Ažubalis: „Prawa mniejszości narodowych na Litwie należy wyjaśniać szerzej

274

W wywiadzie dla BNS minister spraw zagranicznych Litwy Audronius Ažubalis powiedział, że jest dumny z możliwości stworzonych mniejszościom narodowym Litwy, stwierdzając jednocześnie, że niektóre wyłączne prawa nie sprzyjają ich integracji ze społeczeństwem Litwy.


BNS: W Polsce już są znani podstawowi kandydaci na stanowisko prezydenta. Czy zmiana polskiej elity politycznej wpłynie na stosunki z Litwą?
.

Ažubalis: Żywotne interesy Polski jako państwa, polityczne poglądy polskich liderów na rolę Polski w regionie, w moim przekonaniu, nie powinny znacznie się zmienić niezależnie od tego, kto zajmie najwyższe stanowiska. Mogą być detale, większe lub mniejsze kroki, rytuały, których jedna bądź druga strona może sobie życzyć. Ale sedno pozostanie.

BNS: Jaki wpływ na dwustronne stosunki litewsko-polskie wywierają poruszane kwestie sytuacji mniejszości narodowych?

Ažubalis: Uważam, że w każdym państwie kwestia mniejszości narodowych jest uzależniona od tradycji, historii, od ówczesnych działaczy politycznych, znajdujących się na arenie politycznej. Nie może to być bez wpływu i jest nieuniknione — w Europie nie brak podobnych przypadków.
Jestem dumny z tego, że nasze mniejszości narodowe mają prawo do nauki we własnym języku. W gruncie rzeczy jest to sprawa unikalna. I sądzę nawet, że ta unikalność wyrządza swego rodzaju niedźwiedzią przysługę. Nie sprzyja dostatecznej integracji ze społecznością. Na przykład młodzieniec, który przyjdzie z gimnazjum mniejszości narodowych, powinien dołożyć więcej starań, aby dorównać młodzieńcowi litewskiemu, który się uczył w gimnazjum litewskim.
Aczkolwiek jestem dumny, nie jest to w porządku wobec tego młodzieńca z mniejszości narodowej. Może trzeba spróbować jakoś to objaśnić. Sami oni powinni zrozumieć i zaaprobować, żeby na przykład geografia i historia były wykładane w języku litewskim. Przy tym język litewski byłby wykładany na takim samym poziomie jak i w szkołach litewskich. Nie sądzę, aby łatwo było trafić do przekonania w tej sprawie. Potrzebna jest praca wyjaśniająca. Swoją drogą, jeśli ludzie uczą się w szkole narodowej w tym języku, to być może zamierzają wyjechać.

BNS: Czy uważa Pan za słuszne zarzuty z powodu sytuacji mniejszości narodowych, wypowiedziane przez najwyższej rangi polityków polskich, włączając Pańskiego kolegę ministra spraw zagranicznych Sikorskiego?

Ažubalis: Na ostatnim spotkaniu z kolegą proponowałem właśnie, aby nie komentować wzajemnych wypowiedzi czy innych spraw. Odpowiedź była życzliwa, aczkolwiek powiedział, że mimo wszystko jesteśmy słyszani. Można spróbować odpowiedzieć jak najdyplomatyczniej. Jeśli są pytania, można podnieść słuchawkę i zatelefonować. Uważam, że taki kontakt jest racjonalniejszy niż komentowanie, co sądzę o jego poglądach, czy co on sądzi o moich.
Wszyscy dorastaliśmy we własnym określonym środowisku, które nieuchronnie wywierało wpływ na poglądy i przekonania Sikorskiego czy Ažubalisa. Nie byłoby mądrym uciekanie od tego. Niemądrym byłoby też uznawanie tego za barierę w rozwoju dwustronnych stosunków.

BNS: Mówiąc o środowisku, ma Pan na uwadze odmienne traktowanie historii?

Ažubalis: Jak najbardziej. Nasza przeszłość jest i związana, i różna. Historyk filozof mógłby wiele powiedzieć, napisać i objaśnić, poczynając późnym przyjęciem chrześcijaństwa i kończąc stanowiskiem wobec Wileńszczyzny. Historia niekiedy umieszcza sąsiada na takich półeczkach, że potrzeba wiele czasu na zbliżenie poglądów.
Mimo to nie brak mi zdrowego optymizmu, gdyż widzę, jak jest w Norwegii i Szwecji, czy w Szwecji i Finlandii. I tam było różnie.
Niektórzy sugerują, że polityk powinien być liderem i wskazywać drogę, podejmować wiążące decyzje. Jestem nieco innego zdania. Uważam, że zasięgnięcie opinii narodu, opinii partii — ponieważ wierzę w polityczny system partyjny — zawsze jest pomocne. Gdy się stwierdzi brak poparcia politycznego, należy dołożyć sporo wysiłku, aby przekonać do swojej idei bądź propozycji. Nie jest to łatwe. Idea warta jest tyle, ile się pracy w nią włoży. Jeśli wysiłku włożysz mało — jakoś dojdziemy, przegłosujemy — może sam nie bardzo wierzysz, może idea jest nieco sztuczna.

BNS: A czy sam Pan wierzy w ideę uprawomocnienia pisowni nazwisk nie tylko po litewsku, lecz i według innych zasad łacińskiego pisma?

Ažubalis: Dostrzegam w tym racjonalne ziarno, ale widzę też inną stronę. Widzę językoznawców, którzy mówią inaczej. Nie mogę pominąć patriarchy Zigmasa Zinkevičiusa. Uważam, że należy sprawę rozstrzygać powoli, dokładnie wyjaśnić, co chcemy osiągnąć. Argumentów zarówno z jednej, jak i drugiej strony jest wiele. Sugerują mnie, że jestem wytworem jakiegoś systemu. Być może. Ale w takim razie wszyscy w znacznym stopniu jesteśmy wytworem.
Należy wierzyć w to, za czym się głosuje. Nie widzę poparcia swoich wyborców. Nie sądzę, aby rozsądny polityk miał zamykać oczy przed wyborcami. Uważam, że do tej sprawy przywiązuje się niewspółmierną wagę.