Kolejny, „ostateczny” zwrot ziemi na Wileńszczyźnie

Na wzór swoich poprzedników, premiera Andrius Kubilius złożył obietnicę, że trwający od 20 lat zwrot ziemi na Wileńszczyźnie zostanie zakończony jeszcze za jego kadencji. Nie wiadomo tylko, czy na pewno za jego obecnej kadencji? Fot. Marian Paluszkiewicz
Na wzór swoich poprzedników, premiera Andrius Kubilius złożył obietnicę, że trwający od 20 lat zwrot ziemi na Wileńszczyźnie zostanie zakończony jeszcze za jego kadencji. Nie wiadomo tylko, czy na pewno za jego obecnej kadencji? Fot. Marian Paluszkiewicz

Ziemia prawowitym właścicielom na Wileńszczyźnie ma być zwrócona do końca 2013 roku. Kolejny rząd, kolejny raz, wyznaczył kolejny „ostateczny” termin zwrotu zagrabionej przez sowietów ojcowizny jej właścicielom na Wileńszczyźnie.

Jak wynika z opracowanego przez Narodową Służbę Ziemską planu zwrotu ziemi, w kolejnych dwóch latach w rejonie wileńskim ziemia zostanie zwrócona w naturze w miejscu byłej własności. W następnym zaś — 2013 roku, zostanie zwrócona ziemia według wniosków o przeniesienie do rejonu wileńskiego własności posiadanej w innych rejonach Litwy. W tym tygodniu rząd zatwierdził plan Narodowej Służby Ziemskiej.

Girl in a jacket

Właściciele ziemi na Wileńszczyźnie, już od 20 lat ubiegający się o zwrot ojcowizny, rządowy plan przyjęli bez wyraźnego optymizmu, gdyż nie pierwszy rząd i nie pierwszy raz obiecał zakończyć proces reprywatyzacji w określonym terminie. Tym bardziej nie wierzą w szczerość premiera Andriusa Kubiliusa, który rzekomo niedawno dowiedział się i zdziwił, że w rejonie wileńskim zwrócono ziemie tylko dla 80 proc. ubiegających się, gdy tymczasem na Litwie proces ten jest zakończony w 98-99 procentach, a w niektórych rejonach także w 100 procentach.

Zostawiając na boku ocenę szczerości premiera, sekretarz Rady samorządu rejonu wileńskiego Renata Cytacka zauważa w rozmowie z „Kurierem”, że podane premierowi liczby też nie są dokładne.

— Do tych 80 procent zaliczani są właściciele, którzy przenieśli ziemię do rejonu z innych rejonów, czy też mieszkańcy, którzy otrzymali tylko część swojej ojcowizny. W rzeczy samej odsetek byłych właścicieli ziemi w rejonie, którym zwrócono ojcowiznę, nie przekracza 50 proc. — wyjaśnia nam Renata Cytacka. Cieszy ją natomiast poruszenie sprawy zwrotu ziemi na górze, ale jak zaznacza, sprawa ulegnie zmianie, jeśli podobne poruszenie będzie też na dole, czyli w urzędach, które praktycznie odpowiadają za zwrot ziemi.

— Niestety, tu na razie bez większych zmian — zaznacza Cytacka.

Przedstawiciele Narodowej Służby Ziemskiej przyznają, że są problemy zarówno techniczne, jak i merytoryczne, ale zapewniają, że plan zwrotu ziemi w rejonie wileńskim jest do wykonania w wyznaczonym terminie, gdyż przed jego sporządzeniem przeprowadzono analizę sytuacji oraz możliwości Służby.

— Dlatego przyjęliśmy zobowiązania na miarę naszych sił. A więc, jeśli chodzi o finansowanie prac, to tu mamy najmniejsze obawy, gdyż ze strony rządu mamy pełne zrozumienie sytuacji. Z planowanych asygnacji na przyszły rok planujemy przeznaczyć najwięcej środków właśnie na finansowanie prac w rejonie wileńskim, gdzie proces zwrotu ziemi najbardziej jest opóźniony w porównaniu z pozostałymi rejonami — tłumaczy Algis Bagdonas, dyrektor Departamentu Regulacji Rolnej Narodowej Służby Ziemskiej. Jego zdaniem podstawowym problemem jest skompletowanie kadry rejonowego wydziału regulacji rolnej. Kolejny problem, zdaniem Bagdonasa, to brak mierniczych.

— Już dziś wiemy, że nie wystarczy nam tych sił, jakimi dysponujemy, będziemy więc musieli zatrudniać nowe osoby — wyjaśnia dyrektor departamentu.

Zdaniem przedstawiciela Służby, równolegle z przygotowaniem się do realizacji planu zakończenia zwrotu ziemi w rejonie wileńskim nadal trwa proces przejmowania funkcji po zlikwidowanej od 1 lipca administracji naczelnika powiatu, która pozostawiła po sobie wiele niedokończonych spraw i prac.

— Problem jest poważny, głównie z dokumentami archiwalnymi — podkreśla Renata Cytacka. Jak mówi, po inwentaryzacji dokumentacji po powiatowej administracji znaleziono około 200 podań byłych właścicieli ziemi o zwrot ojcowizny, które nigdzie nie były zarejestrowane. Dziś nie bardzo wiadomo, co z tymi podaniami zrobić, gdyż brakuje jakiejkolwiek dalszej dokumentacji, a tymczasem osoby, które je złożyły, czekają w dobrej wierze na zwrot ojcowizny, być może, po kilkanaście lat.

Dyrektor Bagdonas przyznaje, że po powiecie pozostał pewien bałagan w dokumentacji, z jakim Służba chce jak najszybciej się uporać.

— Dla przykładu, otrzymaliśmy w spadku około 5 tys. spraw, dla których brakowało pomiarów geodezyjnych. Przyjęliśmy, że musimy jak najszybciej naprawić ten ubytek, żeby można było kontynuować zwrot ziemi dla tych tysięcy osób — mówi nam Algis Bagdonas.

Według ustaleń Służby, do dziś na zwrot ojcowizny w rejonie wileńskim czeka 7 600 byłych właścicieli. Do tego dochodzi też lista osób przenoszących swoją nieruchomość do rejonu.

— W pierwszej kolejności będą jednak załatwiane sprawy zwrotu ziemi w naturze dla byłych właścicieli. Tam, gdzie ten proces trwa, albo niebawem zostanie zakończony, to będzie kontynuowany zwrot ziemi na podstawie tzw. wniosków o przeniesienie — tłumaczy Bagdonas.