Show na deskach Teatru Opery i Baletu
Reprezentacyjny Zespół Pieśni i Tańca „Wileńszczyzna” 20 czerwca zaprezentuje koncert z okazji 45-lecia zespołu. Wielkie show na deskach Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu będzie podsumowaniem dekad działalności zespołu.
Zespół przygotowuje się coraz intensywniej i dzieli się z „Kurierem Wileńskim” swoimi wrażeniami.
— Do jubileuszowego koncertu szykujemy się już bardzo długo oraz intensywnie i najbardziej chyba czekamy na dobre oklaski i dobre reakcje widzów — mówi dla „Kuriera Wileńskiego” Eliza Poźniak, tancerka zespołu od siedmiu lat.
— Mamy po pięć, sześć prób w tygodniu, każda po dwie-trzy godziny — i trzeba wytrzymać, nie wyjść z sali i nie powiedzieć, że nie będzie się tańczyć — przyznaje.
— Kiedy myślisz, że będzie tysiąc osób klaskać w operze (w Litewskim Narodowym Teatrze Opery i Baletu w Wilnie — przyp. red.), to jest dobra motywacja, że tyle ludzi zobaczy to, co wypracował zespół — dodaje.
Zaszczyt, ale i stres
Uczestnicy podkreślają, że podstawą jest opanowanie, ponieważ to duże wydarzenie.
— Wyobrażam sobie rodziców, jak oglądają mój występ z wielką dumą — i mam nadzieję, że będzie wszystko pięknie. Najtrudniejsze to jest nie panikować, trzymać siebie w ryzach i mieć wiarę w siebie, że wszystko możesz pięknie zaśpiewać i zrobić — mówi z kolei Agata Dubicka, tancerka zespołu.
— Myślałam, że chór jest troszkę łatwiejszy, że tam nic się nie tańczy, więc będzie lżej — ale naprawdę wymaga to bardzo dużo sił — mówi Beata Blaževičiūtė, która wcześniej przez dwa lata tańczyła w zespole „Perła”. — Uczyliśmy się wielu nowych piosenek, aby zachwycić widzów — żeby posłuchali nie tylko znanych utworów, ale też czegoś nowego, aby rozruszać publiczność — tłumaczy.
Z kolei kierowniczka zespołu podkreśla, że koncert jubileuszowy to pewne podsumowanie pracy dla zespołu „Wileńszczyzna”.
— Odejście pana Jana (Jana Gabriela Mincewicza — przyp. red.) było niespodziewane i dało się we znaki — obcięcie etatów, zmniejszenie składu, podział na kilka mniejszych zespołów — to wszystko nie było łatwe do opanowania — wspomina Leonarda Klukowska, choreograf w zespole „Wileńszczyzna”.

„Wileńszczyzna” wypracowała ciągłość działalności
Zaznacza też, że zespół wypracował pewną ciągłość.
— Przez ostatnie pięć lat, ale szczególnie ostatnio, pojawili się świadomi członkowie zespołu, którzy biorą na siebie wielką odpowiedzialność — i to mnie bardzo cieszy. Ci starsi tancerze tyle poświęcają czasu dla młodszych, dzieląc swoją energię i siły — i przez tę pracę sami bardzo zagłębiają się w repertuar, w choreografie, które wykonują — podkreśla pani Klukowska.
— Najtrudniejsze w przygotowaniach to znaleźć dla wszystkich stroje — od butów, spodni, pasów, przez koszulki, aż po kwiaty i wianki — i dobrać je kolorystycznie do każdego tańca tak, żeby podkreślały ruch, a nie przeszkadzały w trudniejszych figurach — wyjaśnia.
— Najważniejsze, żeby „Wileńszczyzna” pozostała wzorcem tego, do czego została powołana: do zachowania folkloru ziemi wileńskiej — dodaje.
Jak dowiaduje się „Kurier Wileński” od kierowniczki zespołu Natalii Sosnowskiej, biletów na koncert 20 czerwca już nie ma. Jednak formacja proponuje swoim fanom coś pośredniego, biorąc pod uwagę piętrzące się pytania o dodatkowe występy czy wejściówki.
„Wileńszczyzna” przekazuje, że jest możliwość zobaczenia próby generalnej koncertu. W tej sprawie należy dzwonić na ten sam telefon, pod którym odbywała się sprzedaż i rezerwacja biletów, czyli +370 685 217 18.



