Paksas — polityczny feniks?

147
Impeachment wobec prezydenta Rolandasa Paksasa wyraźnie podzielił społeczeństwo na zagorzałych jego zwolenników i równie zagorzałych przeciwników. Fot. Marian Paluszkiewicz
Impeachment wobec prezydenta Rolandasa Paksasa wyraźnie podzielił społeczeństwo na zagorzałych jego zwolenników i równie zagorzałych przeciwników. Fot. Marian Paluszkiewicz

„Wiadomości o mojej śmierci były mocno przesadzone” — w ten sposób, dodając jedynie, że chodzi o „śmierć polityczną”, Rolandas Paksas mógł wczoraj komentować decyzję Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, która przywraca Paksasowi bierne prawo wyborcze. Tego prawa został on pozbawiony w 2004 r. przez Sejm, który też, w drodze impeachmentu, usunął Paksasa z urzędu prezydenta. Podstawą do decyzji Sejmu było orzeczenie Sądu Konstytucyjnego, że Rolandas Paksas złamał przysięgę konstytucyjną.

Właśnie o „politycznym trupie” Paksasa krzyczały wtedy transparenty na wielotysięcznych wiecach zwolenników impeachmentu. Europejski Trybunał Praw Człowieka wczoraj nie oceniał decyzji w sprawie impeachmentu, orzekł jedynie, że Litwa naruszyła zasady Konwencji Praw Człowieka stosując wobec byłego prezydenta karę niewspółmierną winie. W opinii litewskich prawników i konstytucjonalistów, jakie pojawiły się wczoraj zaraz po wiadomościach ze Strasburga, decyzja Trybunału oznacza, że Rolandas Paksas może znowu ubiegać się o stanowisko polityczne uwarunkowane przysięgą — posła czy prezydenta. Nie przywraca ona jednak Paksasowi prawa do powrotu na urząd prezydenta, ani też nie decyduje w sprawie jego ponownego kandydowania na ten urząd.

Sam Rolandas Paksas wczoraj był lakoniczny w swoich ocenach decyzji Trybunału i prawie nic nie powiedział o konsekwencjach orzeczenia Trybunału dla jego przyszłych planów politycznych.

— Prawem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu dziś na Litwie odbudowano sponiewieraną sprawiedliwość. Upadł antykonstytucyjny spisek z okresu lat 2003-2004. Kończą się lata zawieruchy i ciemności — powiedział Rolandas Paksas komentując wczoraj na zwołanej konferencji prasowej orzeczenie Trybunału w Strasburgu.

Zapytany o dalsze plany polityczne po decyzji Trybunału, były prezydent dyplomatycznie powiedział, że najpierw musi przestudiować orzeczenie sądu. Dodał jednak, że jako lider partii oraz europoseł, będzie dążył do demokracji bezpośredniej na Litwie, radykalnych reform ekonomicznych i politycznych oraz do wyniszczenia korupcji politycznej.

— Tymczasem jaki urząd będzie w dążeniu do tych celów jest rzeczą mało ważną — powiedział Rolandas Paksas. Podziękował też swoim kolegom partyjnym, przyjaciołom i rodzinie, którzy go wspierali przez ostatnich 6 lat od usunięcia go z urzędu prezydenckiego.

Były prezydent nie zapomniał też o swoich krzywdzicielach. Powiedział wprawdzie, że jako człowiek, już dawno im wybaczył, ale jako obywatel, będzie dążył do oceny prawnej działań jego przeciwników politycznych.

— Tamte wydarzenia muszą być dogłębnie zbadane i ocenione, żeby już nigdy nie mogły powtórzyć się — oświadczył Paksas.

Tymczasem prawnicy oceniają, że aby orzeczenie Trybunału nabrało mocy prawnej na Litwie, Sejm musiałby znowelizować ordynację wyborczą, a być może nawet zmienić Konstytucję. Zauważają przy tym też, że strasburska decyzja nie wyznacza jakichkolwiek terminów potrzebnych do wprowadzenia poprawek ustawowych, więc ich nowelizacja może trochę potrwać. Warto tu zauważyć, że na orzeczenie Trybunału Paksas czekał ponad 6 lat.