Protest Zielonych – gnojówka pod siedzibą rządu

„Zieloni” domagają się czystego środowiska w swoich miejscowościach, w których duszą się od smrodu, który rozchodzi się od ferm hodowli trzody chlewnej Fot. Marian Paluszkiewicz
„Zieloni” domagają się czystego środowiska w swoich miejscowościach, w których duszą się od smrodu, który rozchodzi się od ferm hodowli trzody chlewnej Fot. Marian Paluszkiewicz

„Ruch Zielonych Litwy” w środę domagał się pod siedzibą rządu aby na Litwie nie ignorowano prawa ludzi na życie w czystym i zdrowym środowisku.

„Litwa jest koszem na śmieci!” Pod takim hasłem pikietowali rząd rozgniewani mieszkańcy rejonów solecznickiego, pokrojskiego, radziwiliskiego, możejskiego, kalwaryjskiego, oraz kowieńskiego w których zostały samowolnie oraz bez zgody władz zbudowane i coraz bardziej poszerzane fermy hodowli trzody chlewnej. Smród i zanieczyszczenie środowiska tak bardzo dokucza mieszkańcom tych rejonów Litwy, że na znak swego oburzenia demonstracyjnie pod pomnikiem powszechnie czczonego Vincasa Kudirki, autora hymnu litewskiego, wylano butlę gnojówki.

Girl in a jacket

Celem przeprowadzonej akcji było zwrócenie uwagi rządu oraz społeczeństwa na rosnące i niekontrolowane zanieczyszczenie środowiska, a także na świadome ignorowanie prawa ludzi na życie w czystym i zdrowym środowisku. Organizatorzy pikiety — „Ruch Zielonych Litwy” — zarzucają instytucjom państwowym, że nieodpowiedzialnie wydają zezwolenia na działalność spółek zanieczyszczających środowisko, a także, że nieodpowiednio kontrolują ich pracę. Oprócz tego, planuje się wnieść poprawkę do ustawy, która stworzyłaby specjalne warunki zarządzania ziemią oraz lasem, co zdaniem protestujących jeszcze bardziej pogorszyłoby stan środowiska na Litwie, a także jeszcze bardziej uszczupliłoby prawa mieszkańców.

„Zieloni” oburzają się również, że instytucje państwowe, łamiąc wymagania Konwencji z Aarhus, nie informują społeczeństwo o podejmowanych ważnych decyzjach oraz nie uwzględniają  żądań obywateli.

Problem zanieczyszczenia w wielu miejscowościach ma różne podłoża. „Główny problem stanowią coraz to bardziej poszerzające się fermy hodowli trzody chlewnej na Litwie, w szczególności w powiecie szawelskim. Fermy są niekiedy w odległości  zaledwie 1,5 km od miejsca zamieszkałego przez ludzi. Wraz z poszerzeniem ta odległość się zmniejszy do 500 metrów.  Właśnie ten proces poszerzania się chcemy zahamować” — tłumaczył Rimantas Braziulis, przewodniczący „Ruch Zielonych Litwy”.

Aktywiśc Ruchu całą winę zrzucają na instytucje państwowe oraz lokalne, które pozwoliły przedsiębiorcom z Danii założyć  na Litwie, jak sami mówią, „śmierdzące fermy”, których w Danii nie chcą. „A wszystko się robi za pieniądze. Prawdziwe przekupstwo —  nawet naszych prawników!”  — gorszyła się  Genovaitė Valčiunienė z Linkowa.

Nie tylko fermy hodowli trzody chlewnej, lecz także różne zakłady przeróbki i utylizacji — jak w Jaszunach w rejonie solecznickim— są zagrożeniem dla ludzi. „Nigdzie w Europie tak się nie dzieje, jak u nas! Wszystkie państwa europejskie dbają o dobro swego kraju, o ochronę środowiska. Na Litwie natomiast dzieje się absolutnie odwrotnie. Do nas zwożą odpady i śmiecie. Bo to w sumie najlepszy oraz najlepiej opłacalny interes!”  — oburzał się  Petras Jonėnas, członek grupy inicjatywnej  w Jaszunach. Tam od roku 1999 czynny działa zakład przeróbki odpadów „Polivektris”, moce produkcyjne którego niedawna zostali zwiększone kilkakrotnie — do 14 tys. ton plastiku rocznie. Aktywiści grupy inicjatywnej w Jaszunach już od dłuższego czasu walczą o czyste środowisko, domagając się zamknięcia zakładu, argumentując to przede wszystkim zagrożeniem dla zdrowia mieszkańców miejscowości. „Z powodu wytwarzania szkodliwych tworzyw odczuwa się u nas w powietrzu silny smród. A najbardziej nas straszy fakt, że odkąd u nas działa ten zakład wśród mieszkańców Jaszun trzykrotnie wzrosła  zachorowalność na choroby dróg oddechowych” — dodał Jonėnas.