Reforma szkolnictwa wyższego — selekcja czy prywatyzacja?

Zatwierdzenie przez Sejm Ustawy poprzedziły strajki studentów, którzy opowiedzieli się przeciwko takiej reformie Fot. Marian Paluszkiewicz
Zatwierdzenie przez Sejm Ustawy poprzedziły strajki studentów, którzy opowiedzieli się przeciwko takiej reformie Fot. Marian Paluszkiewicz

Autorzy reformy przekonują, że zapewni ona wyższy poziom kształcenia i dokona selekcji uczelni, których teraz jest wyraźny nadmiar. Tymczasem społeczność akademicka alarmuje, że zniszczy ona cały system i wręcz stworzy przesłanki do prywatyzacji uniwersytetów.

Zatwierdzona w końcu kwietnia przez Sejm Ustawa o Reformie Szkolnictwa Wyższego nadal budzi gorące dyskusje.

Girl in a jacket

— Reforma zmusi do konkurencji zarówno samych studentów jak i uczelnie. I w ten sposób przyczyni się do podniesienia poziomu kształcenia i zmiany traktowania nauki na uczelni przez osoby sięgające po indeksy — jest przekonany minister oświaty i nauki Gintaras Steponavičius, jak też inni inicjatorzy kontrowersyjnej reformy szkolnictwa wyższego. „Nie jest tajemnicą przecież, że często studenci dążą nie do zdobycia wiedzy, ale jedynie dyplomu” — twierdzą.

Jednak studenci i wykładowcy biją na alarm, że nowa Ustawa łamie Konstytucję. Wykładowcy oburzają się, że staną się zależni finansowo od studentów, zaś studenci, że — model finansowania studiów jest nieadekwatny do sytuacji gospodarczej w kraju. Społeczność akademicka nie wątpi, że z oczekiwanej przez długie 19 lat reformy pożytku nie będą miały ani uniwersytety, ani studenci, ani społeczeństwo. Wygląda również na to, że na razie uczelnie wyższe na Litwie wyprzedzają najlepsze uniwersytety światowe tylko pod względem kosztów studiów.

Ustawa o Reformie Szkolnictwa Wyższego przewiduje przede wszystkim zmianę zarządzania uczelniami, ich statusu oraz finansowania studiów. Podstawowe założenie, mianowicie, że studia dla większości studentów będą płatne, wywołało największy rezonans w społeczeństwie. Odtąd bowiem tylko najlepsi zyskają możliwość ubiegania się o tzw. koszyczek studenta, czyli o finansowanie studiów przez państwo. Wprowadzenie koszyczka studenta diametralnie więc zmienia system finansowania studiów oraz szkół wyższych. Uczelnie będą ubiegać się o koszyczek, tak jak dziś szkoły zabiegają o uczniów. Państwo całkowicie sfinansuje studia jedynie tym uczniom, którzy doskonale złożyli maturę  — do otrzymania koszyczka zostaną uszeregowani we wspólnej kolejce. Od przyszłego roku szkolnego państwo zamierza sfinansować 21 tys. miejsc na uczelniach wyższych — 11 tys. na uniwersytetach i 10 tys. w kolegiach. Uwzględniając to, że od kilku lat co roku mieliśmy na pierwszym roku studiów ponad 50 tysięcy osób, całkowitą opłatę za studia otrzyma więc mniej niż połowa studentów.

Niemałe kontrowersje budzi również przewidziana dopiero co dwa lata rotacja. Przyznanie finansowania nie gwarantuje bowiem, że student będzie otrzymywał stypendium w ciągu całego okresu studiów. Straci je i będzie musiał płacić za studia, jeśli po dwóch latach okaże się, że średnia jego ocen będzie o ponad 20 proc. punktów mniejsza niż średnia wyników pobierających naukę na tym samym kierunku. Sejm zaaprobował również sprzecznie ocenianą propozycję, że na wolne miejsce finansowane przez państwo może zostać też przeniesiona osoba z płatnego miejsca. W opinii przeciwników reformy ustawa łamie zapewnione przez Konstytucję prawo do bezpłatnej nauki dla najlepszych studentów, ponieważ zapewnia bezpłatne studia… dobrym uczniom nie zaś studentom, którzy przecież przez dwa lata będą oceniani wg wyników ukończenia szkoły.

Zdaniem zawziętej przeciwniczki reformy doc. Asty Lapinskienė, przewodniczącej Litewskiego Stowarzyszenia Związków Zawodowych Szkół Wyższych, reforma w istocie jest wadliwa i nie tylko nie przyczyni się do wzrostu poziomu nauczania, ale niedługo zniszczy cały system szkolnictwa wyższego.

— Przykład szkół już dowiódł, że wprowadzenie koszyczka znacznie obniżyło poziom nauczania. Wykładowcy, chcąc za wszelką cenę utrzymać studentów — jedyne źródło dochodu — będą pobłażliwie ich traktować i nawet nienadążających nie odważą się skreślić z listy. Takie finansowe uzależnienie na pewno sprawi, że będziemy się wlekli w ogonie Europy — nie szczędziła słów krytyki dla reformy w rozmowie z naszym dziennikiem Lapinskienė.

Zdaniem Lapinskienė, niektóre założenia Ustawy przeczą Konstytucji:

—Finansowanie otrzymują osoby, które jeszcze de facto nie są studentami. Absurdalne, że 18-letni uczniowie, którzy otrzymają koszyczek, będą decydowali tak naprawdę, ile Litwa potrzebuje specjalistów i w jakiej branży – oburzała się Lapinskienė.

Osobom, które nie otrzymają finansowania, państwo oferuje płatne studia i pożyczkę. Wyniesie ona jednak nie więcej niż 50 tys. litów. Kredyty będą udzielane przez banki prywatne, lecz państwo udzieli gwarancji. Ostatnio nie cichną również kontrowersje wokół odsetek od tych pożyczek. Minister Steponavičius zapewnia, że będą one oscylować w granicach 6–6,5 proc., jednak niewykluczone, że banki zechcą podnieść tę poprzeczkę. Po roku od zakończenia studiów kredytobiorca będzie zobowiązany do spłacania zaciągniętego kredytu. Okres spłacania pożyczki może wynosić do kilkunastu lat.

Organizacje zrzeszające studentów oburzają się, że dotychczas brakuje klarownej informacji o tym, jak ma działać system finansowania studiów.

— To przypomina loterię, kiedy student liczy na to, że od państwa będzie miał prawo do koszyczka, zaś uczelnia, że otrzyma pieniądze za ten koszyczek. Poza tym wątpliwości budzi adekwatność takiego modela finansowania do obecnej sytuacji gospodarczej w naszym kraju. Obarcza poważnie finansowo młode osoby. To jest niedopuszczalne w żadnym rozwiniętym kraju — nie ukrywa irytacji w rozmowie z „Kurierem” Arūnas Mark, ekspert ds. reformy szkolnictwa wyższego Litewskiego Stowarzyszenia Organizacji Studentów.

Według Marka, na konsekwencje takich nieprzemyślanych reform nie musieliśmy długo czekać. Jedną z nich są wywindowane ceny studiów — są wyższe niż w całej Europie. Najgorsze w tym wszystkim jest, zdaniem Marka, to, że nawet samo ministerstwo nie może przewidzieć, jakiego figla może spłatać wybrany model finansowania.
Zgodnie z podaną przez Ministerstwo Oświaty i Nauki  informacją, średnio studia w naszym kraju będą kosztowały 6 tys. Lt rocznie.

Koszyczek student będzie mógł też „zanieść” do prywatnej uczelni. Jednocześnie Sejm zaaprobował poprawkę, zgodnie z którą filie zagranicznych uczelni na Litwie nie będą finansowane przez państwo. Dlatego np. studenci  Wileńskiej Filii Uniwersytetu Białostockiego nie będą mogli liczyć na koszyczek.

Reforma zakłada również zmianę statusu wyższych uczelni — stają się one instytucjami użyteczności publicznej. Dotychczas uniwersytet miał całkowitą autonomię i na jego czele stał Senat i rektor.  W myśl ustawy zarządzać uczelnią będzie odtąd rada, której połowę będą stanowić studenci, wykładowcy, przedstawiciele administracji placówki, ministra oświaty i Senatu, pozostałą część — przedstawiciele społeczeństwa.

Stowarzyszenie studentów  pozytywnie ocenia zmianę trybu zarządzania uczelniami, który jest stosowany w szkolnictwie wyższym w cywilizowanym świecie. Wątpliwości budzi jednak kompletowanie rady uczelni.

— Logiczne, że decyzje strategiczne oraz związane z finansami będą podejmowane przez rady, zaś akademickie — przez Senaty. Taki model zarządzania już się sprawdził w kolegiach. Natomiast to, że prawie połowę członków rady będzie mianował minister oświaty i nauki, może upolitycznić zarządzanie szkołami wyższymi — rozważa Arūnas Mark.

Tymczasem obowiązkową zmianę statusu uczelni przedstawiciel organizacji studenckich nazwał pochopną.

— Uczelnie wyższe na Litwie nie są jeszcze przygotowane do  konkurencji. Może to mieć negatywny wpływ na całą społeczność akademicką, a zwłaszcza studentów, ponieważ status takiej spółki zobowiązuje do dodatkowych podatków. Najbardziej to odczują duże uczelnie, które w trybie obowiązkowym będą musiały ubezpieczyć swoje mienie. Na to będą potrzebne dodatkowe środki, których obecnie uczelnie nie mają. Dlatego możliwe, że nowe zobowiązania finansowe uczelni jeszcze bardziej opróżnią kieszenie studentów — snuł przypuszczenia Mark.

Lider Związków Zawodowych Szkół Wyższych w rozmowie z nami zasugerowała, że forsujący Ustawę politycy mają w tym swój interes.

— Reforma sprawi, iż państwowe uczelnie, którymi będą zarządzać wyznaczeni przez ministerstwo członkowie rady, będą swobodniej dysponowały majątkiem, co może stworzyć przesłanki do prywatyzacji uniwersytetów. Kierowaliśmy oficjalne pisma do rządu, Sejmu, Urzędu Prezydenta. Wszyscy udają głuchych. Nikt nie reaguje na nasze krytyczne uwagi, nie chce nas usłyszeć. Takie ignorowanie zdania społeczności akademickiej można wyjaśnić tylko czyimiś nieczystymi interesami —  stwierdziła kategorycznie Lapinskienė.

Litewskie Stowarzyszenie Organizacji Studenckich na ogół krytycznie ocenia nową Ustawę, ponieważ została przygotowana w pośpiechu, nawet bez uprzedniego audytu uczelni.

— Taki tok reformy nie pozwala zrozumieć — ani jakie są jej długotrwałe cele, możliwości, ani jakie niesie ryzyko. Dlatego oceniamy jej początek jako spontaniczny, nieobmyślany i brzemienny w nieprognozowane skutki — stanowczo podkreślił Arūnas Mark.