Na Polach Grunwaldzkich jak przed 600 lat

301
W sobotę w piekielnym skwarze obchodzono 600 – lecie Bitwy pod Grunwaldem Fot. EPA-ELTA

„Wszyscy siadamy. Nic nie widać”. „Proszę usiąść”. „Niech pani w białym usiądzie” — te i podobne okrzyki rozbrzmiewały cały czas w ciągu całego widowiska historycznego.

W sobotę w piekielnym skwarze obchodzono 600 – lecie Bitwy pod Grunwaldem. Oficjalnie sobotnią inscenizację obejrzało 120 tysięcy osób. Nieoficjalnie mówiło się, że ich było znacznie więcej.

Z każdej strony było słychać mowę polską, rosyjską i litewską; na Grunwald przybyli również turyści z Niemiec, Ukrainy, Białorusi, widziano też kilku Koreańczyków. Przybysze z Litwy mieli oddzielny sektor. Tu swoje obozowisko rozbił także Klub Wileńskich Włóczęgów, który zorganizował w tym roku rowerową wyprawę. Grupa w składzie 9 Włóczęgów dotarła na miejsce w 5 dni i jak powiedział „Kurierowi” Rusłan Kostiukow, obecny prezes klubu, ze względu na upały podróż odbywała się od jeziora do jeziora.

— Jest to pierwszy tak duży rajd rowerowy, który zorganizował nasz klub i jest to bardzo dobre doświadczenie. Wiemy teraz, jakie są plusy i minusy — powiedział „Kurierowi” Rusłan Kostiukow. Podobną rowerową wyprawę zorganizował na Pola Grunwaldzkie ks. Dariusz Stańczyk.

Ludzie, którzy nie zajęli miejsc bliżej pola: prosili, błagali, a nawet grozili stojącym z przodu, aby im również „zezwolono” obejrzeć przedstawienie Fot. EPA-ELTA

„Wszyscy siadamy. Nic nie widać”. „Proszę usiąść”. „Niech pani w białym usiądzie” — te i podobne okrzyki rozbrzmiewały cały czas w ciągu całego widowiska historycznego. Ludzie, którzy nie zajęli miejsc bliżej pola: prosili, błagali, a nawet grozili stojącym z przodu, aby im również „zezwolono” obejrzeć przedstawienie. Raczej jednak z marnym skutkiem. Nad tłumem nie sposób było zapanować. Dlatego po krótkim czasie „walki na trybunach” część osób zrezygnowało z oglądania, zasilając pobliskie kawiarnie i bary. Nie był to najgłupszy pomysł. Z pewnością dla wielu zaoszczędził zbędnego spotkania z lekarzem. Karetki pogotowia co jakiś czas wywoziły miłośników słonecznej kąpieli. W tym kilku rycerzy, którzy zasłabli w trakcie „bitwy”. Uwzględniając fakt, że zbroja waży kilkadziesiąt kilogramów, nie ma w tym nic dziwnego. Sami uczestnicy wyznawali, że przejście z obozu rycerskiego na pole bitwy, było wyjątkowo wyczerpujące.

Rycerze spisali się na medal. Widowisko, które trwało godzinę, przebiegło bez większych zakłóceń. 2 tysięcy rycerzy z całej Europy, w pełnym uzbrojeniu, nie patrząc na piekielny skwar (niektórzy specjaliści twierdzą, że warunki klimatyczne w 1410 roku były podobne do tych z 2010), przypomnieli zebranym, w jaki sposób przed 600 laty wspólne wojsko polsko – litewskie pokonało Krzyżaków.

Tylko organizatorom można wysunąć kilka poważnych zarzutów.

Po pierwsze, to korki, które ciągnęły się przez 30 kilometrów. Ci, którzy pierwsi pojawili się na Polu Grunwaldzkim jeszcze przed tygodniem, mieli problemy z dotarciem na czas. Wyjechać z imprezy, to też był problem. Po drugie, woda. Tu nie mówię nawet o prysznicach. Na dużych imprezach zawsze jest ten sam problem, że chętnych jest więcej niż kabinek. Podobnie jak z cenami, zawsze są wyższe od średniej krajowej. Przykładowo tu piwo o objętości 0,4 litra kosztowało 6 złotych, obiad był w granicach od 10 do 40 złotych. Problemy były również z wodą pitną. Ten, kto nie zadbał o większą ilość wody dla siebie, później miał problemy z jej kupieniem. Okoliczni mieszkańcy sprzedawali później spragnionym turystom szklankę „kranówy” za jednego złotego. Po trzecie, problemy z oglądaniem samego widowiska. Organizatorzy na przyszłość muszą zadbać o większą ilość ekranów, które transmitowałyby widowisko na żywo. Ci, którzy byli na wcześniejszych inscenizacjach, twierdzą, że problemów było znacznie mniej. Jednak, jak przyznają, było to raczej spowodowane mniejszą liczbą odwiedzających niż lepszą organizacją. — Byłem tutaj pięć lat temu. Wtedy siedziałem przy samym polu. Dało się więcej obejrzeć. Dlatego dzisiaj nie było tak żal, że wszystkiego nie zobaczyłem — podzielił się z „Kurierem” Romuald Sieniuć, nauczyciel historii oraz członek Klubu Wileńskich Włóczęgów.

2 tysięcy rycerzy z całej Europy przypomnieli zebranym, w jaki sposób przed 600 laty wspólne wojsko polsko – litewskie pokonało Krzyżaków Fot. EPA-ELTA

Zadowolony z wyjazdu jest również Aleksander Kisielewski kolejny turysta z Litwy. Aleksandrowi najbardziej przypadły do gustu turnieje rycerskie, które urządzano wieczorami w obozowisku. — To bardzo fajnie, że ludzie mają takie hobby. Bo to naprawdę wymaga od człowieka dużego wysiłku zarówno fizycznego, jak też finansowego i czasowego — powiedział „Kurierowi” Aleksander Kisielewski. Poza turniejami i samą inscenizacją organizatorzy zadbali o mnóstwo rozrywek. Chętni mogli spróbować strzelania z łuków lub poczęstować się kuchniami z różnych krajów i okresów. Odbywały się koncerty muzyki dawnej oraz zwykłe dyskoteki.

W sobotę wieczorem odbył się koncert legendy polskiego rocka zespołu Armia. Armia jest jednym z najbardziej bezkompromisowych i oryginalnych zespołów na polskiej scenie rockowej, który łączy ciężkie granie z chrześcijańskim przekazem. Zespół specjalnie na tę okazję skomponował piosenkę „Jeszcze raz, jeszcze dziś”. Tomasz Budzyński, lider zespołu, stwierdził, że napisanie piosenki patriotycznej jest wyzwaniem dla twórcy.

— Mamy już jedną pieśń, którą napisał Nowowiejski z Konopnicką, więc poprzeczka została wysoko postawiona — stwierdził w jednym z wywiadów Tomasz Budzyński.