Dlaczego warto o tym mówić? Mimo zamknięcia siłowni w Ignalinie i referendum co jakiś czas powraca temat budowy na Litwie nowej atomówki. Oczywiście nowoczesnej i bezpiecznej. Zdarza się, że jako argumentu używa się białoruskiego Ostrowca – przecież i tak kilkadziesiąt kilometrów od Wilna Rosjanie na zamówienie Łukaszenki postawili atomową elektrownię i skoro nie kupujemy stamtąd prądu, to sami zbudujmy coś podobnego i sporo zaoszczędzimy na energii. Tak, na pewno byłoby taniej. Jednak pogoń za tanim prądem także podwoiłaby ryzyko, groźbę ewentualnej katastrofy. Latające ostatnio nad Litwą i Białorusią drony tylko wzmacniają te obawy.
W tym wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” Antoni Radczenko porusza atomowy temat, który bezpośrednio dotyka (można już powiedzieć, że dotykał) również Wileńszczyznę. W tym tygodniu w rejonie wileńskim, w lasach nieopodal Mejszagoły, wreszcie zamknięto składowisko odpadów radioaktywnych. Jeszcze na początku lat 2000. na teren tego niebezpiecznego obiektu, gdzie przechowywano ponad tysiąc ton odpadów radioaktywnych (zwiezionych nie tylko z obiektów przemysłowych czy placówek medycznych, lecz także z sowieckiej floty bałtyckiej) można było wejść bez większych przeszkód. Atomowego bogactwa pilnował stróż uzbrojony w telefon stacjonarny oraz zardzewiały płot… Dopiero przystąpienie Litwy do Unii Europejskiej i uświadomienie sobie, że odpady mogą być wykorzystane przez terrorystów do wyprodukowania brudnej bomby, sprawiły, że w obiekcie zainstalowano odpowiednie systemy ochrony. Teraz Mejszagoła wreszcie przestała być atomowa.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 20 (56) 23-29/05/2026

