Więcej

    Umarł król, niech żyje król!

    „Mogło być jeszcze lepiej” – powiedział chwilę po tym, jak sięgnął po olimpijskie srebro. A przecież nigdy wcześniej nie stał nawet na podium Pucharu Świata, w którym zadebiutował raptem w listopadzie ub.r. Tuż przed igrzyskami, 20 stycznia, skończył 19 lat. Ledwie z juniora przeistacza się w seniora, ale jak podkreślają wszyscy, którzy lepiej znają Kacpra Tomasiaka – mimo bardzo młodego wieku ma już mentalność dorosłego mężczyzny.

    Szerzej nieznany młodzian z Bielska-Białej w poniedziałkowy wieczór 9 lutego wprawił w zachwyt całą Polskę. W pasjonującym konkursie na skoczni normalnej w Predazzo przegrał tylko z Niemcem Philippem Raimundem. Zdobył dla biało-czerwonych barw 24. w historii medal zimowych igrzysk olimpijskich, jedenasty w skokach, a pierwszy podczas tegorocznych olimpijskich zmagań w Mediolanie i Cortina d’Ampezzo.

    Tak młodego medalisty zimowych igrzysk Polska jeszcze nie miała. Do tej pory najmłodszym był Wojciech Fortuna, który swój złoty skok w Sapporo w 1970 r. też oddał jako 19-latek, ale jednak kilka miesięcy starszy niż Tomasiak. Analogie siłą rzeczy nasuwają się same. Medalu Fortuny też nikt się nie spodziewał. Miał zresztą nie jechać na tamte igrzyska, to właściwie dziennikarze wywalczyli dla niego miejsce w ekipie. Nigdy później niczego znaczącego już jednak nie osiągnął, przeszedł do historii jako mistrz jednego skoku.

    Czy z Tomasiakiem będzie podobnie, czy też pójdzie w ślady bliższych mu mistrzów, Adama Małysza czy trzykrotnie złotego na igrzyskach Kamila Stocha, który we Włoszech właśnie schodzi ze sceny? Tego oczywiście nie wiemy, możemy tylko mieć nadzieję, że skoki w Predazzo są początkiem długiej, pięknej kariery. Mamy po temu liczne przesłanki. „Wielkim atutem Kacpra jest mocna psychika. Myślę, że sodówka mu nie odbije” – mówił po zakończeniu poniedziałkowego konkursu Adam Małysz, dziś prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

    Tomasiak uchodzi za człowieka niesamowicie spokojnego, ma przy tym opinię dobrze wychowanego, kulturalnego, ułożonego. Takie wrażenie robi też, gdy występuje publicznie przed kamerami i mikrofonami. Nie wstydzi się przy tym swojej wiary. W mediach społecznościowych otrzymał gratulacje m.in. od Duszpasterstwa Liturgicznej Służby Ołtarza Diecezji Bielsko-Żywieckiej, które opublikowało zdjęcia Kacpra jako ministranta służącego przy ołtarzu.

    Sportowo przed nim jeszcze wiele pracy. Ma znakomite odbicie, co jest wielkim atutem na skoczniach normalnych, ale też niedostatki konieczne do poprawy, by regularnie błyszczeć i na dużych obiektach. Wszystko przed nim, ale biografię mistrza Fortuny na wszelki wypadek też przestudiować powinien.

    Czytaj więcej:


    Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 06 (18) 14-120/02/2026