Dwie rzeczywistości obecnych litewsko-polskich relacji

213
Wiceminister spraw zagranicznych Litwy Egidijus Meilūnas Fot. Marian Paluszkiewicz

W ubiegłą niedzielę, w Warszawie, miało miejsce czterostronne spotkanie premierów Polski, Litwy Łotwy i Estonii.

W ramach (czy też na marginesie?) tego szczytu osobno spotkali się premierzy Litwy i Polski, Andrius Kubilius i Donald Tusk. W spotkaniu uczestniczyli również minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oraz wiceminister spraw zagranicznych Litwy, a do niedawna ambasador Litwy w Polsce Egidijus Meilūnas.

We czwórkę premierzy Donald Tusk, Andrius Kubilius, Valdis Dombrovskis i Adrus Ansip rozmawiali o wspólnych przedsięwzięciach energetycznych w regionie bałtyckim oraz perspektywie finansowej Unii Europejskiej. Szefowie rządów podkreślili, że podejmują wspólne działania na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego w regionie. Zaznaczyli, że mają one ogromne znaczenie nie tylko dla krajów bałtyckich, ale całej Unii Europejskiej. Szefowie rządów podkreślili dotychczasową udaną współpracę państw bałtyckich.


Tymczasem, co było tematem spotkania premierów Polski i Litwy, które trwało znacznie dłużej, niż pierwotnie planowano, zapytaliśmy wiceministra Egidijusa Meilūnasa.

Polska jest naszym bliskim partnerem i sąsiadem. Liderzy naszych krajów często spotykają się, żeby omówić ważne sprawy. Toteż takie spotkania są naturalną rzeczą w praktyce dwustronnych relacji sąsiednich państw. Chcę tu też podkreślić ostatnią wizytę w Polsce prezydent Litwy Dali Grybauskaitė, która uczestniczyła w obchodach Święta Niepodległości Polski 11 Listopada. Jest to wyjątkowy w skali europejskiej przykład dwustronnych relacji, kiedy przywódca jednego państwa tradycyjnie uczestniczy w obchodach święta niepodległości sąsiedniego kraju. Ta tradycja, kiedy prezydent Polski uczestniczy w uroczystościach 16 Lutego, a prezydent Litwy w obchodach 11 Listopada ciągnie się już od kilku lat. Toteż, w tym kontekście, w ubiegłą niedzielę, po spotkaniu premierów krajów bałtyckich i Polski, odbyło się też dwustronne spotkanie premierów Polski i Litwy.

I co premierzy dopowiedzieli sobie w cztery oczy, a raczej w cztery pary oczu, bo w tym spotkaniu uczestniczył też minister Radosław Sikorski i Pan, Panie Ministrze?

Było kilka bloków tematycznych, które zostały omówione. Rozmawialiśmy o wspólnych dla regionu bałtyckiego projektach energetycznych, o perspektywie Wisagińskiej Elektrowni Atomowej, o realizacji projektu LITPOL LINK, aczkolwiek ten most energetyczny jest realizowany przez Polskę i Litwę, niemniej ma on też duże znaczenie dla całego regionu bałtyckiego.  Rozmawialiśmy też o problemach Orlenu oraz o sprawach mniejszości narodowych, jak też o perspektywie realizacji wspólnych projektów w dziedzinie historii i kultury.

Z wymienionych tematów bodajże najostrzej w relacjach dwustronnych stoi sprawa Orlenu oraz praw mniejszości narodowych. I chociaż zarówno premier Andrius Kubilius, jak też prezydent Dalia Grybauskaitė mówią, że nie ma tu żadnych problemów, jednak w opinii publicznej są one obecnie stale podnoszone?

Otóż to. Jak słusznie Pan zauważył, mamy do czynienia z rzeczywistością prawdziwą i tzw. hiperrzeczywistością, którą formują media. Tak jest właśnie w przypadku relacji litewsko-polskich, bo to, co piszą media o litewsko-polskich relacjach, że mamy w nich do czynienia z kryzysem, śmiem twierdzić, że w 90 procentach nie odpowiada rzeczywistości, bo ani premier Kubilius, ani minister Ažubalis — my nie dostrzegamy żadnego kryzysu. Chcę zauważyć też, że gdy patrzymy na nasze relacje z perspektywy ostatnich 20 lat, to często zapominamy o tym, co ważnego udało się nam osiągnąć. Otóż pamięcią, zawsze wracam do początku lat 90., kiedy dzieliła nas kolczasta granica, gdy połączenie lotnicze między Wilnem a Warszawa odbywało się przez Moskwę, zaś kolejowe przez Białoruś, a na jedynym wtedy przejściu granicznym stały kilometrowe kolejki. Dziś granica już nas nie dzieli, jest wolny ruch, wymiana handlowa, współpraca, więc, o jakim kryzysie można tu mówić. Nawet wracając do spraw polskiej mniejszości na Litwie — jak mówi litewskie przysłowie „Bądźmy biedni, ale sprawiedliwi”, toteż polska wspólnota na Litwie, w porównaniu z Polakami w innych krajach, ma jedne z najlepszych warunków, podobnie też Litwini w Polsce mają zapewnione prawa, aczkolwiek i Polacy na Litwie i Litwini w Polsce mają jeszcze pewne problemy.

Ale spotkaliście się w wąskim gronie nie po to, żeby pocieszać się, że nie ma granic i że handel idzie na całego. Rozmawialiście jednak o problemach, których być może Pan i Pana przełożony nie widzą, ale zostały one zawarte chociażby w słynnym oświadczeniu ministra Radosława Sikorskiego, który powiedział, że nie pojedzie do Wilna, zanim władze litewskie nie rozwiążą problemy polskiej mniejszości. „W sposób niedyplomatyczny”, jak to określono na Litwie, problemy te z kolei wyłuszczył niedawno wiceminister MSZ Jan Borkowski w swoim sprawozdaniu złożonym w Sejmie Polski? Więc, czy na zakończenie niedzielnego spotkania w Warszawie doszliście wspólnych wniosków?

Zdaniem wiceministra polska wspólnota na Litwie, w porównaniu z Polakami w innych krajach, ma jedne z najlepszych warunków... Fot. Marian Paluszkiewicz

Nie będę komentował wypowiedzi ministra i wiceministra sąsiedniego państwa, bo nie byłoby to w dobrym tonie dyplomatycznym. Z doświadczenia i szczerze po ludzku mogę powiedzieć, że niewiele jest tematów, w których się różnimy, jednak różnice te często wynikają z odmiennej interpretacji faktów. Otóż niektórzy polscy politycy zarzucają, że w zakresie pisowni nazwisk litewskie prawo jest sprzeczne z europejskim standardami. Ale nie ma czegoś takiego jak europejski standard pisowni nazwisk. Akta prawne Rady Europy w tym zakresie mówią natomiast, że każde państwo ma suwerenne prawo decydować o pisowni nazwisk przedstawicieli swoich mniejszości narodowych. Taka jest różnica w interpretacji i teraz my z niecierpliwością czekamy na orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie pani Wardyn, ponieważ decyzja Trybunału będzie miała kluczowe znaczenie w sprawie pisowni nazwisk.

Podczas spotkania premierów były też poruszone sprawy oświaty. Na ten temat, wydaje mi się, polskim kolegom często brakuje rzetelnej informacji. Zwróciliśmy uwagę polskiego premiera na jeden fakt, że poza granicami Polski, gdzie mieszka 10 mln Polaków — operowaliśmy tu polskimi danymi statystycznymi — działa 170 polskich szkół i około 100 z tych szkół działa na Litwie, gdzie mieszka tylko ćwierć miliona Polaków… Jest to wymowny fakt i trudno tego nie zauważyć. Zresztą ten sam wiceminister Borkowski przed kilku laty w swoim sprawozdaniu podkreślał, że w porównaniu z innymi krajami, Polacy na Litwie mają jedne z najlepszych warunków w dziedzinie oświaty.

Niemniej jednak w oświacie polskiej na Litwie, jak i litewskiej w Polsce nie jest idealnie i są problemy. Dla litewskich szkół w Polsce to przede wszystkim problem z podręcznikami, bo tam nawet języka ojczystego dzieci uczą się podręcznika po polsku. Nie znam dokładnie sytuacji w polskich szkołach na Litwie, ale przypuszczam, że i tu są problemy z podręcznikami. Tak więc, pewne problemy są.

Podczas spotkania premierów pojawił się pomysł, żeby nie tylko politycy i dyplomaci rozmawiali i dyskutowali, ale też intelektualiści, przedstawiciele kultury, którzy mogliby spojrzeć na perspektywę kilkunastu, kilkudziesięciu lat rozwoju litewsko-polskich relacji.

Ale historycy, przedstawiciele kultury nie mają problemów komunikacyjnych i wspaniale dogadują się, o czym świadczą chociażby wspólne ich projekty. Historycy nawet zasiedli do pisania wspólnej historii. Tymczasem to właśnie politycy, wydaje się, nie mają dla siebie wzajemnego zrozumienia?

— Nie zgodzę się, że politycy nie potrafią rozmawiać. Też wspaniale się rozumieją jak chociażby premierzy Donald Tusk i Andrius Kubilius. Ich rozmowa, która początkowo zaplanowana była na pół godziny trwała półtorej, była otwarta i szczera. Zdradzę tu być może pewną tajemnicę, ale premierzy zwracają się do siebie po przyjacielsku na „Ty”.

Nic dziwnego, bo relacje na najwyższym poziomie zawsze były dobre, ale mówmy o politykach, którzy robią politykę, a nie o rządzie, który tę politykę realizuje. Być może premierzy i mówili do siebie na „Ty”, ale wydaje się to nie premier Kubilius i nie Pan robicie politykę, tylko ci, którzy nadają jej ton. Więc pytam o możliwości, żeby właśnie ci politycy spotkali się i porozmawiali szczerze i otwarcie?

Wiceminister Meilūnas uważa, że polsko-litewskie relacje kształtują dwie rzeczywistości — rzeczywistość prawdziwa formowana na najwyższym szczeblu oraz hiperrzeczywistość inspirowana, która, zdaniem wiceministra, nie ma nic do rzeczy… Czyżby? Fot. Marian Paluszkiewicz

— Cóż, ciekawy pomysł. Być może warto go nagłośnić i być może ci politycy posłużą się nim. Nie zgadzam się jednak, że to oni robią politykę w naszych relacjach z Polską. Żyjemy w wolnym świecie, ludzie mówią i mają do tego pełne prawo. Jedni mają bardziej radykalne pomysły i być może głośniej o tym mówią, więc są bardziej słyszalni. Niektórzy politycy tworzą właśnie hiperrzeczywistość, tymczasem prawdziwą rzeczywistość tworzą premierzy.

Inna rzecz, że czasami, jak to trafnie ujął premier Donald Tusk, chce się nam szybko rozwiązać problemy, ale jak zauważył, niektóre sprawy na rozwiązanie potrzebują dziesięcioleci. Toteż potrzeba nam też czasu, a być może niektóre sprawy zdezaktualizują się same.

A wracając do spraw mniejszości narodowych, to gdy niektórzy mówią, że na Zachodzie mniejszości narodowe mają znacznie lepiej, to nie zauważają faktu, że tam społeczności na ogół mają lepiej. Musimy więc dążyć w tym kierunku — i kiedy Polska i Litwa osiągną ten poziom, to i nasze mniejszości narodowe będą miały lepsze warunki.

Czyli nieprędko?

— Mam nadzieje, że niedługo, bo czas szybko płynie. Przed dwudziestu laty mieliśmy zupełnie inną sytuację i wydaje się, że było to zupełnie niedawno. Jeszcze dziś, przekraczając granicę, ręką odruchowo sięgam po paszport, ale nie jest on potrzebny. Wcześniej dzielił nas drut kolczasty wzdłuż granicy, dziś łączy nas drut elektryczny przez granicę. Jest to wymowny symbol naszych relacji.

Spotkanie premierów chyba nie było jednak tylko symbolicznym i zakończyło się czymś konkretnym?

— Owszem, uzgodniono kilka konkretnych spraw. Przede wszystkim wstępnie na luty zaplanowano spotkanie ministrów oświaty, bo ostatni raz takie spotkanie miało miejsce przed kilku laty. Ministrowie spotkają się najpierw w Puńsku, gdzie zapoznają się z sytuacją w szkolnictwie litewskim w Polsce, a potem odwiedzą polskie placówki na Litwie.
Na przyszły rok planowane jest też spotkanie premierów krajów bałtyckich i Polski w Wilnie. Odbędzie się ono przed posiedzeniem Rady Europy, na którym będą rozstrzygane kwestie energetyczne. Premierzy mają więc wypracować wspólne stanowisko w tym zakresie.

No i oczywiście dyplomacja — będziemy kontynuowali naszą współpracę i nasze spotkania.

A jednak możemy spodziewać się ministra Sikorskiego w Wilnie?

— Minister Sikorski ma nasze zaproszenie i zawsze będzie mile widziany w Wilnie. Jedno z litewskich wydawnictw właśnie niedawno wydało książkę Pana Ministra, w której opisuje on swoją pracę dziennikarza w Afganistanie podczas wojny. Być może będzie mógł osobiście zaprezentować swoją książkę litewskiemu czytelnikowi.

Czyli minister nie obiecał przyjechać?

— Nie było to tematem spotkania premierów.


Rozmawiał Stanisław Tarasiewicz