Walka o polskie słowo toczy się w sądzie

Walka o tabliczki z litewsko-polskimi nadpisami toczy się w sądzie Fot. Marian Paluszkiewicz

Ani dyrektor nowej zajezdni autobusowej rejonu wileńskiego Dariusz Gasperowicz, ani dyrektor firmy przewozowej „Irzimas” Zygmunt Marcinkiewicz, umieszczając na swoich autobusach dwujęzyczne litewsko-polskie tabliczki z nazwami tras, na pewno nie podejrzewali, że z tego powodu zostaną uwikłane w procesy sądowe. Państwowa Inspekcja Językowa, nałożyła grzywny na  dyrektorów tych firm.

Żaden z dyrektorów nie zamierza płacić kary ani też zamieniać dwujęzyczne litewsko-polskie tabliczki na litewskie. Toteż cała sprawa toczy się teraz w Wileńskim Okręgowym Sądzie Administracyjnym, w którym w środę były rozpatrywane pozwy o zaprzeczenie wyroków Państwowej Inspekcji Językowej dla Dariusza Gasperowicza oraz Zygmunta Marcinkiewicza.

Sprawę rozpatrywała sędzia Violeta Balčytienė. Interesy Gasperowicza oraz Marcinkiewicza przedstawiał adwokat Marius Navickas. Udowadniał on, że same ustawy nie zabraniają użycia języka niepaństwowego w napisach. „Karę administracyjną nakłada właśnie nieużycie języka państwowego. Ustawa nie mówi, że w nazwie nie może być użyty jeszcze jakiś inny język oprócz litewskiego. W danych wypadkach widzimy, że na tabliczkach wyraźnie są napisane nazwy po litewsku i tylko w dole — po polsku. Nigdzie nie jest powiedziane, że napisy powinny być „jedynie” w języku litewskim” — dowodził obrońca wnioskodawców.

Girl in a jacket

Jednak Inspekcja Języka Państwowego interpretuje tę samą ustawę całkiem inaczej, więc jej przedstawiciel stwierdził, że brak słówka „jedynie” nie zwalnia z obowiązku drukowania napisów tylko w języku litewskim.

Marius Navickas przekazał także sądowi dokumenty, udowadniające, że praktyka używania języka niepaństwowego w napisach na Litwie jest bardzo rozpowszechniona, szczególnie w nazwach internetowych: litrail.lt (strona transportu kolejowego RL), cust.lt (strona urzędu celnego RL), a także president.lt (prezydent RL). Przedstawiciel Inspekcji Językowej odpowiedział na to, że Inspekcja nie otrzymała skarg z powodu nielitewskich nazw witryn internetowych. „I w ogóle internet jest zbyt nowym zjawiskiem, więc stare akty prawne go nie dotyczą. Dlatego na razie nie ma powodów do zarzutów” — mówił przedstawiciel pozwanej strony.

Następnie adwokat dodał, że przykłady użycia języka angielskiego, niemieckiego i francuskiego w nazwach sam przekazał dla Inspekcji, lecz dotychczas nie ma wiadomości, czy były one rozpatrywane. Z tego powodu adwokat podejrzewa Inspekcję w dyskryminacji języka polskiego. Przedstawiciel Inspekcji Języka Urzędowego powiedział, że  nie miał informacji o rozpatrywaniu tych przykładów, lecz twierdził, że na pewno przebiegają w ustalonym trybie.

Mecenas Marius Navickas nie śpieszy z prognozami, na czym skończy się ta sprawa. „Nigdy nie jest możliwe przewidzieć, jaki będzie wyrok. Czasami ludzie zbyt wcześnie cieszą się z wygranej, a potem bywają bardzo zaskoczeni. Zaczekajmy dziesięć dni, a potem róbmy wnioski” — powiedział „Kurierowi” adwokat.

Co stanie się ze słowem polskim, wydrukowanym na podwójnych litewsko-polskich tabliczkach, dowiemy się 25 października, gdy sąd administracyjny pierwszej instancji ogłosi wyrok.