„Bojowy” gest dobrej woli

418
Nastroje polskiej delegacji strona litewska odbiera jako „bojowe” Fot. Marian Paluszkiewicz

„Gestem dobrej woli” posłanka Sejmu polskiego, Urszula Augustyn, określiła przyjazd do Wilna grupy polskich parlamentarzystów z Delegacji Parlamentarnej do Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. Tymczasem współprzewodniczący Zgromadzenia, poseł Algis Kašėta, nastawienie polskiej delegacji określił jako „bojowe”.

Jak już pisaliśmy, polscy posłowie przyjechali na Litwę, by wspólnie z litewskimi kolegami omówić problemy ostatnio mocno ciążące na relacjach polsko-litewskich. Strona polska przywiozła do Wilna swoje zatroskanie z powodu nierealizowanych założeń Traktatu Polsko-Litewskiego w zakresie przestrzegania praw polskiej mniejszości na Litwie.

Jak zaznaczyła Urszula Augustyn, listę problemów wypełnia zwrot ziemi dla litewskich Polaków, zakaz używania języka polskiego w nazewnictwie geograficznym oraz w nazwiskach Polaków.

Szczególny niepokój polskiej strony wzbudziła przyjęta w połowie marca przez Sejm litewski Ustawa o Oświacie, która, jak zaznaczyła posłanka, pogarsza sytuację polskiego szkolnictwa na Litwie oraz grozi likwidacją polskich szkół albo poważnym ograniczeniem ich działalności.

— Chcemy rozmawiać w sprawie rozwiązania tych problemów, które, naszym zdaniem, nie są nie do rozwiązania — zaznaczyła przewodnicząca grupy, Urszula Augustyn. Dodała też, że polska strona jest rozczarowana przyjętą ustawą.

Tymczasem, poseł na Sejm RL Valentinas Stundys odparł, że strona litewska nie widzi żadnych problemów z powodu uchwalonych zmian. Zasugerował, że polska strona przyjechała niedoinformowana w zakresie zmian w szkolnictwie polskim na Litwie i zapewnił, że podczas obrad grupy litewscy koledzy postarają się udowodnić polskiej delegacji, że słuszne jest stanowisko litewskiej strony.

Niedoinformowanie oraz przedwczesne nastawienie polskiej strony podkreślał również wiceprzewodniczący Sejmu RL, oraz współprzewodniczący Zgromadzenia, poseł Algis Kašėta.

— Odczuwam wyraźne przedwczesne nastawienie, z jakim polska delegacja przyjechała do Wilna – oświadczył Kašėta. Dodał, że może ono wynikać z niedoinformowania polskiej strony w zakresie tematu, a po części też wywołana, zdaniem posła, toczącą się już w Polsce kampanią wyborczą.
Ten argument stanowczo odrzuca przewodnicząca polskiej grupy. W rozmowie z „Kurierem” posłanka Augustyn, zauważyła, że problemy, o których polska strona chce rozmawiać w Wilnie, są nierozstrzygane od lat.

— Przecież mówimy o tym nie od tygodni, a od kilku lat. Toteż argument strony litewskiej, że nasze stanowisko jest elementem kampanii przedwyborczej, jest nie na miejscu — powiedziała posłanka Augustyn. Dodała też, że tą argumentacją strona litewska próbuje zamaskować swoją bezczynność w zakresie realizacji założeń traktatowych dotyczących praw polskiej mniejszości narodowej na Litwie.

Strona litewska próbowała szachować polską delegację, stawiając pretensje, że polskie władze chcą zamykać szkoły litewskie na Suwalszczyźnie, co zdaniem litewskich posłów, jest wyrazem nieżyczliwych działań wobec polskich Litwinów.

Tłumaczenie posła Witolda Gintowta-Dziewałtowskiego, że polskie władze nie mają nic wspólnego z zamykaniem litewskich szkół w Polsce, bo leży to wyłącznie w gestii władz lokalnych (które w tym wypadku są w rękach samych Litwinów), dowiodło, że problem ten jest absolutnie sztucznie wydumany na potrzeby litewskiej strony.

— Rozmawiałem z wójtem Puńska, który zapewnił, że żadna szkoła nie będzie zamknięta — powiedział poseł Gintowt-Dziewałtowski. Wyjaśnił też, że byłoby to niemożliwe, przynajmniej w tym roku, gdyż decyzję o likwidacji szkół rada gminy musiałaby podjąć znacznie wcześniej.

— Dziś już jest za późno na tę decyzję, co dodatkowo świadczy, że szkoły nie będą zamykane – zauważył poseł Gintowt-Dziewałtowski. Dodał też, że liczy, że spotkanie polsko-litewskiej grupy roboczej będzie pierwszym krokiem do zrozumienia stawianych problemów i ich rozwiązywania.

Tymczasem jak wynika z przeprowadzonego w czwartek przez portal internetowy największego dziennika litewskiego „Lietuvos rytas” — „lrytas.lt” — sondażu, nie tylko władze, ale też społeczeństwo litewskie jest za „definitywnym” rozwiązaniem sprawy polskiej na Litwie.

Prawie połowa z około 5 tys. respondentów (48 proc.) uważa, że władze powinny w ogóle zakazać używania języka polskiego na Wileńszczyźnie, pozamykać wszystkie polskie szkoły i w ten sposób rozstrzygnąć kwestię polską na Litwie. Gazeta przeprowadziła badania w kontekście wypowiedzi lidera AWPL, europosła Waldemara Tomaszewskiego, który oświadczył, że Litwini na Wileńszczyźnie również powinni integrować się ze społeczeństwem lokalnym.

Nieco mniej — 37 proc. — respondentów sądzi, że w ogóle nie należy zwracać uwagi na takie oświadczenia i robić swoje.

Około 10 proc. uczestników sondażu uważa z kolei, że Polakom należy pozwolić na używanie w pisowni nazwisk litery „w”, której nie ma w litewskim alfabecie i w ten sposób nieco zniwelować ambicje Polaków w ich żądaniach.

I tylko 5 proc. badanych uważa, że Litwini powinni przyznać fakt, że Wileńszczyzna jest polską ziemią i wprowadzić tu powszechny obowiązek nauki języka polskiego.