Piotr Kornobis o swoim nowym filmie zamykającym polsko-litewską tetralogię

Dla Piotra Kornobisa praca nad „Republiką. Koniec i początek” stała się osobistą podróżą — od odkrywania litewskiej wrażliwości po refleksję nad odpowiedzialnością za wspólnotę. Reżyser mówi o tym, jak historia I Rzeczypospolitej pomaga zrozumieć współczesne napięcia, dlaczego warto patrzeć na nią z wielu perspektyw i jak filmowcy mogą budować nową jakość polsko-litewskiego dialogu.

Czytaj również...

Ilona Lewandowska: Na początku lipca w telewizji LRT będzie można oglądać Pana najnowszy film dokumentalny „Republika. Koniec i początek”. To już kolejny film, jaki realizuje Pan w polsko-litewskiej współpracy…

Piotr Kornobis: Tak, to już czwarty film, więc można powiedzieć, że powstała tetralogia. Co ciekawe, „Republika” miała być pierwotnie pierwszą częścią cyklu, ale ostatecznie zamyka całość. Zadecydowały o tym różne okoliczności — choćby rocznice, które chcieliśmy uczcić. Zaczęliśmy od Konstytucji 3 Maja, czyli niejako od środka. Ważne było też to, że „Republika” okazała się filmem najtrudniejszym do realizacji. Temat upadku Rzeczypospolitej Obojga Narodów jest po prostu wymagający.

Gdyby jednak ktoś chciał obejrzeć całą serię w kolejności, która najlepiej oddaje jej sens, to polecałbym zacząć od tego najnowszego filmu, potem „3 Maja, czyli dziś”, następnie „Kościuszko. Przewodnik bardzo współczesny”, a na końcu „Żywioł”.

Pana spotkanie z litewskimi odbiorcami zaczęło się jednak nieco wcześniej — od obchodów stulecia niepodległości…

Razem z zespołem Biura Programu NIEPODLEGŁA zastanawialiśmy się, jak złożyć Litwinom życzenia z okazji 100-lecia niepodległości. Zależało nam na tym, by uniknąć tonu protekcjonalnego, który w relacjach sąsiedzkich zawsze jest ryzykowny.

Skonsultowałem się z Marcinem Łapczyńskim, ówczesnym dyrektorem Instytutu Polskiego w Wilnie. To on zaproponował, by sięgnąć do wspólnej polsko-litewskiej tradycji i — co najważniejsze — nagrać życzenia po litewsku. Naturalnym wyborem okazał się Grunwald. Zaprosiliśmy do współpracy polską narodową kadrę rycerską (niewiele osób wie, że taka istnieje — a istnieje i jest świetna) i nagraliśmy życzenia przy obrazie Matejki „Bitwa pod Grunwaldem”.

Największym wyzwaniem był oczywiście język. Korzystaliśmy z konsultacji, by nasze życzenia brzmiały jak najbardziej naturalnie po litewsku. I chyba się udało, bo klip został bardzo dobrze przyjęty. To był w ogóle znakomity rok — litewskie życzenia dla Polski, z hymnem zagranym przez sygnały pociągów, były na niezwykle wysokim poziomie. To był dla mnie sygnał, że po obu stronach granicy szukamy nowej jakości, chcemy wyjść poza schematy i uprzedzenia. I że my — filmowcy — możemy być częścią tego procesu.

To rzeczywiście było moje pierwsze spotkanie z litewskimi odbiorcami i pierwsza próba zrozumienia Litwinów.

W filmie słyszymy wypowiedzi nie tylko historyków z Polski i Litwy, ale także z Wielkiej Brytanii czy Holandii. Dlaczego zdecydował się Pan na tak szerokie geograficznie grono ekspertów?

Chciałem spojrzeć na temat z szerszej perspektywy. Muszę jednak podkreślić, że to grono mogłoby być jeszcze większe — zabrakło nam czasu, sił i możliwości, by je dalej poszerzać. Zależało mi na tym, by film był zrozumiały nie tylko dla Polaków i Litwinów, ale dla każdego, kto wyrósł w kontekście euroatlantyckim.

W filmie nie ma historyków tureckich, a bardzo chciałbym poznać ich spojrzenie na upadek Rzeczypospolitej. Z Turcją łączy nas więcej, niż czasem dostrzegamy. To przecież jedyny kraj, który nie uznał rozbiorów — gest symboliczny, ale znaczący. Mamy też wspólne doświadczenie bycia potęgą, której okres świetności minął. Ale oczywiście nie da się zrobić wszystkiego naraz.

W dokumencie wypowiadają się naukowcy z Polski, Litwy, Ukrainy, Holandii i Wielkiej Brytanii | Fot. kadr z filmu

Widzowie zobaczą jedynie fragmenty przeprowadzonych wywiadów. Czy perspektywy polskich i litewskich historyków bardzo się różnią?

Myślę, że raczej się uzupełniają. Nie zauważyłem sprzeczności. Mam wrażenie, że Litwini lepiej rozumieją historię Rosji. Potrafią wyjaśnić zawiłości związane z zagrożeniem ze strony Moskwy — rzeczy, które dla mnie były odkryciem, dla nich są oczywiste. Ale przecież ta większa świadomość była obecna już w czasach Rzeczypospolitej, więc nie powinno to dziwić.

Upadek Rzeczypospolitej Obojga Narodów to jeden z najlepiej opisanych tematów w polskiej historiografii. Czy taka ogromna literatura pomaga czy przeszkadza w pracy nad filmem?

To bardzo dobre pytanie. Myślę, że pomaga. To trochę jak z długim utworem muzycznym, który przed tobą wykonywało wielu artystów — trzeba po prostu usiąść i zagrać swoją wersję. A to, że było tak wiele wcześniejszych interpretacji, tylko wzbogaca.

Jak zawsze chciałem spojrzeć na ten dobrze znany temat inaczej. Wpłynęły na to również moje osobiste doświadczenia. Pracę nad filmem rozpocząłem w momencie, gdy przeprowadziłem się z Warszawy na wieś. Zaskoczyło mnie bardzo wiele rzeczy — inne relacje międzyludzkie, inny język, inny sposób komunikacji. To wszystko znalazło odbicie w filmie.

Podobnie jak metafory ekologiczne i rolnicze, które są w nim obecne. Uważam, że są trafne — handel zbożem był przecież jednym z filarów potęgi Rzeczypospolitej. To on pozwolił rozbłysnąć, a potem zgasnąć gwieździe szlachty. Nowa dla mnie wiedza o tym, jak upadają źle prowadzone gospodarstwa, a jak rozwijają się te dobrze zarządzane, okazała się niezwykle inspirująca.

Film powstał we współpracy LRT i TVP. Czy łatwo tworzyć w takim formacie?

Na pewno warto. Zacznijmy od tego, że jestem z pokolenia telewizji. Dorastałem w latach 90., kiedy Telewizja Polska miała ogromne oddziaływanie i była dla mnie czymś wyjątkowym. Do dziś jestem fanem telewizji jako medium.

Współpraca z LRT to dla mnie bardzo dobre doświadczenie — świadczy o tym choćby fakt, że to już czwarty wspólny film. Nie poradziłbym sobie logistycznie bez Teresy Rożanowskiej, producentki współpracującej z LRT. Zawsze zależało mi na tym, by w filmach o wspólnej historii pokazać także litewską perspektywę — a bez Litwinów nie da się tego zrobić.

Z kolei współpraca z TVP dała mi unikalną możliwość wykorzystania fragmentów filmów realizowanych z ogromnym rozmachem. Te sceny z polskiej klasyki są niezastąpionym tłem i niewątpliwym walorem filmu. Bez współpracy z TVP nie byłoby to możliwe. Dlatego uważam, że warto angażować się w takie wspólne projekty.

Na początku filmu słyszymy, że przyglądamy się historii, by wiedzieć, jak zachować się w czasie kryzysu. Co dla Pana jest najbardziej aktualne dzisiaj w historii upadku I Rzeczypospolitej?

Właściwie wszystko. Jestem Polakiem, ojcem, twórcą, prezesem klubu sportowego, płacę podatki — więc każdy element tej historii mogę odnieść do własnego doświadczenia. Historia Rzeczypospolitej pomaga mi rozumieć procesy międzynarodowe, ale też pokazuje, czym jest odpowiedzialność za wspólnotę.

Nikt za nas nie wychowa świadomych obywateli. Obywateli nie da się też kupić ani zaimportować. Nie wychowa ich za nas szkoła, Kościół czy jakakolwiek instytucja zewnętrzna. To zadanie dla całej, świadomej siebie wspólnoty.

Żeby odróżnić to, co nasze, od tego, co cudze, musimy najpierw dobrze poznać własną narrację. Odkryć ją dla siebie i — na ile potrafimy — przekazać dalej.

Afisze

Więcej od autora

50. Nagroda Gėlė dla Aliny Borzenkaitė: o poezji, historii i tożsamości

Jubileuszowa, 50. Literacka Nagroda im. Zigmasa Gaidamavičiusa-Gėlė została przyznana poetce Alinie Borzenkaitė — poetce o polskich korzeniach — za tom poezji „Undinės žvejoja” („Syreny łowią”). Nagroda jest corocznie wręczana za najlepszy debiutancki tom poetycki w języku litewskim.