Łukaszenka w Wilnie pouczał Litwinów i chwalił siebie

Nazywany ostatnim dyktatorem w Europie białoruski prezydent czuł się w Wilnie jak u siebie w domu Fot. Marian Paluszkiewicz
Nazywany ostatnim dyktatorem w Europie białoruski prezydent czuł się w Wilnie jak u siebie w domu Fot. Marian Paluszkiewicz

Białoruski prezydent, nazywany też ostatnim dyktatorem w Europie, Alaksandr Łukaszenka podczas swojej wizyty w Wilnie czuł się pewien siebie i często pouczał Litwę, Polskę i całą Unię Europejską, jak mają prowadzić siebie, szczególnie w relacjach z Białorusią.

— Nie wolno nas zmuszać, sami wiemy, co mamy robić —powiedział Alaksandr Łukaszenka na otwarciu Białorusko-Litewskiego Forum Gospodarczego w Centrum Wystawienniczym Litexpo. Zarzucił Brukseli, że próbuje wymusić na Białorusi dokonania wyboru między Rosją a Unią Europejską. Zdaniem prezydenta Białorusi, jest to błędna wizja perspektywy relacji białorusko-unijnych.

Girl in a jacket

— Jesteśmy z Rosjanami braćmi i sojusznikami, dlaczego więc musimy wybierać między nimi i Unią Europejską. Sąsiadów się nie wybiera. Są od Boga i tego nikt nie jest w stanie zmienić. Dlatego chcemy ze wszystkimi sąsiadami mieć dobre relacje. Chcemy być strategicznym partnerem dla Unii Europejskiej — mówił Alaksandr Łukaszenka.

Białoruski prezydent powiedział też, że jego kraj chce być pomostem między Wschodem i Zachodem. Przy tym mocno zachwalał walory białoruskiej „demokracji” i „gospodarki wolnorynkowej”, która jego zdaniem jest ukierunkowana na dobrobyt społeczeństwa oraz ochronę podstawowych praw człowieka.

Wszystkie uwagi dziennikarzy dotyczące faktów łamania praw człowieka i scentralizowanej gospodarki Łukaszenka zbywał sarkastycznymi uwagami dotyczącymi łamania praw człowieka w krajach Unii Europejskiej oraz brukselskich regulacji gospodarczych.

— Przecież widzimy, że to w Unii demonstrantów traktuje się gazem łzawiącym. U nas nigdy nie stosowaliśmy gazu łzawiącego wobec demonstrantów, nawet tych, którzy próbowali organizować zamieszki i przewroty. (…) Przecież, żeby za każdym razem nie musielibyście pytać pozwolenia Brukseli, to mielibyśmy znacznie bardziej rozwinięte relacje gospodarcze — białoruski dyktator sypał uwagami na zasadzie znanej z sowieckiej propagandy „a u was Murzynów biją”.
Zapytany o ingerowanie białoruskich władz w sprawy białoruskich Polaków, białoruski prezydent kategorycznie zaprzeczył tym zarzutom. Zaznaczył jednak, że nikt z zewnątrz też nie ma prawa ingerować w sprawy białoruskich mniejszości narodowych, w tym polskiej.

— To są moi Polacy, to są moi wyborcy! Polacy na Białorusi w 100 procentach głosowali za mnie w wyborach — oznajmił Łukaszenka.

Białoruski prezydent wyraził przekonanie, że relacje między Litwą czy też Polską są bardzo dobre i mają perspektywę być jeszcze bardziej intensywnymi, bo władze tych krajów wreszcie „nabrały się rozumu”. Przy tym zauważył, że Białoruś tu nie narzuca się, ale też stawia swoje warunki. Jako pierwszy warunek białoruski prezydent wymienił zmniejszenie opłat wizowych dla Białorusinów podróżujących do krajów Schengen.

— Białoruś jest jedynym krajem, dla którego obywateli  cena wizy wynosi 65 euro. Taka jest decyzja Unii. Jest to najbardziej absurdalna decyzja Unii. Uważam bowiem, że nawet dla demokratycznego narodu litewskiego taka cena byłaby zbyt wysoka. Dlaczego więc Unia, która opowiada się za udrożnieniem relacji międzyludzkich, w ten sposób potraktowała białoruski naród? Jeśli Unia ma do mnie pretensje, to niech stosuje ograniczenia wobec mnie, a nie wobec całego narodu! — oburzał się Łukaszenka zapominając, że to właśnie dzięki opieszałości jego administracji oraz kontrolowanego przez niego rządu nie doszło do podpisania porozumienia między UE i Białorusią odnośnie zmniejszenia taryf wizowych, co z powodzeniem dla swoich narodów wynegocjowały Ukraina i Rosja jeszcze przed rozszerzeniem strefy Schengen. Co więcej, prezydent Łukaszenka zapomina, że drogo za ogólnounijne wizy płacą nie tylko Białorusini, ale również np. Gruzini oraz obywatele innych postsowieckich państw.

Przedstawiciele organizacji broniących praw człowieka zorganizowali pikietę przeciwko wizycie Alaksandra Łukaszenki w Wilnie Fot. Marian Paluszkiewicz
Przedstawiciele organizacji broniących praw człowieka zorganizowali pikietę przeciwko wizycie Alaksandra Łukaszenki w Wilnie Fot. Marian Paluszkiewicz

Zaproszenie białoruskiego prezydenta do Wilna wywołało falę protestów organizacji walczących o prawa człowieka. Ich przedstawiciele zorganizowali wczoraj przed Urzędem Prezydenta pikietę.

— Przyjazd Łukaszenki do Wilna w obchodzonym we wtorek Międzynarodowym Dniu Demokracji jest bardzo złym sygnałem dla demokratycznych sił Białorusi. Nie możemy sprzedawać demokratycznych idei za białoruskiego rubla. Tymczasem dla Łukaszenki ta wizyta jest bardzo korzystna, gdyż wykorzystuje ją do swoich doczesnych celów politycznych — powiedział „Kurierowi” jeden z organizatorów akcji protestu, były poseł, Kęstutis Čilinskas.
Pikietujący nie mieli jednak okazji przedstawić swoich postulatów białoruskiemu prezydentowi, ani też nawet litewskiej prezydent. Podejścia do Urzędu Prezydenta były otoczone szczelnym kordonem policyjnym. Za nim prezydent Dalia Grybauskaitė przyjmowała białoruskiego dyktatora. Ich rozmowa trwała dłużej niż przewidywano. Strony nie komentowały tematu spotkania. Jedynie Alaksandr Łukaszenka nie ukrywał swego zadowolenia z rozmów i sypał komplementami wobec Grybauskaitė. Dziennikarzom powiedział, że „we wszystkich sprawach udało się porozumieć”. Apelował też do dziennikarzy litewskich, żeby powstrzymali się od krytyki wobec Grybauskaitė, która zdaniem białoruskiego dyktatora, dba o dobro swojego narodu.