Paranoja: Powiatowe szkoły pod parasol ministerstwa

401
Uczestniczący na wspólnym posiedzeniu sejmowych komitetów prezes „Vilniji” Kazimieras Garšva uważa, że szkoły na Wileńszczyźnie nie powinny w ogóle podlegać lokalnym samorządom zdominowanym przez polską mniejszość Fot. Marian Paluszkiewicz
Uczestniczący na wspólnym posiedzeniu sejmowych komitetów prezes „Vilniji” Kazimieras Garšva uważa, że szkoły na Wileńszczyźnie nie powinny w ogóle podlegać lokalnym samorządom zdominowanym przez polską mniejszość Fot. Marian Paluszkiewicz

Naciąganie Konstytucji, manipulacja faktami, a nawet otwarte kłamstwa — wszystko to w litewskim parlamencie może być argumentem na usprawiedliwienie wątpliwych decyzji prawnych. Szczególnie jeśli decyzje te dotyczą spraw polskiej mniejszości na Litwie.

Takie wrażenie można było odnieść, obserwując wspólne posiedzenie sejmowych Komitetów Oświaty, Nauki i Kultury oraz Administracji Państwowej i Samorządów, na którym był rozpatrywany wniosek członka Komitetów Oświaty, Nauki i Kultury, posła z ramienia AWPL Jarosława Narkiewicza w sprawie ujednolicenia systemu zarządzania placówkami oświatowymi w rejonie wileńskim i solecznickim. Swój wniosek poseł skierował do przewodniczącej Sejmu Ireny Degutienė, prezydent Dali Grybauskaitė oraz do rządu. Zaznaczył w nim, że od lat w dwóch rejonach Wileńszczyzny zamieszkałych w większości przez mniejszość polską, w systemie zarządzania oświaty są stosowane podwójne standardy, ponieważ tylko w tych rejonach działają ogólnokształcące placówki oświatowe podlegające samorządom lokalnym oraz administracji naczelnika powiatu, podlegającej z kolei bezpośrednio rządowi. Szkoły powiatowe były od lat zakładane, budowane i finansowane jako przeciwwaga szkołom samorządowym, w których z natury rzeczy nauczanie odbywa się w językach polskim, litewskim oraz rosyjskim, w zależności od potrzeb społeczności lokalnych w zakresie oświaty.

Tymczasem szkoły powiatowe oferują wyłącznie nauczanie w języku urzędowym, czyli litewskim. W ten sposób — jak tłumaczono rację bytu tych szkół — rząd stara się zapewnić wszystkim obywatelom możliwość nauczania w języku państwowym, pośrednio niesłusznie sugerując, że samorządowe szkoły (również te, z litewskim językiem nauczania) nie zapewniają nauki w języku państwowym. Poseł Narkiewicz zwrócił uwagę, że przy okazji likwidacji powiatów, które mają kończyć żywot z dniem 1 lipca 2009 roku, logicznie i racjonalnie byłoby przekazać ogólnokształcące szkoły powiatowe administracjom samorządowym, tak jak jest w całym kraju. Ministerstwo Oświaty i Nauki ma natomiast inne plany. Chce zachować podwójną podwładność szkół i po 1 lipca przejąć funkcje administratora placówek powiatowych.

Z rządu nadeszła okalające sedno sprawy odpowiedź na wniosek posła, a z urzędu prezydenta list, w którym doradczyni prezydent ds. oświaty i nauki Virginija Budienė lakonicznie poinformowała, że przy spotkaniu z premierem i innymi przedstawicielami rządu prezydent „omówi z nim przebieg reformy powiatów”.

Tymczasem przewodnicząca Sejmu przekazała pismo posła Narkiewicza do zaopiniowania do Komitetów Oświaty, Nauki i Kultury oraz Administracji Państwowej i Samorządów. Na wczorajszym wspólnym posiedzeniu komitetów sprawnie i bez większych dyskusji podjęto decyzję popierającą rządowe plany przekazania powiatowych placówek oświatowych w rejonie wileńskim i solecznickim.

— Innej decyzji zresztą nie spodziewałem się. Byłoby naiwnym oczekiwać, że po tylu latach formowanego nastawienia, że samorządy krzywdzą szkoły z litewskim językiem nauczania, litewscy politycy zmienią zdanie i potrafią spojrzeć na problem w szerszym kontekście, a nie przez wąski pryzmat interesów — powiedział poseł Narkiewicz.

Z dyskusji podczas posiedzenia „sił zjednoczonych”, jak gremium dwóch komitetów określił przewodniczący Komitetu Oświaty, Nauki i Kultury poseł Valentinas Stundys, można było wywnioskować, że posłowie różnych opcji faktycznie zjednoczyli się przeciwko wnioskowi posła Narkiewicza, chóralnie zarzucając mu, że reprezentuje wyłącznie interesy polskiej mniejszości narodowej i swojej partii, tymczasem, gdy oni dbają o „wyższy interes publiczny” — również określenie posła Valentinasa Stundysa. Przewodniczący komitetu wprawdzie nie wytłumaczył, na czym polega ten interes publiczny i w jakim zakresie propozycja Narkiewicza ujednolicenia systemu zarządzania. Pouczył tylko wnioskodawcę, że „zgodnie z Konstytucją, szkoły mogą być państwowe, samorządowe oraz pozarządowe”. Toteż, zdaniem posła Studnysa, propozycja przekazania szkół powiatowych pod zarząd resortowi oświaty nie przeczy Konstytucji.

Argumenty posła Narkiewicza, że nie chodzi tu o sprzeczności konstytucyjne, lecz o zasadę równouprawnienia placówek oświatowych na Wileńszczyźnie, jaka to zasada obowiązuje w całym kraju.

— Przed kilkunastu laty, kiedy były zakładane powiatowe szkoły, była inna sytuacja, było wiele niepotrzebnych emocji na tle narodowościowym, toteż obydwie strony popełniły pewne błędy. Dziś mamy okazję zejść z tej błędnej drogi i wspólnie zadbać o przyszłość szkolnych placówek. W żadnym przypadku nie mówimy przy tym o zamykaniu szkół, czy też likwidacji litewskich klas w szkołach powiatowych, jak próbuje się tu przedstawić ten problem. Musimy jednak odpowiedzieć na zasadnicze pytanie, czy chcemy dalej iść niewłaściwą drogą — apelował na posiedzeniu komitetów poseł Narkiewicz do kolegów. Po posiedzeniu powiedział „Kurierowi”, że nie miał wielkich oczekiwań, gdyż negatywna wspólna opinia komitetów wobec jego wniosku była przygotowana jeszcze przed posiedzeniem.

Przed decydującym głosowaniem, poseł Narkiewicz próbował jeszcze apelować do posłów, by powstrzymali się z głosowaniem, a zastanowili się nad logicznym rozwiązaniem sprawy. A w razie potrzeby, nad powołaniem też roboczej grupy, która dogłębnie przeanalizowałaby sytuację i jeśli zaszłaby potrzeba, wskazałaby na konkretne przeszkody, które nie pozwalają przekazać placówki powiatowe pod zarząd samorządów. W odpowiedzi poseł usłyszał, że przekazując szkoły pod opiekę ministerstwa dba się o zachowanie szkolnictwa ogólnokształcącego w języku urzędowym.

— Zachowanie sugerowanej podwładności należy traktować jako dodatkowe wsparcie i uwagę placówkom oświatowym, dlatego w pełni popieram projekt opinii — powiedziała znana z liberalnych poglądów i deklarowanej tolerancji posłanka lewicy Aušra Marija Pavilionienė.

Przemawiający po niej poseł Gintaras Songaila, znany z kolei ze swoich skrajnie konserwatywnych poglądów, niewiele miał do powiedzenia: „Wyjątkowo w stu procentach zgadzam się z opinią mojej poprzedniczki”. Z kolei uczestniczący w posiedzeniu prezes stowarzyszenia „Vilnija” Kazimiera Garšva oświadczył, że proponowana decyzja „jest minimum, co należało zrobić”. Zdaniem Garšvy, należałoby „przejąć wszystkie szkoły spod zarządu samorządów”, ponieważ, jak Kazimieras Garšva straszył posłów, Jarosław Narkiewicz reprezentuje interesy partii, która „w programie ma zobowiązanie wspierać polskie szkoły kosztem szkół z państwowym i rosyjskim językiem nauczania”.

Wobec takich „argumentów”, wśród kilkudziesięciu członków obydwu komitetów nie pozostało wątpiących w to, jak mają głosować. Decyzja o słuszności przekazania szkół powiatowych pod opiekę resortu oświaty przeszła miażdżącą większością głosów. Jedynym, kto wypowiedział się przeciwko, był sam wnioskodawca.

Zdaniem posła Narkiewicza, ta decyzja odzwierciedla ogólne podejście polityków do sprawy szkolnictwa w rejonach zamieszkałych w większości przez mniejszości narodowe oraz kierowanych głównie przez Polaków. Te rejony, zdaniem posła, stale są szykanowane przez władze centralne i powiatowe. Zarzuca się im łamanie prawa, zapominając przy tym, że te rejony mają swoją specyfikę, niemniej na tle innych rejonów niczym nie wyróżniają się.

— Rejonowi wileńskiemu zarzuca się, że wbrew postanowieniom rządu, nadal utrzymuje ponad 100 klas z niepełnym kompletem. Nie mówi się przy tym, że w tej liczbie są również klasy litewskie, jak też nie wspomina się o tym, że na Litwie jest ponad 1600 takich klas. Niemniej, za ich zachowanie krytykowany jest wyłącznie rejon wileński — wyjaśnia poseł Narkiewicz. Na te i inne jego argumenty podane podczas posiedzenia komitetów, ich członkowie wcale nie zwracali uwagi, w zamian wyszukując coraz to nowe zarzuty wobec polskich władz lokalnych w rejonie wileńskim i solecznickim.