Pamiątki z „Wilią” związane. Wiele przepadło, ale to, co ocalało, jest bezcenne

Polski Zespół Artystyczny Pieśni i Tańca „Wilia” wzbogacił się o wyjątkowy zbiór historycznych pamiątek. Kolekcję przekazała rodzina śp. Romana Rotkiewicza — wieloletniego tancerza, dyrektora i opiekuna zespołu.

Czytaj również...

Wśród przekazanych przedmiotów znajdują się medale i ordery Zofii Gulewicz, nagrody zespołowe, a także prawdziwy unikat — album z wycinków artykułów publikowanych w „Czerwonym Sztandarze” (obecnie „Kurier Wileński”).

Kolekcję pamiątek przechowywał przez lata w prywatnym mieszkaniu Roman Rotkiewicz, który był związany z zespołem jako tancerz, dyrektor w latach 1994-2001, strażnik pamięci i tradycji. Za działalność na rzecz polskiej kultury na Litwie został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Jego śmierć 26 grudnia 2025 r. stała się bolesną stratą dla całej polskiej społeczności w Wilnie.

Historia zespołu to też historia rodzinna

Pamiątki przekazał zespołowi Ryszard Rotkiewcz, syn byłego dyrektora „Wilii”. Podkreśla on, że zespół był zawsze dla jego rodziny czymś więcej niż miejscem pracy i pasji.

— Moi rodzice poznali się w „Wilii”, tańczyli razem przez osiem lat w pierwszej parze. Moja mama tańczyła również wtedy, gdy była ze mną w ciąży, więc jestem związany z zespołem całe życie — mówi. — Ojciec jeszcze za życia przekazywał kolejne partie dokumentów i pamiątek. Ostatnie zbiory miał przynieść „następnym razem” — do czego nie zdążyło już dojść, bo zmarł. Przechowywał on przez lata nie tylko własne zbiory, ale także to, co przekazała mu Liudmila Švedienė, córka Zofii Gulewicz, gdyż był bardzo blisko z ich rodziną. Troszczył się on o spuściznę po Zofii Gulewicz, organizował koncerty poświęcone jej pamięci, nawet inicjował postawienie jej pomnika — zauważa Ryszard Rotkiewicz.

KULT-wilia-2026-05-28-3
To także eksponaty, które przywołują historię zespołu już w niepodległej Litwie | Fot. Apolinary Klonowski

Od Pałacu Związków Zawodowych do Domu Kultury Polskiej

„Wilia” przez lata działała przy Pałacu Związków Zawodowych. Renata Brasel, kierowniczka „Wilii”, podkreśla, że przez dziesięciolecia zespół nie miał stałego miejsca do przechowywania swoich archiwów.

— Zmieniali się kierownicy, zmieniały się siedziby zespołu. Przez wiele lat nie było miejsca do przechowywania naszych pamiątek. Dlatego te pamiątki znajdowały się w różnych domach i niewątpliwie wiele przepadło. Przez długie lata zespół działał przy Pałacu Związków Zawodowych. Mieliśmy tam świetnie warunki do pracy, była nie tylko bardzo dobra sala koncertowa, ale także sale do choreografii, studio dla chóru. Nie mieliśmy jednak pomieszczenia, które byłoby wyłącznie nasze, nie było więc gdzie przechowywać pamiątek — zauważa w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”.

Kierowniczka „Wilii” wspomina również rolę Romana Rotkiewicza.

— Bardzo wielki plus pana Rotkiewicza, że jako dyrektor zespołu i długoletni członek apelował wielokrotnie, by te pamiątki były przekazywane, by nie pozostały gdzieś porzucone na strychach czy w szufladach — podkreśla Renata Brasel.

Rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego” opowiada, że sytuacja zespołu w latach 90. uległa jednak dramatycznej zmianie.

— Po prywatyzacji pałacu nie było już dla nas miejsca, chciano nas wyrzucić, na różny sposób utrudniano nam działalność. Pod koniec pracowaliśmy bez światła i ogrzewania, siedzieliśmy w futrach. Na szczęście, wtedy właśnie zaczął działać Dom Kultury Polskiej w Wilnie. Zwróciłam się z prośbą do Artura Ludkowskiego, który właśnie zaczął pracę jako dyrektor DKP, by udostępnił nam pomieszczenie do przechowywania strojów i on się zgodził. Po pewnym czasie otrzymaliśmy także własny pokój, w którym dziś znajduje się archiwum — wyjaśnia kierowniczka zespołu.

Jak zauważa, przeprowadzka do Domu Kultury Polskiej okazała się momentem przełomowym i szczęśliwym. Zaledwie dwa tygodnie po przeniesieniu magazynów w pałacu wybuchł pożar, który strawił m.in. dawne pomieszczenia zespołu.

— Teraz możemy powiedzieć, że cieszymy się z własnego miejsca, ze stabilizacji. Zespół rozwija się bardzo dobrze, mamy więc komu przekazać nasze tradycje i te wszelkie pamiątki są w najbardziej odpowiednim miejscu. „Wilia” liczy około 140 osób, ta liczba jest bardzo płynna, bo np. co roku nie mamy pewności, czy pozostaną maturzyści, którzy mogą wybrać np. studia w Polsce i odejść z zespołu. Nasze zaplecze artystyczne wzmacnia dynamicznie rozwijająca się „Mała Wilia”, więc tradycja jest kontynuowana — podkreśla kierowniczka „Wilii”.

KULT-wilia-2026-05-28-2
Wśród pamiątek — wyjątkowe książkowe wydanie artykułów publikowanych w „Czerwonym Sztandarze” na temat „Wilii” ze specjalną dedykacją Jerzego Surwiły | Fot. Apolinary Klonowski

Księga wędrująca z rąk do rąk

Wśród przekazanych pamiątek największe zainteresowanie wzbudził album, który przed 45 lat przygotowali w prezencie dla „Wilii” dziennikarze „Czerwonego Sztandaru”. Okoliczności powstania księgi, jak również kulisy pracy dziennikarskiej nad rubryką poświęconą historii członków zespołu przedstawił w odręcznej notatce inicjator powstania albumu.

Księga ta została przygotowana pod kierunkiem i patronatem ówczesnego sekretarza „Czerwonego Sztandaru” Jerzego Surwiły, który w 1977 r. zainicjował i do 1981 r. prowadził rubrykę „Z całego serca. Nasze spotkania z »Willią«”. Autorem opracowania plastycznego księgi jest Leonardas Kontrimavičius. W ciągu następnych dwudziestu pięciu lat działalności w „Wilii” księga wędrowała z rąk do rąk, aż trafiła już w lekko wytrzebionym stanie do Romana Rotkiewicza, który ocalił ją przed ostatecznym zniszczeniem.

„Wszystkim kolegom, dziennikarzom autorom publikacji, które znalazły się w tej księdze, serdecznie dziękuję za udział w rubryce »Z całego serca«. Dziękuję wszystkim pomocnym w jej prowadzeniu. Z wyrazami szacunku — Jerzy Surwiło, Wilno, 30 grudnia 2005 r.”.

Afisze

Więcej od autora

Między państwem a przedsiębiorcami. A. Radczenko o nowej misji, wyzwaniach i dialogu

Aleksander Radczenko, nowo powołany kontroler sejmowy ds. małej i średniej przedsiębiorczości opowiada „Kurierowi Wileńskiemu” o pierwszych tygodniach pracy, planach budowania instytucji od zera, relacjach z organizacjami biznesowymi — także polskimi — oraz o tym, dlaczego jego nominacja ma znaczenie symboliczne dla polskiej mniejszości narodowej na Litwie.

Narracja historyczna jest częścią naszej odporności, tak samo jak odporność militarna czy bezpieczeństwo energetyczne

Ilona Lewandowska: Kilka dni temu ukazała się Pani książka „Pora się godzić. Wyzwania dyplomacji historycznej”, która jest nie tylko zapisem pracy ambasadorskiej, lecz także świadectwem czasu, w którym Polska...

Adam Hlebowicz: Czytelnicy „Kuriera Wileńskiego” mogą mieć wpływ na to, kogo opiszemy

„Jeśli macie państwo w pamięci osoby, które Waszym zdaniem powinny być zapisane na tych kartach, posiadacie swoje wspomnienia, relacje innych, ciekawe dokumenty, fotografie, może jakieś większe opracowania czy dzienniki, proszę o kontakt bezpośrednio ze mną” — apeluje do czytelników „Kuriera Wileńskiego” Adam Hlebowicz, inicjator i redaktor serii „Zostali na Wschodzie. Słownik inteligencji polskiej w ZSRS 1945-1991”.