Dubaj określany jest często mianem miasta baśni z 1001 nocy, przeniesionym w XXI w. To wizytówka Zjednoczonych Emiratów Arabskich, największe i najbardziej zaludnione miasto tego rejonu (ponad 4 mln mieszkańców).
Miasto zamieszkują w ponad 90 proc. imigranci, wśród których są bogacze – konsumenci tego luksusu i pracujący dla nich emigranci z biednych krajów, jak: Indie, Pakistan, Bangladesz, Jordania. Inną ważną grupę stanowią pracownicy z USA, Kanady czy z Europy (w tym z Polski) – to wykwalifikowani i wykształceni specjaliści pracujący w finansach, zarządzaniu, inżynierii. Warto dodać, że w samym Dubaju mieszka ok. 6 tys. Polaków.
Tu wszystko musi być naj – największe, najlepsze, najnowocześniejsze. Największe pod względem powierzchni na świecie jest centrum handlowe The Dubai Mall. Najwyższy budynek świata to Burdż Chalifa (829 m wysokości). Najwyższe na świecie jest tutaj diabelskie koło (250 m wysokości) czy największe lotnisko na świecie.
Do kategorii naj zalicza się też najdłuższą na świecie ścianę graffiti (2,25 km), stworzoną przez ponad 150 artystów. I wiele jeszcze innych dziwacznych naj, jak: największa liczba aut biorących udział w paradach samochodowych, najdłuższy, pięciokilometrowy welon panny młodej pokazany na targach ślubnych, najdroższa nieruchomość mieszkalna zakupiona przez indyjskiego miliardera (za ponad 160 mln dolarów).
Czy w takim mieście, w którym mieszka tak wielu emigrantów i które odwiedza taka masa turystów, można żyć spokojnie? O kulisy życia w jednym z najbardziej znanych miast świata pytam Alicja Goryszewska, autorkę kanału „Dubaj po mojemu” (www.dubajpomojemu.com), która od pięciu lat wraz z rodziną mieszka w Dubaju.
Brenda Mazur: Alicjo, opowiedz, jaka była historia twojej rodziny i jak się znaleźliście w Dubaju?
Alicja Goryszewska: Przyjechaliśmy tutaj, ponieważ w Wielkiej Brytanii w czasie pandemii nie mogliśmy normalnie prowadzić działalności. Ja byłam zmuszona zamknąć studio fitness i jogi, które z dużym powodzeniem prowadziłam przez trzy lata. Dubaj był wtedy miejscem, w którym można było normalnie żyć i pracować. Obowiązywały obostrzenia – maseczki czy dystans społeczny – ale zasady były jasne, a co najważniejsze, wszyscy ich przestrzegali.
Wiele osób myśli, że przeprowadzka do Dubaju to „złoty bilet”. Jak było u Was? Świat arabski różni się od tego, który znamy w Europie.
To zupełnie inny świat, inna rzeczywistość, której nie sposób w pełni zrozumieć, dopóki nie doświadczy się jej osobiście. Ja zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Wiem, że dla kogoś z zewnątrz może to brzmieć dziwnie, a nawet nierealnie, ale właśnie dlatego uważam, że trzeba tu przyjechać, by poczuć ten specyficzny klimat. To, co uderza najbardziej, to wszechobecny spokój, poczucie ogromnego bezpieczeństwa i tolerancja dla każdego człowieka, niezależnie od pochodzenia.
Dubaj zamieszkuje znaczna grupa emigrantów z krajów Trzeciego Świata. Jak wygląda oddzielenie świata biedy od bogactwa? Czy tam w ogóle można mówić o biedzie? Czy to prawda, że są tam slumsy?
Jeśli pytasz o osiedla dla pracowników fizycznych, takich jak: budowlańcy, ochroniarze czy osoby sprzątające, to faktycznie – warunki ich życia różnią się od tych, które znamy z Europy. Często zdarza się, że ktoś przyjeżdża do Emiratów, pokazuje pokój z wieloma łóżkami i ogłasza, że to „prawdziwa twarz bogatego Dubaju”. Warto jednak spojrzeć na to z drugiej strony – jakie warunki pracy w tym samym zawodzie oferowane są w ich krajach ojczystych, a nawet w Europie?
Tutaj taki pracownik ma zagwarantowany bezpłatny transport do i z pracy, a większość pracodawców zapewnia również wyżywienie, wizę, pełne ubezpieczenie oraz bilet lotniczy do rodziny raz w roku lub na dwa lata. Mówi się o niskich stawkach rzędu 1200–2500 dirhamów miesięcznie (przy czym zdarza się mniej i więcej), co dla nas brzmi jak niewielka kwota. Należy jednak pamiętać, że pracownik nie wydaje ani grosza na mieszkanie, media, dojazdy czy opiekę zdrowotną. To kwota, którą w całości może wysłać rodzinie. Gdy przeliczymy to na ich rodzime waluty (np. rupię indyjską czy pakistańską), okazuje się, że te pieniądze mają znacznie wyższą wartość nabywczą.

Jak państwo podchodzi do obywatela? Czy mieszkańcy czują się tu bezpiecznie, są zaopiekowani? Jak wygląda służba zdrowia?
Państwo to przede wszystkim ludzie. Jak powiedział ostatnio prezydent ZEA Muhammad ibn Zajid al-Nahajjan: „Everyone is Emirati” – i faktycznie, to my, przyjezdni, współtworzymy tę przestrzeń. Opiera się ona na ogromnym zaufaniu do władzy, tolerancji i wzajemnym szacunku. Dla mnie jest to obecnie najbezpieczniejszy kraj na świecie, co doskonale widać nawet w obliczu trwających w regionie napięć.
Jeśli chodzi o służbę zdrowia, jest ona prywatna i bardzo sprawna. W jednej, nawet niewielkiej przychodni można w ciągu godziny odbyć wizytę u specjalisty, zrobić USG i badanie krwi, a wyniki otrzymać w kilka minut. System przypomina ten amerykański: jeśli masz wykupione ubezpieczenie, pokrywa ono większość kosztów leczenia i wizyt; w przeciwnym razie płacisz za usługę na miejscu. Ta efektywność i brak kolejek to coś, do czego bardzo łatwo się przyzwyczaić.
ZEA to kraj niezwykle proaktywny. Organizuje się tu mnóstwo wydarzeń promujących zdrowy styl życia. W Abu Zabi wprowadzono niedawno zakaz sprzedaży niezdrowych przekąsek w szkołach i systematycznie redukuje się dostępność produktów z dużą zawartością cukru.
Co roku przez 30 dni miasto zmienia się w ogromne centrum sportowe, w którym każdy może ćwiczyć za darmo. W tych wydarzeniach (Fitness Challenge 30×30) uczestniczą wszyscy – bez względu na wiek. Firmy ubezpieczeniowe same organizują biegi i oferują bezpłatny udział, dbając o formę mieszkańców, przy czym instruktorzy prowadzący są opłacani przez organizatorów. Tu profilaktyka zdrowotna jest realnym działaniem, a nie tylko hasłem.
Słyszy się, że ZEA stawiają na energię odnawialną.
Zjednoczone Emiraty Arabskie bardzo mocno stawiają na energię odnawialną – istnieje cały, precyzyjnie rozpisany projekt strategiczny w tym obszarze. Jednym z najbardziej imponujących projektów jest ogromna farma solarna na pustyni wraz z Innovation Centre. Miejsce to jest otwarte dla zwiedzających i oferuje świetną sekcję edukacyjną z małym muzeum poświęconym energii i elektryczności.
To pokazuje, że Dubaj kładzie ogromny nacisk na edukację i budowanie świadomości ekologicznej wśród mieszkańców. Regularnie organizowane są też konferencje i wydarzenia międzynarodowe poświęcone tym technologiom, co potwierdza, że kraj ten chce być liderem zielonej transformacji w regionie.
Kilka lat temu mój syn, wraz z grupą uczniów, został zaproszony do Innovation Centre, gdzie studenci z całego świata projektowali domy przyszłości – zorientowane na maksymalną oszczędność energii oraz minimalizację strat i zanieczyszczeń. Był to projekt międzynarodowy i zarazem doskonały sposób na uświadamianie młodemu pokoleniu, jak wiele można zdziałać w tej dziedzinie.
Dubaj i całe ZEA realizują wizje, o których w Europie wielu nawet nie odważyłoby się pomyśleć. Co najważniejsze – oni to wdrażają w życie: konsekwentnie, często po cichu, bez zbędnego poklasku i bez udziału influencerów. To jest dla mnie prawdziwe oblicze Dubaju i prawdziwe Emiraty.

Obecnie sytuacja w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest napięta, cały kraj narażony jest na irańskie ataki rakietowe i dronowe. Jak wygląda sytuacja w Dubaju na dzisiaj?
To prawda, sytuacja w regionie jest napięta, a ZEA muszą się mierzyć z zagrożeniem w postaci dronów czy pocisków balistycznych. System obrony przeciwlotniczej jest tu jednak niezwykle zaawansowany i skutecznie odpiera te ataki. Cały system jest zintegrowany z powiadamianiem mieszkańców: dzięki alertom wiemy dokładnie, kiedy trwa operacja przejmowania pocisków, a kiedy zagrożenie mija i możemy bezpiecznie wrócić do swoich zajęć. Nazywam to podwójną rzeczywistością. Zdaję sobie sprawę, że dla kogoś z zewnątrz może to być trudne do zrozumienia – to, że my tutaj, między alertami o atakach, prowadzimy zupełnie normalne życie. Nikt z nas nie wypiera istnienia konfliktu, ale sprawność wojska i wszystkich służb daje nam poczucie bezpieczeństwa.
Codziennie publikowane są szczegółowe raporty na temat przechwyconych pocisków i dronów, opisujące ich skutki, ewentualne straty czy pożary. W tym względzie państwo jest niezwykle transparentne.
Dubaj to unikalne połączenie najnowszych technologii z wizją bezpieczeństwa tworzoną dla całego narodu. O tych ogromnych projektach rzadko mówi się w mediach, bo nie są „sensacją”, ale zapewniam, że to miasto to znacznie więcej niż tylko Burdż Chalifa i luksusowe auta influencerów.
Czy Polacy w Dubaju są widoczni? Czy macie ze sobą kontakt?
W Dubaju żyje liczna i bardzo aktywna Polonia. Istnieje wiele grup, które regularnie się spotykają, a ostatnio powstało mnóstwo nowych inicjatyw opartych na wspólnych pasjach. Dzięki temu łatwo nawiązać kontakt z rodakami, którzy dzielą z nami te same zainteresowania i hobby.
Mój mąż prowadzi spotkania cygarowe, ale nie tylko dla Polaków – grupy są mieszane, co daje możliwość poznania ludzi spoza naszej polskiej społeczności. Ja z kolei prowadzę zajęcia jogi na plaży, które również są otwarte na osoby spoza Polonii.
Warto też wspomnieć o fundacji, która działa bardzo prężnie nie tylko w samym Dubaju, ale w całym regionie. Organizuje ona najróżniejsze spotkania, wykłady oraz konsultacje z ekspertami i doradcami z wielu dziedzin. To nieocenione wsparcie merytoryczne dla nas wszystkich. Mamy też polską restaurację, która jest ważnym punktem na naszej mapie – organizowane są tam spotkania towarzyskie i wspólne celebrowanie świąt.
Zjednoczone Emiraty Arabskie – kraina petrodolarem płynąca
ZEA to państwo na Bliskim Wschodzie powstałe stosunkowo niedawno, bo w 1971 r. Jest federacją siedmiu monarchii: Abu Zabi, Dubaju, Szardży, Adżmanu, Umm al-Kajwajnu, Ras al-Chajmy i Fudżajry. ZEA są jednym z największych na świecie producentów ropy naftowej. Jednak te zasoby nie są równomiernie rozłożone, ok. 96 proc. jej zasobów znajduje się w emiracie Abu Zabi, a np. w sąsiednim emiracie Dubaj jest ich stosunkowo mało.
Rządzący, przewidując, że ich ropa niedługo może się skończyć, postanowili przekuć zasoby naturalne w nowoczesną infrastrukturę, ściągając bogaczy tego świata i znaczące biznesy, co uczyniło Emiraty globalnym centrum biznesowym. Sercem biznesu jest Dubai International Financial Centre ze specjalną strefą ekonomiczną, z własnym systemem prawnym, który jak magnes przyciąga banki, fundusze i firmy ze wszystkich kontynentów.
Dubaj ściąga przede wszystkim wszelkich bogaczy tego świata rozkochanych w luksusie. Wśród mieszkańców dominują członkowie rodziny królewskiej i szejkowie: szejk Mohammed bin Rashid Al Maktoum (władca Dubaju i premier ZEA) oraz członkowie jego rodu zarządzający ogromnymi spółkami czy zamożni przedsiębiorcy z Indii i Pakistanu. Dużą grupę stanowią eksperci z Europy, Azji i Afryki, w tym przedsiębiorcy z branży nieruchomości i kryptowalut, korzystający z przyjaznego systemu podatkowego, oraz znani i bogaci aktorzy, sportowcy czy celebryci.
Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 15 (42) 18-24/04/2026






