Konstytucja, jak i ziemia, nie dla Polaków

263
Na przejmowanej przez miasto na „potrzeby publiczne” byłej własności wileńskich Polaków najczęściej wyrastają prywatne biurowce i centra handlowe Fot. Marian Paluszkiewicz

W konstytucjach chyba wszystkich demokratycznych krajów jest utwierdzona zasada nietykalności własności prywatnej.

W Konstytucji Republiki Litewskiej mówi o tym 23 artykuł, który teoretycznie powinien bronić własności majątkowej wszystkich obywateli kraju, jednak w praktyce okazuje się, że ta norma prawna nie dotyczy (przynajmniej nie zawsze) litewskich obywateli polskiego pochodzenia. Mogą to potwierdzić tysiące wileńskich Polaków, którzy w niepodległej i demokratycznej Litwie od 20 lat walczą o zwrot ziemi zagrabionej im jeszcze w latach sowieckiej okupacji. I chociaż władze Litwy „z ubolewaniem” zawsze tłumaczą, że nie chodzi tu o Polaków, bo problem ze zwrotem ziemi jest ogólnokrajowy i dotyczy każdego obywatela niezależnie od jego narodowości, to wydarzenia ostatnich tygodni wyraźnie potwierdzają, że proces restytucji praw własności dla Polaków jest celowo wyhamowywany, żeby jak najmniej ziemi zwrócić Polakom.

Pierwsza i bez ogródek zaczęła o tym pisać prasa litewska, która starania miejscowych Polaków o odzyskanie własności przedstawia w kategorii ich rzekomej pazerności, którą sztucznie przeciwstawiają społeczeństwu litewskiemu, rzekomo cierpiącemu w wyniku tej pazerności.

„W walce o ziemię — Polacy górą” — brzmi tytuł artykułu w stołecznym dodatku dziennika „Lietuvos rytas”. Gazeta opisuje „nikczemność” byłych właścicieli ziemi w jednej z wileńskich dzielnic — Turniszkach, którzy po latach „walki” w końcu odzyskali decyzją sądu prawo do zagrabionej im kiedyś własności. Według rozmówców gazety „nikczemność” Polaków polega na tym, że chcą odzyskać ziemię kosztem dzieci i mieszkańców dzielnicy, bo na byłej ich ziemi dziś urządzono prowizoryczny plac zabaw oraz parking. Przy okazji gazeta przypomina też, że w podobny sposób Polacy domagają się też zwrotu ziemi w innych dzielnicach Wilna, gdzie również urządzono prowizoryczne place zabaw, czy też sportowe.

Wicedyrektorka samorządowego Departamentu Rozwoju Miasta Raimonda Rudukienė otwarcie wyznaje gazecie, że samorząd nie chciał, by tę ziemię odzyskali byli właściciele. Rudukienė doradza też obecnym mieszkańcom Turniszek, żeby złożyli zawiadomienie do prokuratury, co na jakiś czas odwlecze wykonanie orzeczenia sądu w sprawie zwrotu ziemi.

— To są działania systematyczne, ponieważ wszelkie starania byłych właścicieli o zwrot ziemi urzędnicy samorządu zazwyczaj zaskarżają do sądu, bo zanim sprawa przejdzie przez sądy wszystkich instancji, miasto zdąży sprzedać sporną działkę na aukcji — tłumaczy w rozmowie z „Kurierem” Artur Ludkowski, radny Wilna oraz były wicemer miasta.

W jego opinii obecna, w pewnym sensie, nagonka medialna na Polaków, byłych właścicieli ziemi, dodatkowo jest podyktowana trwającą walką o władzę w Wilnie po ostatnich wyborach samorządowych, bo ugrupowania dążące do władzy w mieście za wszelką cenę nie chcą dopuścić Polaków do udziału w koalicji rządzącej.

— A takie materiały prasowe mają propagandowy cel uświadomienia społeczności „katastrofalnych skutków” dopuszczenia Polaków do władzy w Wilnie — zauważa Ludkowski.

Bez ogródek o tym mówi redakcyjny komentarz w „Lietuvos rytas” autorstwa Bronė Vainauskienė. Redaktorka dziennika, a prywatnie żona jego redaktora naczelnego i współwłaścicielka dziennika, straszy czytelników, że skutkiem dopuszczenia w Wilnie Polaków do władzy będą wielomiliardowe ich roszczenia z tytułu rekompensaty za niezwrócone mienie w stolicy.

„32 mld litów!” — tyle, zdaniem Vainauskienė, Litwę będzie kosztował udział przedstawicieli Akcji Wyborczej Polaków na Litwie w koalicji rządzącej w Wilnie, do której Polaków rzekomo namawiają konserwatyści. I chociaż Konstytucja wyraźnie też mówi, że za własność zabraną zgodnie z prawem na potrzeby społeczne należy się sprawiedliwe odszkodowanie, w opinii redaktorki gazety, to sprawiedliwe odszkodowanie byłoby nie czym innym, jak „wystawną biesiadą dla jednej grupy społecznej, kosztem drugiej grupy” (czyt. dla Polaków kosztem społeczeństwa litewskiego).

Tymczasem dla Polaków zwrot ziemi w Wilnie jeśli i ma coś wspólnego z „wystawną biesiadą”, to to, że została ona spożytkowana przez napływową ludność, która z całej Litwy poprzenosiła swoje majątki na ich ziemię, a Polakom pozostawiając zaś okruchy z „biesiadnego stołu”.

— Urzędnicy chętnie oddają byłym właścicielom ziemię nikomu niepotrzebną, która jest w miejscach nieatrakcyjnych, często też ograniczona różnymi serwitutami. Tam zaś, gdzie ziemia leży w atrakcyjnym miejscu i nadaje się do zagospodarowania, napotykam ogromny opór urzędników — mówi w rozmowie z „Kurierem” Aleksander Popławski, były poseł na Sejm, który z grupą kilkunastu innych właścicieli stara się o odzyskanie ojcowizny w dzielnicy Fabianiszki, którą wybudowano w miejscu byłej polskiej wioski. Byli właściciele starają się o odzyskanie tu około 80 arów wolnej ziemi. Tymczasem samorząd, broniąc rzekomo interesu publicznego, zaskarżył ich pretensję do sadu, bo zwrot ziemi byłym właścicielom pozbawi miejscowych dzieciaków placu do zabaw.

— Jaki to może być interes publiczny, dobrze widzimy na przykładzie podnóży Góry Szeszkińskiej — zauważa Popławski. Przypomina on sytuację sprzed kilku lat, kiedy miasto zamiast przeznaczyć kilkadziesiąt hektarów wolnej ziemi na restytucję własności byłym jej właścicielom, przejęło ziemię na potrzeby publiczne. Dziś te potrzeby uosabiają wybudowane tu centra handlowe i biurowe oraz bloki mieszkalne.

Podobne sytuacje, kiedy zamiast zwracać byłym właścicielom, władze parcelują i sprzedają ziemię na aukcji, nie są rzadkością.

— Proces zwrotu ziemi w Wilnie praktycznie się zatrzymał, od kiedy nie jesteśmy w koalicji — mówi nam były wicemer z ramienia AWPL, Artur Ludkowski.

Jak nam udało się dowiedzieć, w ciągu tych dwóch lat samorząd sformował zaledwie kilkanaście działek przeznaczonych na potrzeby restytucji byłej własności. Nie wiadomo jednak, kiedy te działki zostaną przekazane byłym właścicielom.

Nie wiadomo również, kiedy zostaną sformowane następne działki z około 72 ha wolnej ziemi.

— Te plany miały być przygotowane do 31 marca, lecz wygląda na to, że sprawa się przewlecze i zostaną one sporządzone w późniejszym terminie — mówi „Kurierowi” Grzegorz Sakson, prezes Związku Polaków Prawników na Litwie. Dodaje, że nie ma obiektywnych przyczyn takiej zwłoki.

— Brak dobrej woli. Nic poza tym — uważa Sakson. Dodaje też, że przygotowane plany miały trafić pod obrady Rady, która formalną decyzją miała przekazać parcele na potrzeby byłych właścicieli.

Opóźnienie oznacza jednak, że dobijająca końca swojej kadencji Rada może już nie zdążyć podjąć decyzji. Więc o zwrocie (czy też nie) kolejnych kilkudziesięciu hektarów ziemi byłym właścicielom prawdopodobnie zadecyduje już nowa Rada.