Merowi Wilna grozi interpelacja


Mer Wilna Vilius Navickas popadł w niełaskę opozycyjnej frakcji partii „Porządek i Sprawiedliwość”, która zabrała się do przygotowania interpelacji. Wczoraj rozpoczęto zbieranie podpisów radnych pod tekstem wotum nieufności wobec Viliusa Navickasa.

Do wniesienia sprawy interpelacji pod obrady Rady samorządu Wilna potrzeba 17 podpisów radnych. Starosta frakcji „Porządek i Sprawiedliwość” Gediminas Rudžionis w rozmowie z „Kurierem” zapewnia, że pod interpelacją podpisze się co najmniej 18 radnych.

Girl in a jacket

— Mamy wspólne stanowisko trzech frakcji, więc do wniesienia interpelacji pod obrady głosów na pewno nie zabraknie. Naszą inicjatywę popierają frakcje Akcji Wyborczej Polaków na Litwie oraz partii „Frontas” — mówi nam Gediminas Rudžionis.

Wśród głównych zarzutów, jakie wymienia pod adresem mera radny Gediminas Rudžionis, są protekcjonizm poszczególnych grup interesów, zaniedbania w zarządzaniu miasta oraz zniewaga wartości chrześcijańskich jak też ogólnoludzkich.

— Mer, jako osoba wywodząca się z branży budowlanej, otwarcie służy interesom tego sektora, zwalniając spółki budowlane z podatku od nieruchomości, gdy tymczasem budżet miasta jest zadłużony na setki milionów litów. Wyraźne jest również protegowanie interesów grupy „Rubicon” przy absolutnej ignorancji potrzeb miasta i jego mieszkańców — wyjaśnia nam Gediminas Rudžionis. Opozycja jest również niezadowolona, że mer zgodził się na paradę mniejszości homoseksualnej w Wilnie, która ma odbyć się w maju w okolicach Hali Widowiskowo Sportowej na prawym brzegu, tuż naprzeciwko Góry Gedymina.

— Nie jesteśmy przeciwko gejom, ale z przyzwolenia mera mają oni paradować przecież na miejscu byłego cmentarza żydowskiego i na tle symboli litewskiej państwowości, którymi są Góra Zamkowa i Katedra. Jest to sprzeczne z wartościami nie tylko chrześcijańskimi, ale też ogólnoludzkimi. Nie zamierzamy zwalczać gejów, czy zabraniać im paradowania, ale do tego celu musi być wyznaczone inne miejsce, które nie tworzyłoby super pozytywnego tła dla ich poglądów, czego nie da się uniknąć w przypadku parady u podnóży Góry Giedymina — mówi nam Gediminas Rudžionis. W sumie tekst interpelacji autorstwa frakcji „PiS” zawiera siedem zarzutów wobec mera. Nie jest to jednak ostateczna wersja interpelacji. Jak powiedział bowiem „Kurierowi” radny Akcji Wyborczej Polaków na Litwie Jarosław Kamiński, tekst ma być w najbliższym czasie zredagowany.

— Zachowanie i postawa mera daje powody do zorganizowania nie jednej interpelacji. Sama w sobie nie może jednak ona być celem, bo do wniesienia wotum nieufności wystarczy 17 podpisów i z tym raczej nie byłoby problemu, lecz żeby interpelacja powiodła się, to w sumie potrzeba ponad połowy głosów radnych, czyli co najmniej 26. Nad tym powinniśmy więc razem popracować, jak również nad samą treścią interpelacji, która powinna zawierać również nasze postulaty — powiedział nam radny Jarosław Kamiński. Wyjaśnił też, że postulaty te dotyczą problemów ogólnych, jak też uwzględniające interesy polskiej społeczności Wilna.

— Nie możemy pogodzić się z próbą zrobienia z samorządu spółki akcyjnej i planami wysprzedaży mienia samorządowego. Bulwersuje również to, że po dojściu do władzy konserwatystów zostały wstrzymane wszystkie programy inwestycyjne skierowane na renowację placówek oświatowych, co było priorytetem poprzedniej koalicji, która współtworzyliśmy. Niepokoi również zamiar obecnej koalicji uprawomocnienia nieprawnie zajętych czy zagrabionych parceli w mieście. Wydaje się, że nawet przy trudnej sytuacji finansowej miasta, obecna koalicja znajduje środki na przygotowanie planów tych parceli, gdy finansowanie planów parceli przeznaczonych do zwrotu, czy na rekompensaty z tytułu utraconego mienia jest faktycznie wstrzymane — wyjaśnia nam radny AWPL.

Przedstawiciele opozycji w rozmowie z „Kurierem” nie wykluczają możliwości, że propozycja odwołania mera znajdzie zwolenników również wśród partnerów koalicyjnych konserwatystów, jak też wśród samych konserwatystów.

— Konserwatyści nie mogą oczywiście otwarcie popierać nas, ale wielu z nich przyznaje, że wybór Viliusa Navickasa na mera było błędną decyzją, jaką dziś na pewno oni nie poparliby — zauważa radny Gediminas Rudžionis.

Tymczasem mer ani się przejmuje planami opozycji, określając je „zwyczajnym mąceniem wody”.