Co zabrali „repatrianci”?

621
Na otwarcie wystawy w licznym gronie przybyli przedstawiciele władz Litwy i Polski Fot. Marian Paluszkiewicz
Na otwarcie wystawy w licznym gronie przybyli przedstawiciele władz Litwy i Polski Fot. Marian Paluszkiewicz

Przez najbliższy miesiąc wchodząc do Domu Polskiego w Wilnie każdy od razu trafia do ogromnej walizki „repatrianta”. Fotografie dworków, zaścianków i wiejskich chałup; dokumenty oraz rzeczy użytku powszedniego — wszystko to można zobaczyć od 10 sierpnia na wystawie „Co kryły walizki „repatriantów”? Edycja wileńska”.

— Jest to wystawa sentymentalno-dokumentalna ukazująca, co zostawili i zabrali ze sobą „repatrianci” — powiedział „Kurierowi” Jan Jarecki, rzecznik prasowy Światowego Zjazdu Wilniuków.

Na wystawę przybył najbardziej znany i zasłużony z żyjących wilniuków ks. kardynał Henryk Gulbinowicz Fot. Marian Paluszkiewicz
Na wystawę przybył najbardziej znany i zasłużony z żyjących wilniuków ks. kardynał Henryk Gulbinowicz Fot. Marian Paluszkiewicz

Na otwarcie wystawy, które było również uroczystym otwarciem I Światowego Zjazdu Wilniuków, w licznym gronie przybyli przedstawiciele władz Litwy i Polski. Swą obecnością zaszczycili: ambasador Rzeczypospolitej Polskiej Janusz Skolimowski, prezes Zarządu Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie” Jerzy Marek Nowakowski, przedstawiciele władz RP; stronę litewską reprezentowali wicemer Wilna Gintautas Babravičius, poseł do Parlamentu Europejskiego i prezes Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Waldemar Tomaszewski, mer rejonu wileńskiego Maria Rekść oraz liczni przedstawiciele świata polityki, oświaty i kultury. Przybył również najbardziej znany i zasłużony z żyjących wilniuków ks. kardynał Henryk Gulbinowicz, tuż po odprawionej mszy w Ostrej Bramie. Kardynał powiedział, że Dom Polski wywarł na nim bardzo dobre wrażenie.

Wszyscy goście nie szczędzili miłych słów pod adresem organizatorów imprezy, dziękując za wspaniały pomysł i organizację, akcentując zarazem ogromne znaczenie i wpływ Wilna oraz wilniuków dla kultury Polski i Litwy. Wicemer Wilna Gintautas Babravičius zaznaczył, że miłość wilniuków do stolicy Litwy jeszcze bardziej zbliża historię obu narodów.

„Mało jaka wspólnota może poszczycić się taką liczbą świętych, poetów i pisarzy” — przypomniał zebranym Waldemar Tomaszewski, wymieniając po kolei świętych Faustynę i Kazimierza oraz marszałka Józefa Piłsudskiego. Podkreślił przy tym, że wilniucy obecnie na Litwie mają silną pozycję: działa tu 120 polskich szkół, Polacy są reprezentowani na szczeblu samorządowym i ogólnokrajowym.

— Widząc taką siłę wicemer Babravičius będzie nas chciał w następnej koalicji — na zakończenie zażartował Waldemar Tomaszewski.

Podstawowym celem wystawy było pokazać, co zabierali ze sobą ludzie jadący ze starej ojczyzny do nowej Fot. Marian Paluszkiewicz
Podstawowym celem wystawy było pokazać, co zabierali ze sobą ludzie jadący ze starej ojczyzny do nowej Fot. Marian Paluszkiewicz

Pomysł wystawy „Co kryły  walizki „repatriantów?” należy do Wiktorii Blacharskiej z Oddziału Etnografii Muzeum Narodowego w Gdańsku, która jest również kuratorem wileńskiej edycji. Pierwsza wystawa odbyła się w Gdańsku w roku 1998, kiedy o Kresach mówiono bardzo mało. Wystawa cieszyła się dużym powodzeniem i była odznaczona nagrodą ministra kultury RP. Podstawowym celem wystawy było uzmysłowienie zwiedzającym tego, jakie dylematy przeżywali ludzie jadący ze starej ojczyzny do nowej. Co zabierali ze sobą w tę podróż w jedną stronę.

Wiktoria Blacharska również jest „repatriantką”, do Polski przybyła jako dwuletnie dziecko. Na pomysł wystawy wpadła po przeczytaniu książki gdańskiego pisarza pochodzącego z Kresów Aleksandra Jurewicza „Lida”, w której autor opisał swoje przeżycia związane z „repatriacją” z punktu widzenia 5-letniego chłopca.

— Aleksander Jurewicz napisał poruszającą książkę, a ja — jako muzealnik — chciałam poprzez przedmioty pokazać tragizm tych wydarzeń — powiedziała zebranym Wiktoria Blacharska. Kuratorka wystawy zaznaczyła, że słowo „repatriant” nie pasuje do tych ludzi, bo opuszczali, a nie wracali do ojczyzny. Termin jednak na tyle ugruntował się w ludzkiej świadomości, że postanowiono go zostawić, ujmując tylko w cudzysłów. Uzupełnieniem imprezy był jazzowy koncert zespołu „Jan Maksymowicz TRIO”.