc autorka bazować na dokumentach, listach i gazetach z epoki. Jak wspomina Grzebałkowska, miesiącami objeżdżała polskie archiwa, muzea i biblioteki, rozmawiała ze znawcami XIX w., aby wreszcie powstał obraz w miarę prawdziwej Marii Konopnickiej.

Portret fotograficzny Marii Konopnickiej, ok. 1897 r.
Portret fotograficzny Marii Konopnickiej, ok. 1897 r. | Fot. Polona.pl, domena publiczna

Dzieciństwo i młodość

Wszystko zaczęło się 23 maja 1842 r. w Suwałkach. To dzień urodzin Marii.

Była córką prawnika Józefa Wasiłowskiego i Scholastyki z Turskich. Wasiłowscy przybyli do Suwałk w 1841 r. z Warszawy z pierworodną córką Wandą i zamieszkali w domu przy dzisiejszej ul. Kościuszki 31 (wówczas: Petersburskiej). W czasie pobytu w Suwałkach narodziły się jeszcze: Maria, Jan, Laura, Zofia, Jadwiga. Zofia zmarła nazajutrz po urodzeniu.

Kiedy Maria miała siedem lat, rodzina Wasiłowskich przeniosła się do Kalisza i zamieszkała na Warszawskim Przedmieściu, w mieszkaniu na parterze pałacu Puchalskich przy dzisiejszym Placu Jana Kilińskiego 4.

W 1854 r. Scholastyka Wasiłowska zmarła. Józef Wasilewski został samotnie wychowującym dzieci wdowcem, i to wychowanie miało bardzo duży wpływ na dzieci, szczególnie córki. Z zawodu prawnik i obrońca w Prokuratorii Generalnej oraz miłośnik i znawca literatury, czytywał im Słowackiego, Krasińskiego, Mickiewicza, ale też psalmy i przypowieści biblijne, które z dziećmi godzinami omawiał. Ich sierocy dom był niemal klasztorem, nie przyjmowano w nim gości, nie prowadzono wesołych rozmów. Ta atmosfera powagi i surowych nauk moralnych miała duży wpływ na Marię. Jako kilkunastoletnia dziewczynka przeczytała „Teorię jestestw organicznych” Jędrzeja Śniadeckiego. Mimo że wielu rzeczy nie zrozumiała, objęło ją, jak wspominała, „szerokie tchnienie wielkiego badawczego umysłu”.

Przez dwa lata (1855–1856) uczyła się z siostrą na pensji u sióstr sakramentek w Warszawie. Tam po raz pierwszy zetknęła się z Elizą Pawłowską, późniejszą Orzeszkową. Ich przyjaźń przetrwała do końca życia Marii.

Zamążpójście Marii

Mając 20 lat, w 1862 r., wyszła za mąż za narajonego jej przez ojca, 12 lat starszego od niej Jarosława Konopnickiego, syna zubożałego ziemianina. Początkowo małżeństwo układało się dobrze. Pisząc do sióstr, przyszła poetka wychwalała swojego męża, nazywała w listach „aniołem wąsatym”, pisała, że go „miłuje”. Owocem tej miłości było ośmioro dzieci (dwoje zmarło zaraz po urodzeniu). Z czasem jednak coraz bardziej zaczęły przeszkadzać Marii liczne przywary męża. Główna – że był nudnym służbistą i wiecznym bankrutem.

Maria nie pochodziła z rodziny ziemiańskiej, została wychowana w mieście i nie posiadała żadnych nieruchomości, ale przy zamążpójściu dostała od ojca wyprawę 4,5 tys. rubli. To całkiem sporo, bo nieduża kamienica w centrum Warszawy kosztowała wtedy 2,5 tys. rubli. Po ślubie para zamieszkała w folwarku Bronów koło Kalisza zapisanym dla Jarosława przez ojca, Wawrzyńca Konopnickiego, zadłużonego po uszy człowieka. Jarosław jako najstarszy z braci zarządzał właściwie całymi dobrami rodzinnymi, w skład których wchodziły wsie: Bronów, Bronówek i Konopnica. Majątek ten był całkiem pokaźny, ale zaniedbany i ogromnie zadłużony. Długi ciągnęły się za rodziną od dekad. Posiadłości były nieustannie nękane przez wierzycieli i komorników. Jak czytamy w książce Grzebałkowskiej, w 1861 r. licytacji dóbr domagał się Kazimierz Asnyk, ojciec poety, któremu Konopniccy od 10 lat zalegali ze spłatą 2580 rubli. Ale długów było znacznie więcej, spisanych na całe strony pozwów sądowych.

Maria jako inteligentna kobieta i córka prawnika wiedziała, co ją czeka po ślubie. Znała Kodeks Napoleona obowiązujący wówczas w części Królestwa Polskiego. A zgodnie z nim: kobieta zamężna jest uważana za wieczyście małoletnią, nie wolno jej zatem zarządzać własnym majątkiem, a pieniądze, które może zarobić, będą należały do męża. Jej obowiązkiem jest przebywanie przy mężu, dokądkolwiek się przeniesie. Gdyby go zdradziła i została przyłapana, trafi do domu poprawczego na okres od trzech miesięcy do dwóch lat. W razie rozwodu dzieci pozostaną przy ojcu. Gdyby została wdową, rodzina męża przydzieli jej prawnego opiekuna, który będzie odpłatnie zarządzał majątkiem dziecka do czasu uzyskania przez niego pełnoletności.

Samodzielność

Po 15 latach małżeństwa, pod koniec lat 70. XIX w., Maria decyduje się opuścić męża.

Związek z Jarosławem umierał śmiercią naturalną. Marię coraz bardziej irytowały jego przywary i wady. Czytamy: „Była znudzona i osamotniona niczym zamknięty w klatce ptak”. Zabrała więc swoich sześcioro dzieci i opuściła męża, przenosząc się do Warszawy, gdzie zarabiała na życie korepetycjami i pisaniem. Jak napisze potem w jednym z autobiograficznych wierszy, nie mogła znieść dłużej ograniczeń, jakie narzucał jej mąż. Uważała, że została „wydana” za przeżytego hulakę, człowieka już niemłodego, który wykorzystał jej dziecinną uległość. Jarosławowi z kolei nie podobały się literackie zainteresowania żony, jej otwartość na artystów i fascynacje nimi.

Ta decyzja to było swoiste szaleństwo i odwaga. Pisarka liczyła się z tym, że to może ściągnąć na jej głowę potępienie i towarzyski ostracyzm – przecież żadna przyzwoita kobieta nie powinna mieszkać sama, bez męża…

Trzeba jeszcze wspomnieć, że w tej decyzji pomógł jej niejako sam Henryk Sienkiewicz, recenzując w „Gazecie Polskiej” bardzo pozytywnie jej poemat „W górach”. Dzięki tej ocenie poetka uwierzyła w swój talent i postanowiła sama zadbać o dzieci i siebie.

Do dziś Konopnicka uważana jest za jedną z pierwszych polskich feministek, która nie zgadzała się z tradycyjnym pojmowaniem roli kobiety w małżeństwie.

W trosce o utrzymanie i wykształcenie dzieci poetka zaczęła dorabiać jako korepetytorka. Znając dobrze języki: niemiecki, francuski, rosyjski, wkrótce opanowała również czeski, angielski i włoski – zajęła się przekładami. Tłumaczyła wybitnych twórców, m.in. utwory Heinricha Heinego.

Angażowała się też w konspiracyjne i jawne akcje społeczne, propagowała walkę o prawa kobiet oraz organizowała pomoc dla politycznych i kryminalnych więźniów. Współorganizowała międzynarodowy protest przeciw pruskim represjom i prześladowaniu dzieci polskich we Wrześni. Jednak, choć tak dużo działała na rzecz dzieci, pisała dla nich i była wrażliwa na dziecięcy los, w życiu prywatnym jej rola jako matki była trudna i kontrowersyjna. Mówiło się, że faworyzowała synów, podczas gdy córki wychowywała bez zbytniej pobłażliwości. Często nie było jej w domu ze względu na podróże i pracę, co wpływało na chłodne relacje.

Kontrowersyjna matka

Zanim jednak powiemy coś niedobrego o Konopnickiej jako matce, przypomnieć należy, że wyjechała z dziećmi do Warszawy, bez wsparcia finansowego, z postanowieniem ich kształcenia. Mąż nie był w stanie jej wysyłać pieniędzy, sam żyjąc w biedzie i długach. Nie mając na początku innego pomysłu na ich zarobienie, podjęła się korepetycji, które były dla niej męką. Wynajmowała małe mieszkanko, w którym wszyscy się gnieździli. Początkowo sama szyła swoim dzieciom ubrania, bo nie miała pieniędzy na gotowe. Nie było jej stać na służącą. Podczas przerw między korepetycjami robiła zakupy, sprzątała i gotowała. Na szczęście w ciągu trzech lat jej kariera się rozwinęła i wtedy już mogła żyć z pisania, choć nigdy nie stała się bogata.

Kariera Konopnickiej po części się udała, ale już wychowanie dzieci nie do końca. Dla każdego dziecka bowiem planowała życie: odpowiednią szkołę, pracę, a następnie założenie rodziny. Gdy tylko któreś z dzieci zapragnęło innej drogi życiowej, Maria robiła wszystko, żeby pociecha wróciła na „właściwe” tory. Tak było w przypadku najmłodszej córki Laury i najbardziej kontrowersyjnego dziecka Konopnickiej – Heleny.

„Mocno jej ta córka dała popalić. Zjawiskowo ponoć piękna, urodziła nieślubne dziecko, które szybko zostało oddane i ukryte gdzieś na wsi. Poza tym kradła, była w więzieniu, miała próby samobójcze i histerie. W XIX w., gdy Helena zachorowała, psychiatria dopiero raczkowała. Na wszystko była jedna diagnoza: histeria. Zdiagnozowali jej histerię z kleptomanią, bo kradła” – pisze w swojej książce Grzebałkowska. Lekarze radzili, aby człowieka chorego na histerię najlepiej odseparować od rodziny, wtedy wyzdrowieje. Skoro więc lekarze tak uważali, Maria tak uczyniła, uznając ją za wyrodną córkę.

Inny rodzaj „fiksacji”, nie tak groźnej w skutkach, choć zdaniem matki także kompromitującej, wywinęła kolejna z córek, najmłodsza Laura, nazywana Lorką. Ta zapragnęła zostać aktorką. A były to czasy, kiedy aktorka kojarzyła się z panną lekkich obyczajów.

W swoim liście do syna Stanisława przerażona Maria opisywała: „Nie może mieć miejsca, żeby się mój obchód jubileuszowy [w Krakowie – przyp. red.] i Lorki występy aktorskie w tym samym mieście i w tym samym czasie odbywały”. I nie zwlekając wysłała list do dyrektora teatru, w których opisała tragiczny stan zdrowia swojej córki (gruźlica, jedno płuco nieczynne), które ją dyskwalifikowały do występu.

Z powodu interwencji matki Laura nie miała łatwego startu, zwłaszcza w Krakowie, gdzie pragnęła grać na deskach Teatru Miejskiego, obecnie Słowackiego. Jednak dopięła swego. Grała w ambitnym repertuarze za dyrekcji Ludwika Solskiego, miała spore osiągnięcia, oddaną widownię, dobrą krytykę.

Konopnicka-2026-05-23-3-PORTAL
Grób Marii Konopnickiej na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie | Fot. Adobe Stock

Życie uczuciowe Konopnickiej

Maria Konopnicka nigdy nie wróciła do swojego męża, Jarosława, choć do końca jego życia utrzymywała z nim kontakt, głównie listowny. Wysłała mu nawet pieniądze na podróż do Krakowa na jubileusz swej twórczości. Jarosław zmarł w 1905 r.

Maria nie wyszła powtórnie za mąż. W ciągu lat zrobiła karierę i stała się kimś w rodzaju dzisiejszej celebrytki, stając się z czasem popularną pisarką i osobą znaną z licznych działalności, obiektem zainteresowania. Przypisywano jej wiele romansów. Pierwsze plotki dotyczyły rzekomego romansu z guwernerem jej córek, jeszcze z czasów Bronowa, Konstantym Krynickim. Jednak z listów pisanych do niej przez nauczyciela wynika, że to on był w niej zadurzony. Na pewno darzyła silnym uczuciem Nikodema Iwanowskiego, malarza i poetę ze Żmudzi, z którym się spotykała w Warszawie przez kilka miesięcy. Czy jednak było coś więcej między nimi ponad spacery i długie rozmowy, nie wiadomo.

Podobno też zdolny historyk Maksymilian Gumplowicz zakochał się w starszej o 22 lata poetce, a jej odrzucenie potraktował wyjątkowo poważnie. W 1897 r. zastrzelił się przed hotelem w Graz, gdzie przebywała Konopnicka. Ludwik Krzywicki, wybitny polski socjolog i myśliciel, wspominał Marię Konopnicką jako osobę niezwykle aktywną uczuciowo. W swoich wspomnieniach określił ją mianem „niewiasty mocno kochliwej”.

Jednak najbardziej bulwersujący społecznie był jej związek z kobietą, malarką Marią Dulębianką. Poznały się w 1889 r. i pozostały przez ponad 20 lat nierozłączne. Razem podróżowały i dzieliły pasje artystyczne. Nie ma jednak żadnych dowodów na inne kontakty. O 16 lat młodsza malarka prezentowała typ męski: krótko ostrzyżone włosy, w surducie i z monoklem, uwielbiała polować i jeździła konno. W Żarnowcu, dworku na Podkarpaciu, który poetka otrzymała w darze od narodu polskiego w 1903 r. na 25-lecie jej pracy literackiej, zachowała się pamięć o Dulębiance jako przyjaciółce poetki, która „nosiła się po męsku”. Sama Konopnicka, ubierała się zaś w długie suknie, kapelusze i była przeciwieństwem partnerki.

Kobiety większość czasu spędzały razem w podróżach. Maria „emigrowała” z Warszawy w 1890 r. i ta emigracja trwała już praktycznie do końca jej życia. Kobiety mieszkały raz krócej, raz dłużej: w Austrii, we Włoszech, w Saksonii, Bawarii, Szwajcarii, Chorwacji, Belgii, Francji. Ze swoich zagranicznych wojaży Konopnicka słała list za listem przede wszystkim do dzieci, ale i do przyjaciół, szczególnie do Elizy Orzeszkowej.

A co do krążących po kraju plotek na jej temat, to jeszcze za życia ona sama postarała się o to, by jej wizerunek był pomnikowy i bez skazy. Po jej śmierci wiele dla zachowania monumentu matki zrobiły córki, które zniszczyły wiele cennych dokumentów, listów i tekstów…

Maria Konopnicka zmarła na zapalenie płuc 8 października 1910 r. podczas pobytu w sanatorium we Lwowie. 11 października 1910 r. została pochowana na Cmentarzu Łyczakowskim, w Panteonie Wielkim Lwowian.

Pogrzeb, który stał się ogromną manifestacją patriotyczną, zorganizowała Maria Dulębianka – malarka i wieloletnia przyjaciółka Konopnickiej.

Konopnicka-2026-05-23-4-PORTAL
Książka Magdaleny Grzebałkowskiej została wydana w 2024 r. | Fot. materiały prasowe

Maria Konopnicka była niedawno bohaterką spotkania klubu czytelniczego „Akapity i Marginesy” – cyklicznych spotkań z literaturą, które odbywają się w DKP w Wilnie przy ul. Naugarduko 76.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 20 (56) 23-29/05/2026

Afisze

Więcej od autora