Więcej

    Afryka na wyciągnięcie ręki. Przemierzając Maroko

    Krajobrazowo to kraj zupełnie niezwykły. Rozgrzana pustynia, wysokie palmy, a na ich tle ośnieżone szczyty gór. Ziemia wokół mieni się odcieniami czerwieni, a zapachy na placach targowych przyprawiają o zawrót głowy. W ramach ucieczki od mroźnej zimy zapraszamy Czytelników „Kuriera Wileńskiego” do ciepłego Maroka.

    Czytaj również...

    Wprawdzie tanie linie lotnicze nie oferują jeszcze bezpośrednich połączeń z Wilna do Maroka, ale z jedną przesiadką w Warszawie czy Krakowie można dostać się do Agadiru bądź Marrakeszu stosunkowo szybko, a w okresie zimowym wyjątkowo niedrogo.

    Ceny na miejscu również są więcej niż zachęcające, bo doba w dobrym hotelu ze śniadaniem to wydatek w granicach 20 euro, a za kolejne 5 można zjeść porządne danie obiadowe. Zatem nic tylko lecieć do północno-zachodniej Afryki.

    Krokodyla kup mi luby

    Naszą podróż po kraju Maghrebu zaczynamy od Agadiru na południu. To miasto różniące się od innych, co jest skutkiem potężnego trzęsienia ziemi, które nawiedziło je w 1960 r. Wszystko trwało raptem 15 sekund. Zginęło 15 tys. ludzi, a całe miasto budować trzeba było od nowa. W ten sposób powstał bardzo popularny dzisiaj kurort turystyczny nad Oceanem Atlantyckim, z piękną, szeroką, ciągnącą się przez prawie 10 km piaszczystą plażą. Wygrzewać można się na niej nawet w styczniu, bo temperatury przekraczają 20°C.

    Agadir oferuje jednak znacznie więcej. W centrum miasta na 13 ha rozciąga się jedno z największych targowisk w Afryce – Souk El Had z kilkoma tysiącami stoisk. Można na nich kupić wszystko, od zniewalających aromatem przypraw przez meble i dywany po egzotyczne papugi, o mnogości owoców i warzyw nie wspominając.

    Fantastyczną przygodą jest wyprawa kilka kilometrów poza centrum do Crocoparcu, w którym można zobaczyć ponad 300 krokodyli i dowiedzieć się każdego szczegółu o ich życiu. Tam także znajduje się ogród kaktusów czy siedlisko żółwi. Jeszcze inną atrakcją Agadiru jest wjazd kolejką gondolową do kasby, czyli twierdzy, a właściwie jej ruin na wzgórzu nad oceanem. Rozciągają się stamtąd zapierające dech w piersiach widoki.

    Maroko-2026-01-24-2-PORTAL
    W Crocoparcu w Agadirze można zobaczyć ponad 300 krokodyli | Fot. Jarosław Tomczyk

    Bociany na wakacjach

    Z Agadiru ruszamy na północ, trasa naszego autokaru wiedzie do stolicy kraju – Rabatu. To ponad 500 km, ale po doskonałej autostradzie. Do tego po drodze widoki absolutnie niezwykłe. Po lewej mieniące się odcieniami czerwieni marokańskie wzgórza, po prawej pustynia, palmy, a w oddali wysokie szczyty Atlasu wznoszące się na ponad 4 tys. m n.p.m., pokryte śniegiem, z którym Afryka przecież się nie kojarzy.

    Im bliżej Rabatu, tym krajobraz zaczyna przybierać bardziej znajome nam obrazy. Pojawiają się zielone pola, na nich traktory, a za nimi kroczące bociany, które w Maroku licznie spędzają zimę.

    Rabat jest przepięknym miastem. Zdumiewa czystością, można odnieść wrażenie, że nawet chodniki są polerowane. Stolica też ma swoją kasbę, z której również roztaczają się wspaniałe widoki na Atlantyk. Tutaj jest on jednak o wiele bardziej niespokojny niż na południu. Często wzburzony, a fale bywają tak wysokie, że przelewają się przez kamienne molo.

    Koniecznie trzeba zobaczyć górującą nad miastem wieżę Hassana, pozostałość olbrzymiego meczetu, oraz odwiedzić znajdujące się po jej przeciwnej stronie Mauzoleum Muhammada V, w którym pochowany jest dziadek obecnego króla Muhammada VI, a także m.in. jego ojciec Hassan II.

    W Rabacie nie wolno przegapić Szalli, urzekającego kompleksu starożytnych i średniowiecznych ruin na przedmieściach, no i koniecznie trzeba przespacerować się po medynie, czyli najstarszej części, pełnej sklepików, stoisk (choćby z pysznym sokiem z trzciny cukrowej) i restauracji.

    Zaklinacze węży

    Ostatni etap naszej podróży to przejazd pociągiem z Rabatu do Marrakeszu, z krótkim postojem w Casablance. Łącznie – po odwiedzeniu czterech marokańskich miast – pokonamy ok. 1000 km.

    Casablanca, największa aglomeracja kraju, licząca ponad 3,5 mln mieszkańców, wbrew filmowej nazwie, nie jest zbyt romantyczna. Zresztą reżyser Michael Curtiz ani jednej sceny swojego melodramatu z 1942 r., z Ingrid Bergman i Humphreyem Bogartem, nie nakręcił w tytułowej Casablance. Rozsławił jednak miasto, które dzisiaj przyciąga przede wszystkim meczetem Hassana II.

    Drugą co do wielkości muzułmańską świątynię na świecie (większa jest tylko w Mekce) ukończono całkiem niedawno, 30 sierpnia 1993 r. Wznosi się ona na sztucznym nasypie ponad wodami oceanu w myśl koranicznej prawdy, że tron Allaha posadowiony jest na wodzie. Wewnątrz może modlić się 25 tys. wiernych, na placu przed wejściem dalsze 80 tys. Kosztowała aż 800 mln dolarów. Mocno kontrastuje to z bardzo biednymi osiedlami rozciągającymi się wokół niej.

    Kontrastów nie brakuje także w milionowym Marrakeszu, mieście u podnóża Atlasu Wysokiego. To historyczne serce kraju, założone ok. 1070 r. przez Almorawidów – dynastię berberyjskich nomadów – należy do grona czterech cesarskich miast Maroka, wraz z Fezem, Meknesem i Rabatem. Jego nazwa w języku berberyjskim oznacza „Ziemię Boga” lub „Ziemię Świętą”. To właśnie od dawnej stolicy królestwa swoją nazwę wzięło całe państwo.

    W słynnym Czerwonym Mieście, bo tak określa się Marrakesz, trudno się nudzić. Centralnym placem jest trójkątny Dżami al-Fana. Za dnia można tu zobaczyć legendarnych zaklinaczy węży czy też kupić pamiątki. Wieczorem przestrzeń zamienia się w otwarty teatr. Pojawiają się artyści uliczni, muzycy, a stragany sprzedają tradycyjne marokańskie potrawy.

    Jeśli ma się mało czasu, koniecznie trzeba przynajmniej rzucić okiem na meczet al-Kutubijja z 70-metrowym minaretem, symbolem miasta, oraz zajrzeć do pałacu Bahia, perły marokańskiej architektury. A potem można już wracać do mroźnego Wilna.

    Czytaj więcej: Przerwa od zimy


    Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 03 (09) 24-30/01/2026

    Afisze

    Więcej od autora

    Być narodowi użytecznym! Rok Stanisława Staszica

    – Wiele osób odwiedzających nasze muzeum wyraża zdziwienie, że Stanisław Staszic urodził się w Pile – mówi dr Maciej Usurski, kustosz wystawy stałej Muzeum Stanisława Staszica. – Najwyraźniej nie...

    Przerwa od zimy

    Przypisywane starożytnym Chińczykom błogosławieństwo albo przekleństwo: „obyś żył w ciekawych czasach”, do naszej epoki odnosi się z całą pewnością. Żyjemy w czasach wręcz niesamowicie ciekawych. By wyrwać się w...