We środę rano wschodnia Litwa otrzymała komunikat, że istnieje ryzyko zagrożenia powietrznego. Wkrótce podniesiono stopień zagrożenia do czerwonego, oznaczającego, że mieszkańcy muszą niezwłocznie udać się do schronów. Idealnie jednak nie było. W wielu rejonach Wilna schronów po prostu nie ma, a aplikacja LT72 zawieszała się. Władze już odniosły się do zarzutów.
Pierwszy komunikat o ostrzeżeniu wysłanym do mieszkańców wschodniej Litwy pojawił się o godz. 9:37. Początkowo zagrożenie ogłoszono w rejonach ignalińskim, uciańskim, święciańskim i jezioroskim. Później — w rejonach wileńskim i olickim. O godz. 11:09 obiekt zniknął z radarów w pobliżu Mereczy w rejonie olickim, a komunikat o odwołaniu alarmu w całym kraju został rozesłany około godz. 11:40.
Jak poinformowano po alarmie, o obiekcie lecącym w kierunku Litwy, prawdopodobnie o dronie, poinformowała Białoruś za pośrednictwem specjalnej gorącej linii. Taką informację otrzymała też Łotwa. Zostały uruchomione siły policyjne NATO, z bazy Ämari w Estonii wystartowały dwa myśliwce, jednak w powietrzu nie wykryto wrogiego statku powietrznego. Szef litewskiego Narodowego Centrum Zarządzania Kryzysami Vilmantas Vitkauskas twierdzi, że najprawdopodobniej dron przyleciał ze strony Białorusi.
„Zmierzanie się z nową rzeczywistością”
Wstrzymano działalność lotniska w Wilnie, ruch pociągów, przerwano posiedzenia sądów w stolicy. W klinice Santaros kontynuowano zaplanowane operacje, ale nie rozpoczęto nowych. W ciągu godziny do Ogólnego Centrum Pomocy (BPC) zadzwoniło prawie półtora tysiąca zaniepokojonych osób.
„Doszło do prawdziwego zmierzenia się społeczeństwa z nową rzeczywistością” — tak podsumował sytuację minister ochrony kraju Robertas Kaunas.
Pałac prezydencki traktuje ten incydent jako lekcję.
„Algorytm zadziałał, ludzie zostali ostrzeżeni o potencjalnym zagrożeniu. (…) System działa tak, jak działa” — czytamy słowa doradcy prezydenta Gitanasa Nausėdy, Frederika Jansona.
Podkreślił, że podobne incydenty mogą się powtarzać, dopóki nie zakończy się wojna na Ukrainie: „Kilkaset kilometrów od Litwy od pięciu lat trwa wojna (…). Są to kwestie obrony wojskowej, były i będą w przyszłości, dopóki wojna się nie skończy, zagrożenie będzie istnieć”.
Minister Kondratowicz: nie wszystko zadziałało
Minister spraw wewnętrznych Władysław Kondratowicz przyznał, że podczas informowania mieszkańców i poszukiwania przez nich schronienia nie wszystko zadziałało. „Sprawdzaliśmy, czy wszystko zadziałało w zakresie informowania. Sprawdzaliśmy, jak działały schrony: czy ich otwarcie przebiegło bez problemów” — powiedział minister.
Jak dowiadujemy się, zostanie wyjaśnione, dlaczego u części mieszkańców zawieszała się aplikacja LT72 przeznaczona na sytuacje ekstremalne — planowane są rozmowy z dostawcą usług.
„Nieco skorygujemy przekaz: nie tylko schron stanowi bezpieczne miejsce przed ewentualnym atakiem drona, ale także zamknięte pomieszczenie bez zewnętrznych ścian i okien. Tak jest na przykład w tej samej Finlandii, gdzie schronów jest mnóstwo, ale takie komunikaty mają szerszy zasięg” — wyjaśnił minister.
— Trochę paniki było. Nieprzyjemna informacja, bo gdzie uciekać? — pytała retorycznie w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Magda (imię zmienione), pracująca w okolicach Rossy. Na rządowej mapie nie ma w tej okolicy kropek wskazujących lokalizację schronu.
Inna nasza rozmówczyni twierdziła, że „schowała się w pomieszczeniu bez okien, otulona dwoma kocami, tak jak uczą poradniki”.
— To była okazja posiedzieć razem z moją córeczką, porozmawiać, chociaż okoliczności nie były przyjemne — próbowała rozładować sytuację Anna (imię zmienione).
Sądy w czasie wojny — na poziomie ustawy
Minister sprawiedliwości Rita Tamašunienė oświadczyła, że po tym incydencie ministerstwo podejmie inicjatywę, aby ustawowo określić funkcjonowanie sądów w przypadku wojny.
„Warto mieć ustawę na wypadek, gdyby nadeszła godzina X, jak należy zapewnić sprawiedliwość, ponieważ wtedy pojawiają się zupełnie inne kwestie. Jak wiemy, w takich przypadkach działają maruderzy lub osoby uchylające się od służby wojskowej” — przekazała Rita Tamašunienė.
Aby zdobyć informacje, Departament Stosunków Międzynarodowych Ministerstwa Sprawiedliwości postanowił zwrócić się do Ukrainy, której sądy działają w warunkach stanu wojennego.



