Wymazywanie pamięci: kolejny pochówek w kolumbariach

Zamiast „wpuszczać” do nisz nowych „lokatorów” należy upamiętnić ludzi, którzy tu przed laty znaleźli spoczynek Fot. Marian Paluszkiewicz

Na Cmentarzu Bernardyńskim w unikalnych kolumbariach (jedynych, które w Wilnie pozostały) dokonano kolejnego — trzeciego już pochówku.

Kiedy we wrześniu 2005 roku ukazał się artykuł pt. „Do starych grobów nie wprowadza się nowych lokatorów”, temat wydawał się być raczej z dziedziny fantastyki. Pochówek w niszach? Rzecz nieprawdopodobna przede wszystkim z tej racji, gdyż kolumbaria, tak jak i cały zabytkowy Cmentarz Bernardyński, mają być chronione przez państwo. A właściwie przez dwa — Litwę i Polskę — z tej najzwyklejszej racji, że 12 sierpnia 2005 roku Rada Ochrony Pamięci Walki i Męczeństwa (sekretarz generalny Andrzej Przewoźnik) oraz Fundacja Wspierania Współpracy Litewsko-Polskiej im. Adama Mickiewicza (przewodnicząca zarządu Gražina Dremaitė podpisali porozumienie mające przyczynić się do zachowania wspólnego dziedzictwa kulturowego, by razem realizować program renowacji grobów osób pochowanych na Cmentarzu Bernardyńskim. Podkreślmy raz jeszcze jedno — wspólne dziedzictwo.

Girl in a jacket

Przy wejściu na cmentarz widnieje tablica pamiątkowa świadcząca, że to miejsce odwiedzili prezydenci Polski i Litwy Aleksander Kwaśniewski i Valdas Adamkus. Na niej to są takie słowa: Non omnis moriar (Nie wszystek umarłem), nazwiska prezydentów i AD 2005. Zdawać by się mogło, że tylko ten fakt powinien być zwrotny w wyglądzie tego zaniedbanego i prawie zapomnianego cmentarza należącego do dziedzictwa kulturowego Europy.

Wypada skonstatować z ogromnym żalem, że owszem, stał się zwrotnym, ale w bardzo negatywnym znaczeniu. Gdyż pół roku po tym fakcie w jednej z odnowionych, pustych nisz kolumbariów zjawiło się pierwsze nazwisko pochowanego tu zmarłego.  Było wówczas mnóstwo rozmów telefonicznych, szereg wywiadów z ludźmi, którzy z racji na pełniące stanowiska mają dbać o takie nekropolie. Na Litwie i w Polsce. Wszyscy specjaliści byli wręcz oburzeni takim stanem rzeczy. Zdawać by się mogło, że logika, rozsądek, a nawet same człowieczeństwo — zwyciężyły, że był to nieprzemyślany przypadek, że takie fakty więcej się nie powtórzą.

Ścichło na prawie trzy lata. I znów analogiczny sygnał: „Pomóżcie. Kolejny raz niszczona jest historia. Kolejny raz zapisywane są nowe o zupełnie innej treści stronice. Ścierana jest pamięć o ludziach tu pogrzebanych, pojawiają się nowe nazwiska”.

Następuje analogiczna wyprawa na ten sam cmentarz. Na to samo miejsce. Do tychże katakumb. To tu obok pochowanego Valdasa Herkusa Neimantasa pojawiło się jeszcze jedno nazwisko — zamordowanego wileńskiego dziennikarza Viktorasa Kapočiusa.

W danym wypadku nie chodzi nam o nazwiska ludzi nawet najbardziej zasłużonych, ale o to, by zamiast „wpuszczać” do nisz nowych „lokatorów”, w jakikolwiek sposób upamiętnić pamięć ludzi, którzy tu przed laty znaleźli spoczynek. Ludzi chyba nie mniej zasłużonych dla Wilna, niż współcześni.

Wtedy to, a konkretnie w lutym 2008 roku, uzyskaliśmy od Audronė Vyšniauskienė, inspektora Departamentu do Spraw Ochrony Zabytków Litwy oraz Gražiny Dremaitė zapewnienie, że dawne nazwiska należałoby też upamiętnić , to znaczy wybić je na odpowiedniej tablicy i tu ją umocować.

Tablicy ani duchu, a nowy pochówek (już trzeci) przed kilkoma dniami się odbył.

Temat ten pozostawiamy otwarty, sądząc, że powinien on zainteresować nie tylko czytelników naszego pisma, ale najwyższe instytucje. W tym w Polsce, przypominając, że to ona daje na ten cmentarz ogromne pieniądze (o czym pisaliśmy również). Czyżby po to, by zacierać polskie na nim ślady na tym najstarszym, sięgającym jeszcze XV w. cmentarzu wileńskim?