Obchody 65. rocznicy operacji „Ostra Brama” w Krawczunach

197

13 lipca 1944 roku w Krawczunach ostatni swój bój z hitlerowskim najeźdźcą stoczyły oddziały AK Okręgu Wileńskiego. Do 13 lipca Wilno już było wyzwolone od Niemców wspólnymi jeszcze siłami AK i wojsk sowieckich. W nocy oddział liczący około 3 tysięcy żołnierzy dowodzonych przez komendanta Wilna generała Reinera Stahela zdołał wycofać się z miasta i starał się przedrzeć w kierunku frontu. Pod Krawczunami-Nowosiółkami zastąpili mu drogę akowcy ze zgrupowania majora „Węgielnego”. Tu walczył dowódca I Brygady Wileńskiej AK Czesław Grombczewski ps. „Jurand” i poległ na polu chwały. W podwileńskiej ziemi spoczęło też 79 jego towarzyszy broni. Oddział niemiecki również poniósł znaczne straty i rozproszony przedzierał się dalej na Zachód.

Miejsce ostatniej bitwy zostało dopiero po 45 latach należycie upamiętnione i od tego czasu, co roku, w dniu 13 lipca, odbywa się tu, przy ustawionym krzyżu i pomniku, na skraju wsi Krawczuny wiec pamięci. Jest odprawiana Msza św. za poległych tu, na tej ziemi akowców i wszystkich tych, którzy już po wyzwoleniu tych terenów od hitlerowców, zostali zdradziecko aresztowani przez Sowietów i wywiezieni do łagrów.

Tego roku również Wileński Rejonowy Oddział ZPL zaprosił rodaków do wzięcia udziału we Mszy św. i wiecu pamięci. Przybyli kombatanci, kierownik Wydziału Konsularnego Ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Wilnie Stanisław Kargul, prezes ZPL, poseł na Sejm RL Michał Mackiewicz, wicemer Samorządu Rejonu Wileńskiego Jan Sinicki, radna Samorządu, doradca mer rejonu wileńskiego Teresa Dziemieszko, kierownik Wydziału Kultury, Sportu i Turystyki Edmund Szot, pracownicy Administracji Samorządu, prezesi kół ZPL, członkowie ZPL z Wilna, okoliczni mieszkańcy oraz goście z Polski. Nad przygotowaniami na miejscu czuwała Czesława Apolewicz, starosta gminy zujuńskiej, byli obecni też chórzyści z parafii duksztańskiej wraz ze swą kierowniczką Bożeną Czerniewską.

Po uroczystym złożeniu wieńców przy pomniku i odśpiewaniu „Roty”, głos zabrał prezes ZPL Michał Mackiewicz. Serdecznie witając zebranych, nazwał to miejsce i czyny żołnierzy naszą „sławą i chwałą”, apelował, by pamięć nie była zawodna przez lata. Następnie została odprawiona Msza św. przez księdza Henryka Naumowicza, proboszcza parafii duksztańskiej. W wygłoszonym kazaniu ksiądz Henryk zwrócił się do zebranych, by zechcieli tu, w tym zroszonym krwią patriotów miejscu zadać sobie pytanie: czy ich czyn był li tylko lotem Ikara – samotnym, niedostrzeżonym przez nikogo, straceńczym, czy też miał, ma ciąg dalszy. Tu, przy pomniku bohaterom zebrani mogli się zastanowić nad tym, o co walczyli i dlaczego gotowi byli oddać swoje życie, w imię jakich ideałów, w imię kogo i czego. Symboliczna już jest sama nazwa operacji „Ostra Brama”. To była operacja skierowana na obronę i zachowanie wartości nieprzemijających: wiary, Ojczyzny, honoru. Żołnierze, którzy tu stanęli do boju – a walczyli o te same ideały w ciągu długich sześciu lat okupacji – wierzyli, że jeżeli nawet nie dane im będzie przeżyć, to z owoców ich walki skorzystają potomni. Czy aby w pełni korzystamy i wiemy, że korzystamy? Słowa kazania szczególnie wymownie brzmiały w tej scenerii. Tych, co przeżyli, czekała zdrada i poniewierka w dalekim, obcym kraju. Ale nie złamali raz danej przysięgi i nie zgodzili się na służenie obcym ideałom. Tak byli wychowani w swej Ojczyźnie, która po ponad stuletniej niewoli w ciągu zaledwie dwudziestu lat okresu międzywojennego potrafiła wychować tak wspaniałe pokolenie. Może warto sięgnąć po te wzorce i zwrócić się ku tym wartościom, które im przyświecały, by słowa Ojczyzna i Honor znów brzmiały dumnie w ustach młodych.

Czy właśnie o tym myśleli zgromadzeni przy pomniku ludzie, trudno jest powiedzieć. Niestety, ale nie bardzo lubimy myśleć o sprawach duchowych, bardziej absorbują nas trudy dnia powszedniego, walka o byt w tych kryzysowych czasach. Ludzie często świadomie unikają głębszych myśli i wzruszeń, by się (ich zdaniem) nie rozklejać, nie okazać słabości. Na twarzach zebranych było widać skupienie – mądre i ważne słowa trafiały do umysłów i serc.

Po odprawieniu Mszy św. i udzieleniu komunii, do uczestników wiecu zwrócił się mężczyzna w starszym wieku, ubrany w mundur wojskowy z baretkami licznych odznaczeń. Był to, jak się wkrótce okazało, jedyny spośród biorących udział w uroczystościach kombatantów, uczestnik bitwy pod Krawczunami-Nowosiółkami Czesław Sawicz – wilnianin, harcerz, zwiadowca, który pełnił służbę na kolei. Następnie znalazł się w Nowogródzkiej IV Brygadzie, u „Ronina”. Walcząc o Wilno od strony Mejszagoły, 13 lipca w tych okolicach natrafili na niemieckie oddziały i podjęli bój. Liczenie strat. Potem był areszt przez Sowietów. Pan Czesław podjął próbę ucieczki. Niestety, został złapany i wyrok brzmiał: 8 lat więzienia. Po odbyciu „kary” nie mógł nadal powrócić do stron ojczystych, musiał przymusowo osiedlić się w Krasnojarsku. Tam, w odległej krainie poznał swoją przyszłą żonę – Polkę ze Śląska, z Sosnowca. Założyli rodzinę i doczekali syna. Dopiero w 1955 roku dostał pan Sawicz prawo powrotu do Polski. Zamieszkali z rodziną w Olsztynie. Oto tak wyglądał tułaczy los wileńskiego chłopaka, żołnierza Ojczyzny.

Tysiące podobnych życiorysów można by spisać o pokoleniu, na którego lata młodości wypadła straszna próba: wojna i utrata ojczystej ziemi. Niestety, z każdym rokiem ubywa żywych świadków tragicznych losów ludności Wileńszczyzny. W hołdzie ich pamięci chór parafialny z Dukszt zaśpiewał wiązankę pieśni patriotycznych. Brzmiały one głośno niesione przez wiatr na okoliczne pagórki i pola.