Więcej

    Ból głowy o lekcje litewskiego

    Temat nauczania języka litewskiego jest na Litwie ważny – i bardzo bolesny. Problemy istnieją, ale w ich rozwiązywaniu nie pomagają emocje, a wręcz przeciwnie, przeszkadzają, zwłaszcza w połączeniu z niezdrowymi ambicjami polityków i nieodpowiedzialnych urzędników. Bardzo łatwo też w tej materii o dezinformację, zwłaszcza że uprawiają ją także wyżej wymienieni.

    Przede wszystkim problemem jest nadmierna generalizacja. Czy jest problem imigrantów zarobkowych, którzy nie znają języka państwowego? Jest. Czy istnieje takie zjawisko, jak imigranci ze świata rosyjskiego, którzy pryncypialnie nie uczą się żadnego języka i domagają, by rozmawiać z nimi po rosyjsku? Istnieje. Czy jest problem z nauczaniem języka litewskiego w szkołach rosyjskojęzycznych na Litwie? Też jest. Zatem nieodpowiedzialni urzędnicy i politycy wszystkie te trzy tematy mieszają ze sobą, dla niepoznaki ujmując to jako „problem mniejszości narodowych”, i rozciągają także na Polaków, chociaż my jesteśmy odrębną grupą od rosyjskojęzycznych, a nasze szkoły nie generują takich problemów jak tamte. Do tego dochodzi populizm środków – czyli próba rozwiązania wszystkich tych problemów zwiększeniem liczby godzin języka litewskiego.

    Widać, jak bardzo zakorzeniona jest wśród wyżej wymienionych urzędników i polityków mentalność sowiecka – objawiająca się próbą rozwiązania środkami przemocy administracyjnej problemów, które wymagają rozwiązań technicznych i specjalistycznych. Problemem w nauczaniu języka litewskiego nie jest brak godzin lekcyjnych, tylko brak dostosowanej do realiów metodologii nauczania. Ta obecna w dużej mierze wyrasta z sowieckiej szkoły uczenia języków: skupia się na wykuwaniu gramatyki, a nie daje czasu na praktykę języka, na tworzenie zdań, analizę tekstu. Dba o to, by taki uczeń umiał dokonać analizy gramatycznej zdania, ale nie zrozumiał ani słowa. I zamiast odejść od takiego wadliwego porządku – który skupia się na strukturze, a nie na treści – ten relikt rosyjskiej okupacji traktowany jest jak świętość.

    Tymi tematami powinni się zająć ludzie odpowiedzialni, przede wszystkim nauczyciele mający doświadczenie w temacie. A nie nieodpowiedzialni urzędnicy czy nieudaczni politycy, rozkręcający emocje tam, gdzie są najmniej potrzebne, a najbardziej szkodliwe. Chyba że nie chodzi im o rozwiązanie problemu – a jedynie bicie piany.


    Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 04 (12) 31/01-06/02/2026