Tym razem zabiorą też matkom i emerytom

190
Zgodnie z planami rządu, redukcja wydatków publicznych dotknie tym razem również matki na zasiłku macierzyńskim Fot. Marian Paluszkiewicz
Zgodnie z planami rządu, redukcja wydatków publicznych dotknie tym razem również matki na zasiłku macierzyńskim Fot. Marian Paluszkiewicz

Nadchodzi kolejna fala kryzysu, a z nią nowe cięcia budżetowe. I tym razem dotkną one wszystkich, a najbardziej emerytów, matki wychowujące dzieci. Cięcia boleśnie odczują też najmniej zarabiający urzędnicy.

Sprawdzają się prognozy, że będzie jeszcze gorzej, bo gorzej być może już od lipca, a na pewno od jesieni i następnie po Nowym Roku. Pogorszenie sytuacji gospodarczej oraz z tego powodu kłopoty w sektorze finansów publicznych skłoniły rząd do opracowania pakietu kolejnych cięć.

Tym razem rząd chce zmniejszyć wydatki o kolejny miliard. Pod nożyce pójdą, między innymi, zasiłki macierzyńskie oraz podstawowe wynagrodzenie w sektorze publicznym. Rząd Kubiliusa proponuje zmniejszyć zasiłki macierzyńskie w pierwszym roku do 85 proc. od wynagrodzenia w pierwszym roku urlopu macierzyńskiego oraz do 50 proc. w drugim roku. Dziś matki wychowujące dzieci otrzymują odpowiednio 100 i 80 proc. od wynagrodzenia przed urlopem macierzyńskim. Premier przyznał, że jeszcze nie wie, czy cięcia te dotkną nowych matek, czy również kobiety będące na zasiłku macierzyńskim przed uchwaleniem poprawek. Na to pytanie, zdaniem premiera, mają odpowiedzieć prawnicy.

Pakiet rządowych nowelizacji zakłada również zmniejszenie podstawowego wynagrodzenia w sektorze publicznym z obowiązujących dziś 475 litów do 430 litów. Oznacza to zmniejszenie wynagrodzeń polityków i urzędników państwowych, ale dotknie to głównie policjantów, strażaków oraz inne służby mundurowe, których wynagrodzenia i tak są zazwyczaj tylko nieco wyższe niż minimalne.

Novum w programie rządowych cięć jest również propozycja wydłużenia wieku emerytalnego, który dziś wynosi dla kobiet i mężczyzn odpowiednio 60 i 62,5 lat. Ta decyzja, zdaniem jej autorów, pozwoli nie zwiększać wysokości składek emerytalnych. Przypominamy, że w ubiegłym tygodniu minister opieki socjalnej i pracy Rimantas Dagys właśnie zaproponował zwiększyć o kilka procent składki emerytalne płacone przez osoby fizyczne. Jego zdaniem, miało to uchronić budżet SoDry przed rosnącą dziurą budżetową. Rząd jednak poszedł inną drogą i planuje wydłużyć wiek emerytalny, ale też nie wyklucza  zmniejszenia samych emerytur, szczególnie tych z najwyższej półki, jak renty sygnatariuszy, tzw. emerytury państwowe, a nawet emerytury podstawowe.

Jak udało się nam nieoficjalnie dowiedzieć, rząd jest zdeterminowany, żeby Sejm przyjął proponowane poprawki. Niemniej są one bardzo krytycznie oceniane nie tylko przez opozycję, ale też w samej koalicji. Przewodniczący Sejmu Arūnas Valinskas w wywiadzie dla „Kuriera” (w magazynowym wydaniu zostanie zamieszczony w całości) powiedział, że „rządowe propozycje są na razie tylko tematem do dyskusji”. Nie wykluczył jednak, że sytuacja gospodarcza oraz w finansach publicznych być może zmusi koalicję rządzącą do uchwalenia proponowanych poprawek rządowych.

— Dziś trudno jednoznacznie odpowiedzieć, czy propozycje rządu są uzasadnione, ale nie wykluczam, że sytuacja zmusi nas do podjęcia tych kroków — powiedział nam Arūnas Valinskas.

Również starosta frakcji koalicyjnego Ruchu Liberałów Audrius Endzinas powiedział w rozmowie z „Kurierem”, że wobec trudnej sytuacji finansów publicznych jego liberalne ugrupowanie będzie miało poważny dylemat, czy trzymać się ideologii, czy jednak zaakceptować nieliberalne propozycje rządu.

— Wszystko zależy od argumentów. Na razie rząd nie przekonuje nas do swoich propozycji. Ale trwają bardzo ostre dyskusje w sprawie proponowanego pakietu i trudno dziś prognozować, czym się mogą one skończyć — powiedział nam Audrius Endzinas. Zaznaczył też, że w koalicji istnieje przekonanie, że nie należy dążyć jedynie do mechanicznego zbilansowania finansów publicznych, nie podejmując odpowiednich kroków w kierunku stymulowania gospodarki i wyjścia z kryzysu.

Zdaniem naszych rozmówców, sytuacja kryzysowa w kraju nie tylko nie została przezwyciężona, o czym w ubiegłym tygodniu oświadczył premier Andrius Kubilius, ale nie pozwala nawet mówić o jakiejkolwiek stabilności.

—  Słowa premiera o końcu kryzysu należy odbierać raczej ironicznie, bo w rzeczywistości sytuacja absolutnie nie polepszyła się — powiedział nam poseł Endzinas.

Oczekuje się, że poprawki proponowane przez rząd, być może, w nieco łagodniejszej formie Sejm uchwali jeszcze w lipcu podczas sesji nadzwyczajnej. Planuje się, że niektóre nowelizacje zaczną obowiązywać już od lipca, inne od jesieni lub od początku 2010 roku, który prawdopodobnie na Litwie będzie drugim z rzędu rokiem wielkiej depresji gospodarczej.