Trzy pytania do Virgiliusa Poviliunasa, dyrektora muzeum historycznego w Trokach

355

Dużymi krokami zbliżamy się do końca lata, okresu licznych wycieczek na zamek. Jak Pan ocenia tegoroczny sezon turystyczny dla muzeum?

Muzeum historyczne w Trokach czynne jest przez cały rok. Oczywiście, największy napływ zwiedzających jest w sezonie turystycznym, tzn. od maja do października. W porównaniu do roku ubiegłego zauważyliśmy znaczny spadek, ponieważ na przeciągu siedmiu miesięcy roku 2009, czyli od stycznia do końca lipca, muzeum zwiedziło ponad 170 tys. turystów. Jest to jednak o ponad 40 tys. mniej niż rok wcześniej.

Z których państw turyści najchętniej przyjeżdżają na wycieczki do zamku?

Różnie z tym jest. Jednak należy przyznać, że najwięcej turystów mamy z Polski. Przyjeżdżają również goście z krajów skandynawskich, Niemiec. Latem  odwiedzają nas Francuzi, Hiszpanie oraz Włosi. 50 proc. wszystkich turystów stanowią turyści z Litwy, z czego prawie połowa to wycieczki szkolne.

Przyznał Pan, że najczęściej zwiedzającymi zamek są turyści z Polski. Dziwnie się składa, kiedy słyszymy od gości z Polski, że przy ekspozycjach brakuje napisów po polsku, a niekiedy i po angielsku. A tymczasem w niektórych salach występują tłumaczenia  dodatkowo po niemiecku i rosyjsku. Jak Pan to wytłumaczy?

Językiem państwowym jest język litewski. Dlatego wszystkie napisy przy ekspozycjach są po litewsku. Większość z nich tłumaczona jest na angielski. W przyszłości przetłumaczymy je na francuski, hiszpański i in. języki. Ale nie to jest najważniejsze. Przecież kiedy jedziemy do innego państwa, nie znajdziemy w muzeach napisów po litewsku, jak np. w Polsce. Jeżeli to jednak dla turystów z Polski jest wielkim kłopotem, radzę im zamówić u nas przewodników w języku polskim.

Rozmawiała Barbara Chikashua