Garšva & Co. znowu atakują Polaków

Prezes „Vilniji”, Kazimieras Garšva (po prawej) apeluje do władz Sejmu o odebrania polskim samorządom Wileńszczyzny kompetencji w zakresie szkolnictwa i przekazaniu ich „lojalnej wobec władz” administracji naczelnika powiatu wileńskiego Fot. Marian Paluszkiewicz

„Proponujemy stworzyć warunki dla emigrantów do powrotu do Ojczyzny poprzez tworzenie miejsc pracy i umożliwienie im dzierżawienia ziemi na Wileńszczyźnie; uchwalić narodowy program integracji okupowanej w ciągu 20 lat Litwy Wschodniej (Wileńszczyzny — przyp. red.) oraz podpisać porozumienie partii parlamentarnych w sprawie realizacji tego programu“ — znany z antypolskich poglądów Kazimieras Garšva, prezes stowarzyszenia „Vilnija“, wespół z kilkoma przedstawicielami innych prawicowych organizacji znowu uderza w prawa polskiej mniejszości narodowej oraz wzywa władze Litwy do kolonizacji Wileńszczyzny przez zachęcanych do powrotu do kraju litewskich emigrantów.

Te oraz szereg podobnych postulatów zawiera rezolucja Konferencji kowieńskiego oddziału „Vilniji“, którą oprócz członków stowarzyszenia z prezesem na czele podpisało jeszcze kilka osób, w tym przedstawiciele Zrzeszenia Walczących o Wolność Litwy (Lietuvos laisvės kovotojų sąjunga) oraz Liga Młodych Konserwatystów, parapolitycznej przybudówki rządzącej partii konserwatystów Związku Ojczyzny – Litewscy Chrześcijańscy Demokraci.

Girl in a jacket

List z postulatami konferencji zatytułowany „Obchodząc 20-lecie odrodzenia Republiki Litewskiej” został przekazany przewodniczącej Sejmu Irenie Degutienė z partii konserwatywnej. Do tego listu został dołączony drugi list, również na temat „likwidacji szkód okupacji Litwy południowo-wschodniej”, ale znacznie obszerniejszy w swojej treści, niż list podpisany przez grupę uczestników Konferencji. W imieniu Konferencji kowieńskiego oddziału list został podpisany i asygnowany jedynie przez prezesa „Vilniji”. Aneks Garšvy do rezolucji Konferencji jest również zaadresowany do przewodniczącej Sejmu i zawiera 20 punktów, w których prezes „Vilniji” apeluje do Degutienė: „Z okazji obchodów rocznicowych umowy suwalskiej, 90. rocznicy bitew pod Giedrojciami i Szyrwintami żądamy usunąć skutki 20-letniej okupacji Wileńszczyzny dokonanej przez Polskę oraz wbrew Konstytucji Republiki Litewskiej i aktom prawnym nie tworzyć w Litwie południowo-wschodniej autonomii terytorialnej”.

Aneks też zawiera wskazówki dla Sejmu, w jaki sposób ma „usuwać skutki” okupacji oraz „jak ma nie dopuścić do powstania autonomii terytorialnej” na Wileńszczyźnie. W liście proponuje się nie dopuścić do uprawomocnienia języka polskiego na Wileńszczyźnie oraz w pisowni nazwisk; „za przykładem demokratycznych krajów” ujednolicić egzamin z języka państwowego, poddać atestacji dyrektorów szkół, nauczycieli historii i geografii, większość przedmiotów nauczać w języku litewskim; odebrać samorządom na Wileńszczyźnie funkcje w zakresie szkolnictwa i przekazać je Ministerstwu Oświaty i Nauki. List podpisany przez Garšvę zawiera też propozycję wprowadzenia 7-procentowego progu wyborczego; zachować na Wileńszczyźnie administrację naczelnika powiatu, która zdaniem autorów aneksu, jest lojalna wobec władz państwa litewskiego, przeciwnie niż „nie całkiem lojalne” administracje samorządów lokalnych w rejonie wileńskim i solecznickim.

Na koniec Garšva & Co. proponuje przewodniczącej Sejmu zwołać międzynarodową konferencję parlamentarzystów Litwy, Łotwy, Białorusi i Ukrainy, której celem byłaby „ocena skutków polskiej okupacji” ich krajów w 1920 roku.

Tymczasem, jak nam udało się dowiedzieć, niektórzy z sygnatariuszy rezolucji Konferencji nic nie wiedzieli o dołączonym przez Garšvę aneksie.

— Podpisałem ten list raczej jako osoba prywatna na prośbę znajomych spośród organizatorów spotkania. Nie wgłębiałem się w treść pisma. Byłem zaproszony na tę konferencję jako gość, ale to wyglądało na tyle niepoważnie, że nie myślałem, że ten list ma jakiekolwiek znaczenie, jak też nie wiedziałem o jakimkolwiek załączniku do listu — tłumaczy się prezes kowieńskiego oddziału Ligi Młodych Konserwatystów Egidijus Bagdonas. Dodaje też, że dziś na pewno nie podpisałby tego listu, gdyż jego treść wprowadza destrukcję w relacjach polsko-litewskich.

— Mieliśmy dyskusję w naszym gronie na temat relacji polsko-litewskich. Jesteśmy przekonani, że jakiekolwiek sprzeczności w tych relacjach godzą w interesy obydwu naszych państw, a wszystko na korzyść wschodniego sąsiada. Przecież kilka stuleci mieliśmy wspólną historię i nie było większych sporów między naszymi narodami. Dziś nad polskimi relacjami ciąży niestety pogląd rodem z krótkiej historii dwudziestolecia międzywojennego, który jest bliski starszemu pokoleniu „smetonowskiemu”. A przecież nie mamy o co sprzeczać się z Polakami, nawet o pisownię nazwisk, gdyż zarówno polski, jak i litewski alfabet jest oparty o alfabet łaciński, tylko mamy inne „kruczki”, jak mówi nasz kolega poseł Mantas Adomėnas — tłumaczy nam Egidijus Bagdonas. Zgadza się z opinią, że wiele problemów w relacjach wynika właśnie z braku relacji.

— Tu w Kownie nie mamy dużo przedstawicieli mniejszości narodowych, więc niewiele mamy kontaktów z nimi. Być może byłoby dobrze zainicjować takie spotkania. Ale przede wszystkim chyba najpierw sobie musimy uświadomić, o jakie relacje nam chodzi i na jakim podłożu chcemy je budować — czy na poglądach „smetonowców”, czy w oparciu o współczesne wartości — powiedział nam młody konserwatysta.