Rekonstrukcja wydarzenia historycznego. Desant gen. Łapińskiego na Mierzei Kurońskiej

„To historia gotowa na film. Statek wypłynął z Londynu w marcu, ale przez blokady, kontrole, zmianę jednostek i załogi dotarł na Bałtyk dopiero w czerwcu” – opowiada o wyprawie gen. Teofila Łapińskiego Wojciech Prusaczyk, prezes Klubu Historycznego „Szlakiem Narbutta”.

Czytaj również...

Leszek Wątróbski: Skąd wziął się pomysł rekonstrukcji morskiego desantu powstańców styczniowych?

Wojciech Prusaczyk: Pomysł narodził się w zeszłym roku — podjęty wspólnie z Romkiem Sadowskim, prezesem Klubu Historycznego Rok1863.pl, oraz Vaidotasem Valavičiusem, prezesem grupy Wolni Strzelcy Powiatu Kowieńskiego z Kowna na Litwie. Jest to próba upamiętnienia wyprawy morskiej z 1863 r. W tym roku mija 140. rocznica śmierci generała — postaci dziś niemal zapomnianej, a przecież dowódcy jednej z najbardziej dramatycznych wypraw powstania styczniowego. To właśnie ta cisza wokół jego losów i niezwykłość samej operacji stały się impulsem do działania.

Dlaczego właśnie Mierzeja Kurońska?

To dokładnie tam, w nocy z 11 na 12 czerwca 1863 r., doszło do próby lądowania na plaży. Zbliżał się czas białych nocy, dni były długie i nawet w o północy było jeszcze dosyć jasno. Gen. Łapiński jako miejsce desantu wybrał miejscowość Juodkrantė położoną zaledwie 10 mil od Kłajpedy. Niestety, z powodu zmiany pogody i stanu desantowanej szalupy ginie 24 żołnierzy (8 Polaków, 10 Francuzów, 4 Włochów i 2 Szwajcarów). Bez oddania jednego strzału, bez zadania wrogowi choćby minimalnej straty. Trudno wyobrazić sobie większą klęskę dla ambitnego dowódcy. Chcemy wrócić w to miejsce i symbolicznie odtworzyć tą historię.

Jak wyglądała sama wyprawa generała Łapińskiego?

To historia gotowa na film. Statek wypłynął z Londynu w marcu, ale przez blokady, kontrole, zmianę jednostek i załogi dotarł na Bałtyk dopiero w czerwcu. Desant opóźniono, sztorm się wzmagał, a gdy w końcu dwie szalupy odbiły od statku, jedna z nich została przewrócona przez falę.

Kim byli polegli ochotnicy?

To był oddział międzynarodowy: Polacy — było wśród nich kilku weteranów z 1831 r. oraz emigranci z następnych powstań narodowych. Wśród cudzoziemców byli Francuzi, Włosi, Szwajcarzy, Anglicy, Niemcy, Belgowie, Węgrzy, jeden Holender i jeden Chorwat. Część była opłacana, ale wszyscy działali z przekonania. Generał Łapiński bardzo starannie dobierał ludzi, jednak brak doświadczenia morskiego okazał się tragiczny w skutkach.

Jaki był cel tej operacji?

Dostarczenie broni, amunicji i kadry oficerskiej dla walczących powstańców na Litwie. Po porozumieniu prusko-rosyjskim (Konwencja Alvenslebena — układ zawarty 8 lutego 1863 r. w Petersburgu między Prusami a Rosją, wymierzony w powstanie styczniowe) zamknięto lądowe kanały przerzutowe. Morze pozostało ostatnią szansą.

Jak będzie wyglądało wydarzenie 14 czerwca?

Wyruszymy żaglową łodzią typu kurenas, charakterystyczną dla tego regionu. Po symbolicznym rejsie nastąpi desant dwóch szalup, krótka uroczystość, złożenie wieńca ku czci poległych, wystąpienia przedstawicieli władz litewskich i rekonstruktorów, a następnie piknik historyczny z obozowiskiem powstańczym.

Do kogo kierujecie zaproszenie?

Do wszystkich — Polaków, Litwinów, Łotyszy, pasjonatów historii, turystów. To żywa lekcja historii i wspólna opowieść o determinacji i europejskiej solidarności sprzed ponad 160 lat. Liczymy na Waszą obecność na Mierzei Kurońskiej 14 czerwca 2026. Zapraszamy.

wywiad-Kuronska-2026-05-21 -2-PORTAL
Podpisanie porozumienia 3 maja 2025 r. w Wilnie. Trzy środowiska historyczne podejmą próbę rekonstrukcji wydarzeń na Litwie. Projekt przeprowadzą: Wolni Strzelcy Powiatu Kowieńskiego, Klub Historyczny Rok 1863 i Klub Historyczny „Szlakiem Narbutta” | Fot. Leszek Wątróbski

Wyprawa morska Teofila Łapińskiego z 1863 r.

Pewne historie aż proszą się o felieton. Nie dlatego, że były wielkie i zwycięskie, lecz właśnie dlatego, że były zbyt śmiałe jak na swoje czasy — i zbyt nieporadne wobec żywiołów, polityki oraz ludzkich słabości. Wyprawa morska Teofila Łapińskiego z 1863 r. jest jedną z takich opowieści: romantyczną, tragiczną i zadziwiająco aktualną, bo czyż nie brzmi to jak scenariusz filmu przygodowego? Londyn, Anglia — centrum świata i rewolucyjnych spisków. Zakupy broni u Whitwortha, armaty, karabiny, miliony kapiszonów, kosy bojowe i czerwone kepi à la Garibaldi. A do tego drukarnia polowa — bo przecież bez słowa drukowanego żadna rewolucja obejść się nie może. Nad wszystkim unosi się duch XIX-wiecznej wiary, że jeśli sprawa jest słuszna, to i morze w końcu ustąpi.

Dowodził Teofil Łapiński, generał bardziej z nominacji i potrzeby chwili niż z wojskowego doświadczenia na wodzie. Towarzyszą mu ochotnicy z połowy Europy: Polacy, Francuzi, Włosi, Węgrzy — internacjonalna drużyna idealistów, których łączy przekonanie, że Imperium Rosyjskie da się zaskoczyć kilkoma statkami i garścią odwagi.

Problem w tym, że imperia rzadko dają się zaskakiwać. Carski wywiad wie niemal wszystko, Brytyjczycy nagle przypominają sobie o przepisach celnych, a Bałtyk — jak to Bałtyk — nie ma w zwyczaju respektować patriotycznych uniesień. Owszem, pojawiają się w tej historii postacie z najwyższej półki rewolucyjnej mitologii: Giuseppe Mazzini, który pomaga unieruchomić rosyjską korwetę, czy Michaił Bakunin, przynoszący złe wieści o sytuacji na litewskim wybrzeżu. Ale nawet oni nie potrafią zmienić jednego: geopolityki i pogody.

Statek „Ward Jackson” krąży po Bałtyku jak bohater, który nie może zdecydować się na finałowy akt. Helsingborg, Kopenhaga, Malmö — kolejne porty zamiast wyczekiwanego lądu pod Połągą. Szwedzi, jak to Szwedzi, zachowują chłodną uprzejmość i jeszcze chłodniejszą neutralność: broń zostaje objęta sekwestrem, entuzjazm — wystawiony na próbę.

A potem przychodzi noc z 11 na 12 czerwca. Mierzeja Kurońska, ciemność, wzburzone morze i łodzie pełne ludzi, którzy wierzą, że za chwilę wejdą do historii. Jedna fala wystarcza, by ta historia skręciła w stronę tragedii. Łódź idzie na dno. Z nią marzenia, broń, a przede wszystkim ludzie — Polacy, Francuzi, Włosi, Szwajcarzy. Morze nie pyta o narodowość. I tu kończy się epopeja, a zaczyna refleksja. Wyprawa Łapińskiego przegrała nie tylko z rosyjską flotą i dyplomacją, ale przede wszystkim z brakiem doświadczenia, z przecenieniem własnych możliwości, z romantyczną wiarą, że odwaga zastąpi logistykę. To klęska typowo polska w swojej konstrukcji: wielki gest, piękne intencje, fatalne wykonanie.

A jednak trudno z tej historii kpić. Bo jest w niej coś głęboko poruszającego. Garstka ludzi gotowych zginąć daleko od domu, na obcym morzu, dla sprawy, której nawet nie zdążyli rozpocząć. Bez pomników, bez zwycięstw, zaledwie z krótką wzmianką w podręcznikach.

Może więc wyprawa morska Łapińskiego nie była tylko nieudaną operacją wojskową. Może była przypomnieniem, że polska historia składa się nie tylko z bitew wygranych, lecz także z tych, które przegraliśmy — bo byliśmy zbyt ufni wobec losu, a za mało uważni wobec mapy i wiatru. I że czasem największym przeciwnikiem nie jest wróg, lecz morze własnych złudzeń.

Afisze

Więcej od autora

Śladami Polskiej Kultury w Gruzji. Marek Pantuła i „Kultura na szlaku”

Leszek Wątróbski: Wasz ostatni wyjazd do Gruzji? Czy wszystko przebiegło zgodnie z planem?

Uroczysta akademia z okazji święta Konstytucji 3 maja w polskiej szkole w Rydze

30 kwietnia w murach Polskiej Szkoły Średniej im. Ity Kozakiewicz w Rydze odbyła się uroczysta akademia z okazji święta Konstytucji 3 maja. W obecności uczniów, nauczycieli i rodziców o znaczeniu konstytucyjnego dziedzictwa oraz wielokulturowej tradycji dawnej Rzeczypospolitej mówił konsul RP — Mariusz Podgórski, podkreślając aktualność wartości, które patronka szkoły, Ita Kozakiewicz, wcielała w życie dialogiem i odpowiedzialnością obywatelską.

Tegoroczny „Marsz Polonii” w Dyneburgu — biało-czerwony pochód pamięci i wspólnoty

W cieniu biało-czerwonych flag, przy dźwiękach polskich pieśni i w obecności setek rodaków z całej Łotwy, Dyneburg po raz kolejny stał się 2 maja br. stolicą polskości nad Dźwiną. Tegoroczny Marsz Polonii, zorganizowany z okazji Dnia Polonii i Polaków za Granicą oraz Dnia Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, zgromadził przedstawicieli polskich organizacji, zespołów folklorystycznych, młodzież szkolną, mieszkańców miasta oraz delegacje z Polski i Litwy. Uroczystości miały nie tylko patriotyczny, ale także głęboko symboliczny charakter — były manifestacją pamięci historycznej i przywiązania do polskich korzeni.