Więcej

    Afrykańskie doświadczenie

    Mój dziewięcioletni syn Bruno bardzo lubi historię. Jego marzeniem było odwiedzenie wyspy Kunta Kinteh (w przeszłości wyspa nazywała się również Wyspą św. Andrzeja oraz wyspą Jamesa) w ujściu rzeki Gambia. W XVII w. wyspa stała się kolonią Księstwa Kurlandii i Semigalii, leżącego na terenie teraźniejszej Łotwy.

    Księstwo było lennem Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Na tej podstawie Bruno wywnioskował, że Kunta Kinteh była kolonią również Litwy. Nie jest w tym osamotniony. W polskim internecie sporo znajdziemy publikacji o afrykańskich koloniach Rzeczpospolitej. W domyśle polskich.

    W tym roku jego marzenie się spełniło, ponieważ udało się nam odwiedzić ten skrawek „polsko-litewskiego” imperium. Podróż naprawdę była fascynująca i pouczająca. Nawet nie ze względu na afrykańskie posiadłości wspólnego państwa. Kolonią kurlandzką Kunta Kinteh była zaledwie kilkanaście lat. W perspektywie historycznej mniej niż moment. Generalnie jest kojarzona z kolonializmem brytyjskim.

    Dla Gambijczyków wyspa jest również symbolem. Symbolem handlu niewolnikami. Na wyspie przetrzymywano niewolników przed dalszą drogą do Ameryki. Wyspa ma zaledwie 3500 mkw. Niewolników wprowadzano na pokład, kiedy ich było minimum 500. Do tego czasu przebywali pod gołym niebem. Można więc wyobrazić w jakich warunkach byli przetrzymywani, ponieważ na wyspie też był fort z białą załogą. Szacuje się, że w ciągu kilkuset lat z wybrzeża Gambii wywieziono kilkaset tysięcy Afrykańczyków. Ogółem z Afryki do 12 mln.

    Na wyspę płynęliśmy podekscytowani możliwością postawieniem nogi na południowych „kresach”, wracaliśmy przygnębieni ogromem afrykańskiej tragedii. Z tej wycieczki wyciągnąłem jeden wniosek. Musimy być bardzo ostrożni w dobieraniu historycznych symboli. To, co dla nas może być wyrazem odwagi i pomysłowości naszych przodków, dla innych jest synonimem barbarzyństwa i upokorzenia. Zwłaszcza że losy naszej części Europy – podobnie jak losy kontynentu afrykańskiego – zależały nie od nas, tylko od wielkich mocarstw.

    Warto o tym pamiętać i być bardziej tolerancyjnym wobec symboli naszych sąsiadów. Nie twierdzę, że wszystko można zaakceptować, ale na pewno warto spróbować zrozumieć.


    Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 09 (26) 07-13/03/2026