Więcej

    Działkowicze znad Żejmiany walczą o swoje ogrody

    Czytaj również...

    Mieszkańcy Podbrodzia od kilku lat już próbują dowieść, że ponad 20 lat są prawnymi właścicielami swoich działek, które dziś władze rejonu chcą im zabrać Fot. Marian Paluszkiewicz
    Mieszkańcy Podbrodzia od kilku lat już próbują dowieść, że ponad 20 lat są prawnymi właścicielami swoich działek, które dziś władze rejonu chcą im zabrać Fot. Marian Paluszkiewicz

    Przez 20 lat uprawiali swoje ogródki po kilka, niektórzy —  kilkanaście arów. Niewiele tego było, dlatego pieczołowicie dbali o każdy skrawek ziemi. Dziś każą im oddać wszystko i wynosić się stąd. Samorząd postanowił bowiem zwrócić ziemię byłemu właścicielowi, który ani sam, ani jego przodkowie, jak przypuszcza się, nigdy swojej ziemi tu nie mieli.

    Teren (a dokładnie 6 hektarów), o który już od kilku lat toczy się spór mieszkańców Podbrodzia z samorządem rejonu święciańskiego, leży nad brzegiem Żejmiany. Jurna rzeczka, przecinająca miasto na pół, często wylewa. Dlatego teren ten czasami zamienia się w koryto rwącego potoku. Mieszkańcy miasteczka do dziś pamiętają tę „wielką powódź” sprzed 30 lat, kiedy spokojna na co dzień rzeka zerwała miejski most i zalała okolice.

    — Tu, gdzie teraz stoimy, wtedy była woda i wyżej też — tłumaczy w rozmowie z „Kurierem” Pranas Stundžia, jeden ze 120 właścicieli ogródków działkowych, które samorząd chce oddać rzekomo byłemu właścicielowi.

    — Mieszkam tu i znam te okolice. Nigdy tu nie było ziemi Barzdów. Mieli oni ziemię, ale gdzie indziej. Kilka kilometrów stąd. Pamiętam, jak chodziło się „na barzdówkę”. Zresztą do dziś mieszkańcy okolicznych wiosek, na byłą ziemię Barzdów mówią „barzdówka”.

    Właściciele ogródków nie są przeciwko przywracaniu praw własności byłym właścicielom, ale zastanawiają się, dlaczego to musi odbywać się ich kosztem i krzywdą.

    Przekonani oni są, że nie chodzi tu o żadną sprawiedliwość dziejową, a tylko o pieniądze.

    — Pan Barzda otwarcie powiedział nam, żebyśmy nie przejmowali się sprawą, bo jeśli będziemy chcieli nadal korzystać z ogródków, to pozwoli nam później odkupić tę ziemię od niego. Wyznaczył nawet cenę. Powiedział, że po parę tysięcy za 1 ar — oburzali się właściciele działek podczas spotkania z „Kurierem”. Niektórzy z nich nawet próbowaliby rozważać tę propozycję na serio. Tłumaczyli jednak, że cena jest zbyt wysoka, szczególnie dla emerytów, których wśród właścicieli ogródków jest większość.

    — Ludzie otrzymują emerytury po kilkaset litów, to skąd mogą wziąć tych kilkanaście i więcej tysięcy, żeby odkupić ziemię, którą przez 20 lat uprawiali?! — oburza się Aldona Jaškunienė, również emerytka i również zagrożona ekstradycją ze swego ogródka.

    Tymczasem Pranas Stundžia uważa, że ta ziemia w ogóle nie jest warta dużych pieniędzy.

    — Przecież to są nieużytki. Biegnie tu bowiem linia wysokiego napięcia, gazociąg, miejska kanalizacja w kierunku oczyszczalni. Przed 20 laty tę ziemię wydzielono pod ogródki właśnie dlatego, gdyż nie przedstawiała żadnej wartości — tłumaczy nam Pranas Stundžia.

    — Myli się ten, kto tak myśli. Teren nad rzeką, no i prawie cała komunikacja, stąd takie zainteresowanie do tej ziemi — mówi z kolei Zbigniew Jedziński, radny samorządu święciańskiego z ramienia AWPL. Otwarcie zaznacza, że sprawa ta jest mocno korupcyjna. Zauważa też, że właściciele ogródków mają poważny problem prawny.

    — W swoim czasie nie zatroszczyli się o przerejestrowanie wspólnoty, a w archiwach nie możemy znaleźć pierwotnego świadectwa rejestracji jeszcze z 1988 roku, kiedy to decyzją ówczesnej Rady Podbrodzia, ponad 70 osób otrzymało pierwsze działki. Wtedy też ludzie ci zwrócili się do Rady miasta o rejestrację wspólnoty działkowiczów „Žejmena”. Podbrodzie dziś już nie ma Rady, a w archiwach odnaleziono tylko podanie mieszkańców o rejestrację, lecz decyzji Rady w tej sprawie nie ma. A w sądzie, niestety, liczy się tylko dokument — mówi Jedziński. W swoim czasie był on prezesem Rady miejskiej i wie, że jeśli był wniosek mieszkańców, to powinna być i decyzja Rady w tej sprawie.

    — Dziwne to, ale być może ktoś był bardzo zainteresowany, żeby tego dokumentu nie znaleziono — mówi radny.

    Jego zdaniem, trudno dziś prognozować, czy mieszkańcom uda się coś wskórać, ale jak mówi, trzeba mieć nadzieję.
    — Bo póki trwają sądy, być może jednak odnajdzie się decyzja Rady — wyjaśnia.

    Nie tracą też nadziei właściciele ogródków, którzy dobijają się prawdy w sądach, bo na władze lokalne już nie liczą. Jeszcze w ubiegłym roku zwrócili się o pomoc do mera rejonu Vytautasa Vigelisa. W odpowiedzi otrzymali lakoniczne pismo, że samorząd jest bezsilny oraz sugestię, żeby w sądach dochodzili swoich prawd. Tymczasem, jak mówi Zbigniew Jedziński, właśnie samorząd decyduje o tym, czy działki zostaną przekazane na potrzeby reformy rolnej, a więc też o tym, czy ogródki tu nadal pozostaną.

    Członkowie wspólnoty działkowiczów „Žejmena” oskarżają władze rejonu o zmowę z domniemanym pretendentem, bo jak zauważają, wokół terenu działek ogrodniczych są wolne tereny, więc starczyłoby również dla ubiegających się o zwrot ojcowizny.

    — Ale władze chcą zabrać właśnie naszą ziemię — mówią właściciele ogródków i zastanawiają się — dlaczego?

    Więcej od autora

    220. rocznica III rozbioru Rzeczypospolitej Obojga Narodów

    Dokładnie 220 lat temu z mapy Europy, w jej samym centrum, zniknął unikalny organizm państwowy, który na parę lat przed jego unicestwieniem zdążył jeszcze wydać na świat pierwszą na kontynencie konstytucję. Na jej podstawie miało powstać współczesne, demokratyczne na...

    Kto zepsuł, a kto naprawi?

    Przysłowie ludowe mówi, że „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. I tak zazwyczaj w życiu bywa. W polityce też. Po zakończeniu maratonu wyborczego w Polsce nasz minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius wybiera się do Warszawy. Będzie szukał kontaktów z...

    Oskubać siebie

    Będący już na finiszu przetarg na bojowe maszyny piechoty został raptem przesunięty, bo Ministerstwo Ochrony Kraju tłumaczy, że otrzymało nowe oferty bardzo atrakcyjne cenowo i merytorycznie. Do przetargu dołączyli Amerykanie i Polacy. Okazało się, co prawda, że ani jedni,...

    Odżywa widmo atomowej elektrowni

    Niektórzy politycy z ugrupowań rządzących, ale też część z partii opozycyjnych, odgrzewają ideę budowy nowej elektrowni atomowej. Jej projekt, uzgodniony wcześniej z tzw. inwestorem strategicznych — koncernem Hitachi — został zamrożony po referendum 2012 roku. Prawie 65 proc. uczestniczących w...