Zbrodniarz Putin wraz ze swoją świtą do ostatniej chwili nie byli pewni bezpieczeństwa na Placu Czerwonym. Farsa zwana „paradą” trwała zaledwie 45 minut, po czym Putin w nerwowym pośpiechu opuścił trybunę i uciekł – najpewniej do bunkra na Wałdaju. Nie było co pokazywać na tej „paradzie” – odbyła się skromnie, bez wojskowej techniki, brakowało nawet świętego dla Rosjan złomu w postaci czołgów T-34 z epoki II wojny światowej.
Minął niecały tydzień i rosyjscy faszyści „odwdzięczyli” się Ukraińcom za respektowanie zawieszenia broni w dniach 8/9 maja. W nocy z 13 na 14 maja kremlowscy zbrodniarze posłali na ukraińskie miasta ponad 1500 dronów i parędziesiąt rakiet różnego typu. Atak ten został skomentowany w Moskwie jako „precyzyjne uderzenie w cele strategiczne”. Najczęściej tymi „strategicznymi celami” były cywilne bloki mieszkalne. Największe szkody poczyniono w Kijowie, zginęły 24 osoby, zniszczono wiele budynków.
Co znamienne, atak ten nie wywołał żadnego oddźwięku w Białym Domu, natomiast w ostatnich dniach dowiadujemy się, iż Donald Trump… przedłużył dla Rosji o dalsze 30 dni pozwolenie na handel ropą naftową i produktami pochodnymi! Swój krok Waszyngton uzasadnił stabilizowaniem światowego rynku ropy naftowej po zamknięciu cieśniny Ormuz. Tym samym prezydent Trump pozwala zarobić Rosji kolejne miliardy dolarów, które z całą pewnością nie zostaną wykorzystane w celach pokojowych. Podobna polityka oddala bezpowrotnie Pokojową Nagrodę Nobla, na którą tak liczył prezydent Trump. Pokojowego Nobla nie otrzymają też siewcy krwawych konfliktów – premier Izraela Netanjahu, a tym bardziej dyktator Rosji, Putin.
Tymczasem Ukraińcy wydłużają zasięg swoich dronów, masowo wysyłając je w okolice Moskwy, Petersburga, Jekaterinburga i innych przemysłowych centrów za Uralem. Skutecznie niszczą rosyjskie rafinerie naftowe, bazy przeładunkowe produktów petrochemicznych, zakłady związane infrastrukturą wojskową. Zbrodniarz Putin boi się do tego stopnia, iż niespodziewanie ogłosił pokazowe manewry atomowe na terytorium Białorusi!
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 20 (56) 23-29/05/2026

