Jak by to wyglądało, gdyby Niemcy jako swojego reprezentanta na igrzyska paraolimpijskie wysłały jakiegoś esesmana, który został inwalidą, bo spadł z wieżyczki strażniczej w Auschwitz albo coś sobie odmroził pod Stalingradem? Coś takiego byłoby raczej niemożliwe, zważywszy na genezę tego wydarzenia sportowego – zapoczątkował je, pod nazwą Igrzysk Stoke Mandeville, w 1948 r. w Wielkiej Brytanii dr Ludwig Guttmann, w celu rehabilitacji dla alianckich rannych żołnierzy i kobiet z urazami kręgosłupa. Guttmann uciekł z Niemiec w roku 1939.
Tymczasem państwo rosyjskie, któremu pozwolono – z pobudek politycznych, nie sportowych – na udział w igrzyskach paraolimpijskich, w swojej reprezentacji wystawia autentycznych zbrodniarzy wojennych, odpowiedzialnych za zbrodnie przeciw ludności cywilnej. Jest to nie tylko naplucie na dziedzictwo igrzysk paraolimpijskich, lecz także na innych sportowców. Po co w taki sposób mieszać sport z polityką, żeby tylko działacze międzynarodowej organizacji mogli podlizać się rosyjskiemu niedźwiedziowi?
Rosja została wykluczona z igrzysk olimpijskich nie z powodów politycznych, tylko kryminalnych. Jako jedyne państwo miała – i ma nadal – scentralizowany program dopingowy (w niektórych przypadkach sportowcy nawet nie wiedzieli, że otrzymują zakazane substancje wspomagające, w tym takie o bardzo szkodliwych dla zdrowia skutkach ubocznych), a oszukiwanie na igrzyskach w rosyjskiej doktrynie zajmuje tak wysokie miejsce, że przeszło nawet do architektury. Ośrodek olimpijski w Soczi (to tam odbywały się igrzyska letnie w 2014 r., pod których przykrywką państwo rosyjskie zaatakowało Ukrainę; to kolejny paskudny, rosyjski zwyczaj – wykorzystywanie igrzysk jako zasłony dymnej dla swoich imperialistycznych wojen) już na poziomie projektowania przewidywał oszukiwanie. W ścianach budynków były specjalne przejścia i otwory, przez które można było podawać sportowcom „czyste” próbki moczu podczas kontroli antydopingowych.
Okazało się, że nawet dopuszczenie do występu rosyjskich reprezentantów pod „neutralną” flagą jest błędem. W zawodach narciarskich podczas igrzysk w Mediolanie okazało się, że rosyjska narciarka między etapami… ukradła narty swojej konkurentce. Tym się kończy mieszanie polityki ze sportem – i narażanie uczciwych sportowców na styczność z rosyjskimi zbrodniarzami wojennymi, oszustami i złodziejami.
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 08 (23) 28/02-06/03/2026
